Kiedyś spóźniłam się na samolot i spędziłam w związku z tym 24 godziny na lotnisku. Miałam sporo czasu na refleksje. Pomimo zmęczenia i niewyspania, mój umysł nie dawał mi spokoju i co jakiś czas męczył mnie wyrzutami sumienia oraz pytaniem: jak mogłam zapobiec tej sytuacji? Znacie to? Coś się stało i już się nie odstanie, ale wy wciąż przeżuwacie myśli, zarzucając sobie, że gdybyście postarali się bardziej, wszystko potoczyłoby się według planu?

Siedziałam więc nad 5-tą kawą i snułam fantazje o tym, co bym teraz robiła, gdybym dzień wcześniej była na lotnisku na czas. Gdyby ten cholerny autobus się nie spóźnił, gdyby nie było korka na trasie, gdyby kierowca wcześniej zmienił trasę, gdybym wyszła wcześniej z domu, gdybym nie miała tej przeklętej torby… pewnie bym zdążyła! Im bardziej się za to biczowałam, tym gorzej się czułam. Zamiast skupić się na teraźniejszości i z niej czerpać korzyści, ja wciąż tkwiłam w przeszłości. Wiecie co mi dało takie myślenie? Nic. Bo jaki ja mam teraz wpływ na to, co już się stało? Żadnego. A jaki mam wpływ na swoje myśli? Ogromny!

Postanowiłam przejąć kontrolę nad swoim umysłem. Nie było to łatwe, bo dręczące mnie myśli powracały, ale gdy je w końcu ujarzmiłam, zniknęły całkowicie. Najważniejsze to je zauważyć i wychwycić. Za każdym razem, gdy zaczynałam rozkładać zaistniałą sytuację na czynniki pierwsze, dawałam sobie niewidzialnego plaskacza w twarz i mówiłam w duchu: STOP! Stało się! Trudno! Shit happens! Po czym skupiałam się na czymś innym. Zabieg powtarzałam kilkukrotnie.

Zrozumiałam, że przeszłości nie mogę zmienić, więc nie ma sensu się zamartwiać.

Takich przykładów mogłabym wyliczyć całe mnóstwo. Domyślam się, że wam także to się zdarza. Bo człowiek to by chciał tak wszystko mieć według planu, wszystko móc przewidzieć, wszystko mieć pod kontrolą. Jednocześnie nie pozwalamy sobie na popełnianie błędów. Na powiedzenie sobie – ok schrzaniłam sprawę, ale trudno, idę dalej, nie ma sensu się tym dalej przejmować. Wyciągam wnioski na przyszłość i koniec. Nieeee po co. Lepiej się ZA-MAR-TWIAĆ 🙂

Zaprawdę powiadam Ci: odpuść sobie. Uśmiechnij się do siebie, machnij na to ręką i idź dalej. A Gradowa to następnym razem zaplanuje sobie 2-godzinną rezerwę czasową, just in case 🙂

Na zapas nie warto się martwić, na zapas warto się cieszyć.

Zamartwianie się może dotyczyć także przyszłości, kiedy przeżuwamy myśli na temat zdarzeń, które jeszcze nie miały miejsca, ale nam się wydaje, że jak obmyślimy scenariusz, to będzie nam łatwiej stawić czoła trudnym sytuacjom. Pamiętam jak niejednokrotnie w głowie wyobrażałam sobie przebieg jakiejś rozmowy czy spotkania. Koniec końców wszystko i tak wyglądało zupełnie inaczej! No bo jaki ja mam wpływ na to, co powie lub jak zachowa się osoba, z którą będę się widzieć? Niewielki. A jaki jest sens stresować się i przeżywać wszystko podwójnie, jeszcze nim się wyszło z domu? Żaden. Dlatego lepiej na zapas się cieszyć niż martwić:)

O jeżu co ja teraz zrobię!

