Rzucam sobie czasami wyzwania, co przez kołczów nawyzwane jest „wychodzenie ze strefy komfortu”. Bo przecież w życiu chodzi o to, żeby przełamywać bariery, pokonywać swoje lęki i takie tam inne bzdety. Niestety swojej natury nie da się oszukać. Jeśli będziecie próbowali to zrobić tak jak ja w miniony weekend, to skończy się to co najwyżej: „wychodzeniem z siebie, by stać się kimś, kim się nie jest”.

introwertyzm

To wielka ulga móc zrezygnować ze starań, żeby stać się kimś, kim się nie jest.

Wolę wypoczywać w samotności lub z kilkoma bliskimi przyjaciółmi

Częściej słucham, ale potrafię dużo mówić o ważnych dla mnie tematach

Lubię obserwować

W niedzielę wybrałam się na spotkanie wegańskiej grupy z portalu Meetup. Nie znałam tam nikogo, a zapisanych było około 30 osób. Co się dzieje w mojej głowie przed takimi spotkaniami? Wyobrażam je sobie ze sporym wyprzedzeniem. To jak się będę czuła, co będę robiła, jak się zachowywała. Wyobrażam sobie tych wszystkich ludzi wokół mnie. Zastanawiam się o czym będę z nimi rozmawiała i jak mnie odbiorą. W zasadzie jeszcze nim wyjdę z domu (do czego muszę się zmuszać, by pokonać te lęki), już czuję się psychicznie zmęczona.

To nie jest tak, że ja nie lubię ludzi. Ja po prostu źle się czuję w dużych grupach, gdy nie znam nikogo. Męczą mnie small talki, zagadywanie czy robienie „wywiadów” zapoznawczych. Uwielbiam za to spotkania ze znajomymi przy kawie czy obiedzie, uwielbiam sama urządzać takie schadzki u siebie w domu. Lubię rozmowy o życiu, lubię słuchać i udzielać rad. Ale scenki w stylu „cześć jestem Magda, a Ty? a co robisz? skąd jesteś i dlaczego tu przyszłaś” … na samą myśl przechodzą mnie dreszcze.

Rzecz w tym, że kontakty towarzyskie w dużej grupie wymagają ogromnego nakładu energii. Najpierw trzeba jej sporo stracić na samo zmobilizowanie się, by w ogóle pójść, ponieważ introwertycy zazwyczaj wybiegają myślami na przód i wyobrażają sobie, jak będą się czuli później. Z góry wiedzą, że będą zmęczeni, zakłopotani lub przestraszeni.

Nazywam się Magda i jestem anonimową introwertyczką

Introwertyczką jestem od urodzenia, ale uświadomiłam to sobie dopiero jakieś 2 lata temu. Całe swoje życie próbowałam się przekonać do bycia kimś innym. Obwiniałam się za to, że nie mam miliona znjomych, że nie umiem zagadywać do nieznajomych mi ludzi, a tłum i spędy mnie męczą. Dziś sobie myślę: GRADOWA, JESTEŚ SPOKO! W tym ekstrawertycznym świecie nie jest łatwo odnaleźć się jako intowertyk. Co gorsza, ludzie nie do końca to rozumieją. Ja sama swojego czasu tego nie rozumiałam i wkurzałam się na mojego ex-partnera, że jest socjopatą, a po pracy spędzonej z masą ludzi nie chce mu się gadać. Dziś sama taka jestem i absolutnie nie nazwałabym siebie socjopatką. Po całym dniu spędzonym z ludźmi uwielbiam ten spokojny czas w domowym zaciszu.

Introwertykom może dodawać energii rozmowa w cztery oczy na tematy, które ich interesują. Naładowują swoje akumulatory (do pewnego stopnia), tocząc rzeczową dyskusję, podczas której każdy z uczestników rozważa opinie pozostałych.

INTROWERTYZM JEST SPOKO

Nie ma sensu na siłę przekonywać się czy zmuszać do bycia kimś innym. Po doświadczeniach minionego weekendu postanowiłam sobie, że przestanę uczęszczać na tego rodzaju spotkania. Będę musiała znaleźć inny sposób na poznanie nowych ludzi, a swoją energię spożytkować w bardziej rozsądny sposób.

