Czy czujesz się staro?

Czy czujesz się staro?

Ale co to właściwie znaczy? Że mam świadomośc swojego wieku? Że zauważam zmiany na swojej twarzy w postaci nowych zmarszczek? Że poznając nowych ludzi, okazuje się za każdym razem, że to ja jestem najstarsza z nich? Że mówiąc ile mam lat, każdy się dziwi, że nie mam jeszcze męża i dziecka? Czy może to, że zamiast iść na imprezę do klubu wolę spędzić czas w domu lub pójść do kina?

Mój wiek to taki, w którym koleżanki wychodzą za mąż i rodzą dzieci. Ale to też taki, w którym niektóre z nich mają już drugie dziecko. Ty czujesz się jakby w tyle, bo każdy daje sobie prawo do tego, by zadawać Ci to idiotyczne pytanie "a Ty kiedy ślub/dzieci?". Czasami czuję się w tym wszystkim mądrzejsza, bo omijają mnie nie tylko chrzciny i wesela, ale także rozwody i podziały majątków. To można zaliczyć poniekąd do sukcesów.

Niezmiennie jednak czuję presję OKREŚLENIA SIĘ. Już pomijając związki i macierzyństwo, ale wyznaczenie sobie tzw. ścieżki kariery. Jeśli na studiach powiesz, że nie wiesz jeszcze co będziesz robić, lub chwycisz się pierwszej lepszej pracy, w której Cię zechcą to jest spoko, ale po 30tce to już nie wypada. Bo lepiej być korpo szczurem lub niewolnikiem swojego biznesu, niż "poszukującą" panią swojego czasu.

Wiecie kiedy było mi dobrze? Kiedy czułam się względnie zadowolona i nie myślałam o przyszłości, wciąż patrząc z nadzieją na nadchodzące jutro? Gdy pracowałam jako kelnerka zaraz po przyjeździe do UK. Czułam się przede wszystkim wolna - nie musiałam się przywiązywać do pracy, bo przecież kelnerowanie to nie było jakimś szczytem moich marzeń. Miałam regularny kontakt z ludźmi, którzy na bieżąco dawali mi swój feedback, a zadowolenie klienta było dla mnie ważniejsze niż humory i rozkazy szefowej. Po prostu wrzuciłam na luz i wsłuchiwałam się w siebie.

Wiecie kiedy to się schrzaniło? Kiedy olałam siebie i postanowiłam podążać wyznaczoną przez społeczeństwo ścieżką. Bo tak trzeba, wypada, bo lata lecą i coś trzeba ze swoim życiem zrobić. Niewiele się zastanawiając a przede wszystkim nie słuchając siebie, rzuciłam to w cholerę, by wieść stabilne życie.

I co teraz? Jest stabilnie. Nudno.

Nie mówię, że żałuję, że nie jestem wciąż kelnerką. Żałuję tylko, że pewne decyzje podjęłam zbyt pochopnie.

Czy czuję się staro?

Czuję się staro, bo pomimo swojego wieku, ja wciąż nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Czuję się staro, bo choć intuicja mi coś podpowiada, ja boję się jej słuchać. Czuję się staro, bo choć czuję, że czegoś mi w życiu brakuje, ja wybieram wygodę. Czuję się staro, bo wydaje mi się, że w życiu chodzi o to, by nie odczuwać bólu, a tym samym tylko istnieć. Czuję się staro, bo wolę słuchać głosu rozsądku niż serca...

 

  • Temat wart głębszego przemyślenia!

  • Dagmara (Sztuka Codzienności)

    Problem polega na tym, że od początku jesteśmy „wtłoczeni” w pewne wzorce. Że skoro wszyscy pracują, mają założone rodziny, dzieci to my też powinnyśmy „bo tak trzeba”. Nikt nie pyta czego MY chcemy, za to stawiają mnóstwo oczekiwań. Byłam w podobnej sytuacji, gdy po ślubie przez pewien czas nie pracowałam, bo spełnienie dawało mi zajmowanie się domem. Ludzie w kółko pytali czy mam już pracę, dlaczego siedzę w domu zamiast się czymś zająć. W głowie im się nie mieściło, że mogę chcieć czegoś innego. Ale tego się już chyba nie zmieni…

    • Podążanie swoją ścieżką nie jest mile widziane. A może po prostu ludzie są zazdrośni o to, że robimy to na co mamy ochotę i daje nam to szczęście?

  • Ja tam zawsze wiedziałem, że spokój mej duszy przyniesie miłość:) I tak się stało, a nie ukrywam, że to długo o ten stan walczyłem:)
    A czujemy się staro kiedy na to sami sobie pozwalamy. Znam młodych duchem staruszków i starych duchem młodych. To wszystko zależy od nas. Od naszego trybu życiu, od pasji, od czasu i niestety pieniędzy:)
    A fakt, nie powinniśmy się dać zniewolić potrzebom społeczeństwa, bo nasze wewnętrzne indywiduum zostanie zamordowane:)

  • Ja mam pracę, którą uwielbiam, ale ostatnio, jak dorzuciłam sobie do niej jeszcze miliard innych obowiązków (zobowiązań) to w pewnym momencie poczułam się staro. Organizm wie lepiej – teraz to odchorowuję 😉 A od nowego roku mam postanowienie – wrzucić na luz i nie przeginać 🙂

    • Wrzucić na luz – to bardzo dobre postanowienie 🙂

  • Ja nadal czuję się jakbym dopiero co opuściła szkolne mury. Może to wynik pracy w młodym zespole, może wpływ energii miasta, w którym mieszkam, a może po prostu jeszcze nie dostałam w kość od życia?

  • Twój tekst uświadomił mi, że czasami jednak warto złapać wiatr w żagle i dać się ponieść. Nie to, że czuejmy się wtedy młodsi, bo też ale przede wszystkim jesteśmy szczęśliwi. Sam stoję w tej chwili przed takim dylematem, poniekąd kierowanym wiekiem, bo jestem już na trzecim roku; przede mną jeszcze drugi licencjat a w głowie myśl o E-Rasmusie, no bo jak nie teraz to kiedy? Jak przyjdzie praca, to już będzie po wszystkim a póki jestem na studiach czuję się jeszcze młodo.

    • Kibicuję Erasmusowi. Jak nie teraz to kiedy!? Późnej będziesz załował, że nie skorzystałes z tej opcji. Posłuchaj cioci gradowej 😉

  • Ana

    Chyba trochę znam ten stan, ale też nie do końca. Bo uwielbiam żyć i czerpać z życia, a gdy mi się to udaje, czuję, jakbym unosiła się w powietrzu. Jednak częściej wracam tam, gdzie wygoda i mimo wszystko pustka. Ale mam zamiar popracować nad zmianą w przyszłym roku 🙂

  • Marlena Kopeć

    ja mam to samo ukłucie i świadomość, że lata lecą więc przydałoby się już wiedzieć co tak a co nie. Tłumaczę sobie że na wszystko jest odpowiedni czas i potrzebuję nauczyć się odpuszczać/ nie trzymć kurczowo moich wizji i „standardów” innych.