Najgorzej jest chyba wtedy, gdy zamiast podejmować się konkretnych działań, zbyt długo siedzimy i się zamartwiamy.
Straciłam pracę? O jeeeżu jak ja znajdę nową! Zacznij szukać?
Nie mam przyjaciół? O jeżuuu jaka ja samotna jestem! Wyjdź z domu?
Zgubiłam telefon. O jeżuuu i co teraz? Nic – zablokuj numer i załatw sobie nowy?

Generalnie ja rozumiem, że potrzebujemy czasu na refleksje, by przemyśleć sobie pewne sprawy. Chodzi jednak o to, by nie trwało to zbyt długo. By to przeżuwanie myśli i zamartwianie się o przyszłość nie ciągnęło się w nieskończoność i aby nie zdominowało naszego życia.

Zamartwianie się – fałszywa troska

Ostatnim elementem zamartwiania się, którego nie mogę pominąć, jest zamartwianie się o innych. Ja oczywiście daleko szukać nie muszę, bo miałam z tym do czynienia na co dzień. Gdy straciłam pracę i swoje odpłakałam, szybko zaczęłam szukać nowej. Wierzyłam, że prędzej czy później mi się to uda, bo miałam świadomość swoich umiejętności. A jak zareagowała moja mama? O jeżu i co Ty teraz zrobisz? Jak sobie poradzisz? Wiesz, bo syn mojej koleżanki to ponad pół roku już szuka i nic. Wiecie co taki przekaz mi mówi? NIE WIERZĘ, ŻE DASZ SOBIE RADĘ. To nie jest troska. Troską by było powiedzenie: na pewno dasz radę, a gdybyś potrzebowała wsparcia finansowego, to daj znać. Pamiętam jak się wtedy wkurzyłam i niemalże musiałam mamie wykrzyczeć, że mam doświadczenie, wykształcenie, znam języki, poza tym jestem zdolna, więc na pewno dam sobie radę! I dałam 🙂

Dlatego pamiętajcie: po pierwsze, nie bądźcie takimi przyjaciółmi/partnerami/rodzicami, którzy będą mylić troskę z brakiem wiary w czyjeś możliwości. Po drugie, niech czyjeś zamartwianie się o was, nie podcina wam skrzydeł. Bo osoby, które w ten sposób reagują na wasze problemy, pokazują SWOJE lęki i SWÓJ brak pewności siebie i nie ma to nic wspólnego z wami.

Nie trać czasu, Twoje życie to czas

Jakby nie patrzeć, zamartwianie się to przede wszystkim STRATA CZASU. Co się stało – się nie odstanie, co ma się stać – się stanie i nie zawsze mamy na to wpływ. Nie możemy przewidzieć wszystkiego. Nie możemy w pełni kontrolować zdarzeń, bo czasami życie płata nam figla i trzeba to zaakceptować. Nie ma co gdybać, nie ma co załamywać rąk, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Jak powstrzymać przeżuwanie myśli?

  • Skupić się na teraźniejszości
  • Zauważyć swoje myśli i pozwolić im odejść
  • Podejmować działanie
  • Wyciągnąć wnioski i iść dalej
  • Zaakceptować swoją porażkę/błąd/niepowodzenie
  • Uwierzyć w swoje możliwości
  • Zająć się czymś innym – przestań skupiać się na problemie
  • Spisać swoje myśli/uczucia
  • Porozmawiać z kimś o swoich zmartwieniach

13 komentarzy

  1. Oj zdarza się i to zdecydowanie zbyt często. Niby człowiek z tym walczy i stara się wywalić z głowy, ale wbrew pozorom wcale nie jest tak prosto się tego nawyku pozbyć. Masz rację, że to nic dobrego do życia nie wnosi, a człowiek i tak duma i duma co by było gdyby, choć nie ma już żadnej szansy na jakąkolwiek zmianę. Ale chyba taka już nasza natura jest, że lubimy rozgrzebywać przeszłość i robić z nich takie odgrzewane kotlety. Dla mnie to co piszesz idealnie charakteryzują słowa, które gdzieś zasłyszałam – Paulina Mikuła w swoim wywiadzie w 20 m2 powiedziałam, że jeśli stoimy okrakiem jedną nogą w przeszłości, a drugą w przyszłości to sikamy na teraźniejszość. Coś w tym jest 🙂

  2. Więcej działać, mniej myśleć! 🙂 Samym myśleniem nie znajdziemy pracy, nie zawrócimy samolotu na który się spóźniliśmy. Ile razy nie mogłam przeboleć tego co się już wydarzyło i w myślach snułam najróżniejsze scenariusze zadając sobie pytanie: „dlaczego?!”. A tak jak piszesz to nic nie da. Jedyne co powinniśmy wynieść z takiego myślenia, to jak nie dopuścić drugi raz do takiej sytuacji. A podcinania skrzydeł tak bardzo nie lubię! Świetny wpis 🙂

  3. Kiedyś trafiłam w internecie na obrazek Homera Simpsona z napisem:
    „Nie wypominaj sobie czegoś przez całe życie. Wypomnij sobie raz i żyj dalej.” – tak bardzo zapadło mi to w mózg, że do dzisiaj powtarzam to sobie w głowie, kiedy moje myśli zaczynają mnie dusić i wyrzucam sobie coś bez końca. Tak jak mówisz – szkoda czasu. Błąd- wniosek- idziesz dalej, bogatszy o wiedzę. Łatwe w teorii, ale swoje trzeba się ze sobą jak zwykle namęczyć 😉

    PS.: Ha! Widzę, że też załapałaś słodkiego jeża 😉

  4. Dokładnie te słowa, które potrzebowałam w tym momencie. Dzięki Gradowa 🙂 Lżej mi teraz i na pewno martwię się o ciut mniej niż jeszcze przed chwilą i uśmiech na buzi, który sama wcześniej tam przywołałam teraz jest jeszcze łatwiejszy do przywołania. Odpuścić, wyciągnąć wnioski i podjąć dalsze działania z wiarą w siebie. Czasem takie teksty pomagają, właśnie gdy tego potrzebujemy 😉

    LaFemma
  5. Mądre słowa. Najważniejsze to wyciągnąć wnioski, żeby nie wkopać się drugi raz w to samo. Spisywanie myśli i emocji u mnie też działa! Myśli wyplute na papier przestają uwierać w głowie.

  6. Ostatnio o tym myślę intensywnie, bo pojawiły się w moim życiu schody po których właśnie wchodzę, ale wchodzę dlatego, że w końcu zauważyłam, że moje porażki – to tak naprawdę moje lekcje życiowe. I pojawiały się w moim życiu tak cyklicznie wokół tych samych tematów – bo nie zmieniałam taktyki.

  7. Staram się przeżuwać tylko te pozytywne myśli. One dodają mi skrzydeł. Kiedy coś mnie dręczy, patrzę na siebie sprzed kilku lat i na teraźniejszą Monikę – przypominam sobie, ile osiągnęłam pomimo porażek i trudności. Od razu zaczynam znów wierzyć w siebie. I działam – nie znoszę bezczynności, bo wtedy popada się w marazm… Kiedy coś naprawdę mnie przytłacza, zamykam się na trochę w świecie książek, by odsapnąć i nabrać sił.

  8. Coraz rzadziej, bo pracuje od dawna nad tym:). Najważniejsze, to właśnie nie przeżywać, tylko pomyśleć, czy można z tej sytuacji wyciągnąć jakąś korzyć lub w jakiś sposób ja rozwiązać, jeśli nie to trudno i iść dalej. Zawsze sobie mówię, że czy się będę martwić, czy nie, to sytuacja się nie zmieni, a tylko ja się wpędzę w podły nastrój, a po co mi to;).

Możliwość komentowania jest wyłączona.