(…) prawda wygląda tak, że wszyscy mamy swoje ograniczenia, a introwertycy w szczególności. Nie dysponujemy niewyczerpaną energią. Mamy jej określony zasób, toteż musimy głęboko się zastanowić, jak najlepiej ją zużyć. Taka świadomośc bywa gorzka do przełknięcia, ale jednocześnie dzięki niej możemy bardziej polubić swoje życie. Kiedy podejmujemy świadome decyzje, zaczynam na prawdę doceniać to, co MOŻEMY zrobić.

Wszystkie w/w cytaty pochodzą z książki Marti Olsen Laney „Introwertyzm to zaleta

22 komentarze

  1. Mam podobnie. Nie przepadam za dużymi spędami. Nie lubię wychodzić gdzieś, bo tak wypada. Znacznie lepiej się czuję w mniejszym i znanym mi gronie. Bardzo lubię też spędzać czas w domu. Parę razy zarzucono mi, że jestem aspołeczna, ale to nie tak. Jesli ktoś nie ma takiej natury, nie będzie w stanie introwertyka zrozumieć.

  2. Ja o sobie mogę powiedzieć, że jestem klasycznym typem INTROWERTYkA, o czasowych odchyleniach ekstrawertycznych zwiazanych z pogodą. lubj dostosowaniem się do okoliczności. Nie czuję z powodu bycia I żadnych ograniczeń. Wręcz przeciwnie. Najwięksi ekstrawertycy to osobnicy nie mający nic do zaoferowania oprócz energiii i prowokowania. Kiedy trzeba twardej harówki, nie ma z nich pozytku. Okazuje sie, że – sorry Winnetou, ale ja wymiękam.

  3. Bardzo fajny tekst! A graficznie Twój blog jest piękny!
    Ja mam tak że pracuje z ludźmi, gadam wtedy dużo, nakręcam się, ale jak wracam do domu cenię sobie spokój i że nie muszę już nawijać ;). Small talk na tzw.imprezach domówkach męczy mnie niesamowicie i dlatego też unikam takich schadzek. Ludzi też uwielbiam obserwować, codzienna kawa to dla mnie taka chwilowa ucieczka od rzeczywistości :).
    ps. To jak Ty się odnalazłaś w UK? To chyba był taki krok milowy w Twojej introwertyczności-inny kraj, inny język, inna kultura. Ale widzę że dajesz radę- także szacun! 🙂

    1. No to witaj w gronie introwertyków!;)
      W UK spoko! Generalnie wyjeżdżałam z PL tak zdeterminowana, że nic nie było mi straszne. Przez pierwszy rok czułam się jakbym miała z powrotem 20 lat!

      A Londyn poniekąd sprzyja introwertyczności. Tutaj jesteś anonimowa, co ma swoje plusy i minusy of course.

  4. Ja nie lubię ludzi, przyznaję się do tego otwarcie. Męczą mnie po prostu. Mam kilku znajomych, z którymi spotykam się od czasu do czasu, i to mi zupełnie wystarcza 🙂

    gin
      1. Ja lubię obserwować reakcje tych, którzy czasem próbują mnie wypytywać, dlaczego mam tak mało znajomych, nie włóczę się po kawiarniach i klubach, nie uczestniczę w dużych imprezach; kiedy im mówię, że to dlatego, że nie lubię ludzi, czasem robią śmieszne miny 😉

        gin
  5. Kiedyś też myślałam, że ze mną jest coś nie w porządku bo mam tylko kilku znajomych i nie lubię dużych zgromadzeń ludzi (zwłaszcza jak nikogo nie znam).
    Dopiero niedawno to zaakceptowałam i już mi lepiej 🙂
    Pozdrawiam

  6. Ja na codzień lubię swoje zamknięcie, ale męczy mnie w momencie kiedy jednak mam ochotę na ludzi. Bo nagle wychodzę na imprezę i na miejscu się orientuje, że nie chce mi się gadać z tymi wszytskimi ludźmi… Żeby dobrze się z kimś bawić potrzebuję go najpierw spotkać kilka razy w mniejszym gronie, poznać i polubić.

    Kawoszka
  7. Ja rozumiem teraz bardziej, kilka lat temu bym nie zrozumiała 🙂 Traktuję to tak, że wolę poświęcać swój czas i uwagę osobom, na których mi zależy niż wszystkim możliwym ludziom, jacy się napatoczą 🙂 A wcale nie jestem taką typową introwertyczką przecież 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *