Jak znaleźć przyjaźń na całe życie

Po czwarte nauczyłem się, że niektórzy ludzie są na zawsze, a niektórzy tylko sporadycznie i że nie mam żadnego wpływu na to, kto będzie na zawsze, a kto od czasu do czasu. (I.Karpowicz "Gesty")

Kiedyś bardzo przywiązywałam się do ludzi. Wydawało mi się, że jeśli ktoś jest mi w jakiś sposób bliski, nasze drogi się zeszły i wiemy o sobie więcej, niż to jak się nazywamy - znajomość ta będzie na zawsze. Dziś porzuciłam tą naiwność i zaakceptowałm fakt, że niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu na chwilę, zostawiają jakiś ślad, a potem znikają. I to jest ok.

Historia pewnej przyjaźni

Najbardziej przeżyłam zniknięcie z mojego życia osoby, którą przez lata uważałam za przyjaciółkę. Była mi na prawdę bliska i choć nie była to przyjaźń rodem Judyty i Uli z "Nigdy w życiu", to jednak czułam między nami taki flow, który wystarczył, by cieszyć się z naszego poznania.

Gdy podjęłam decyzję o mojej 'emigracji' do UK, był płacz, były słowa otuchy, były zapewnienia, że zawsze będę mile widziana z powrotem, były plany wzajemnych odwiedzin. W dwa miesiące po moim wyjeździe nastała cisza. Na propozycje spotkania, gdy akurat pojawiłam się znow we Wrocławiu - cisza. W moje urodziny - cisza. Sporadycznie pojawił się lajk na moim zdjęciu na fb. Taki oto model przyjaźni XXI wieku. Nie dawało mi to przez długi czas spokoju, ale duma nie pozwalała mi się wychylać. Coś mnie tknęło w grudniu, bo to ten świąteczny czas, kiedy gradowa robi się sentymentalna. Napisałam do niej wiadomość na fb, czemu się nie odzywa i takie tam bzdety. Okazało się, że "Ula" uznała, że tak będzie lepiej, bo ja tu, ona tam i że po co utrzymywać to na siłę. A tak w ogóle to na święta wychodzi za mąż.

Powiem wam, że czułam się jakby mi ktoś liścia sprzedał. Byłam w jednej chwili pod wpływem takich emocji, że nie wiedziałam, czy się śmiać, płakać czy krzyczeć. Generalnie zrobiło mi się cholernie przykro, ale jednocześnie byłam cholernie wściekła, że ktoś naszą /myślałam że/ przyjaźń wyrzucił tak po prostu do kosza. Nagle te wszystkie lata, przez które się wspierałyśmy, które przeżywałyśmy i dzieliłyśmy, straciły znaczenie! Gone. Nie ma. Nie istotne. Nie ważne. I tak jej odpisałam. Że czymże w takim razie była ta nasza przyjaźń, skoro mój wyjazd wszystko przekreślił? Czułam się oszukana! Koniec końców ów koleżanka uznała, że jestem niezrównoważona emocjonalnie, bo przechodzę ze skrajności w skrajność, po czym zablokowała mnie na facebooku. #FunnyNotFunny

Życie to nieustające zmiany

Opisane doświadczenie nauczyło mnie inaczej patrzeć na relacje międzyludzkie i uświadomiło mi, że ja nie mam żadnego wpływu na to, które osoby w moim życiu zostaną na dłużej, a które znikną na zawsze (tak jak w powyższym cytacie). Przede wszystkim przestałam się do ludzi przywiązywać. Podchodzę do wszystkich znajomości z wiekszym luzem, co wcale nie oznacza, że nie nawiązuję bliskich relacji lub moje przyjaźnie są płytkie. Absolutnie nie. Jedyne co się zmieniło to mój stosunek do samej istoty przyjaźni. Nauczyłam się akceptować fakt, że w życiu nic nie jest na stałe. Że życie to nieustające zmiany, wobec których musimy być elastyczni. Że jeśli jednego dnia ktoś jest elementem mojego świata, a za chwilę z niego znika, to widocznie tak musiało być. Wdzięczna jestem za to, co dana osoba wniosła do mojego życia, ale symbolicznie się z nią żegnam i idę dalej.

Wiecie co dzięki temu odzyskałam? Wolność.

Wolność w tym sensie, że dałam sobie prawo do życia własnym życiem i podążania swoimi ścieżkami. Nic mnie nie przywiązuje, ani nie uwiązuje. Nie mam żadnych zobowiązań i nie składam żadnych obietnic. To działa też w drugą stronę. Osobom z mojego otoczenia daję luz. Poczucie wolności, że w każdej chwili mogą z mojego życia odejść, a ja nie będę miała do nich żalu. Co więcej, takie podejście uwolniło mnie od przekonania, że ja coś MUSZĘ. Ile razy zdarzyło wam się zgodzić na coś, na co nie miałyście ochoty, tylko w imię przyjaźni? Kiedy musiałyście naginać swoje plany, by się komuś podporządkować? Przyjmując podejście "wrzuć na luz" automatycznie pozwalasz sobie na asertywność życia bez wyrzutów sumienia.

Jest jeszcze jedna ciekawa kwestia jeśli chodzi o relacje z innymi ludźmi. Ma to związek z tym, że TO NIE PRAWDA, ŻE LUDZIE SIĘ NIE ZMIENIAJĄ. W okresie licealnym, a później na studiach, miałam sporo znajomych, z którymi trzymałam się blisko. Dziś nasze drogi się rozeszły i praktycznie nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Mam też grono osób, z którymi kiedyś nie rozmawiałam wcale, sporadycznie lub wręcz byłyśmy do siebie wrogo nastawione, natomiast dziś regularnie ze sobą rozmawiamy, a za każdym razem jak przyjeżdżam do Wrocławia, spotykamy się na kawie. Czy to nie piękne?

przyjaźń
1. bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej szczerości, życzliwości, zaufaniu, możności polegania na kimś w każdej sytuacji;
2. życzliwość, serdeczność okazywana komuś
(PWN)

Jak znaleźć przyjaźń na całe życie

Niezależnie od tego ile osób pojawi się w Twoim życiu, jest jedna, która zawsze będzie przy Tobie. Tą osobą jesteś TY. Dlatego tak ważne jest, abyśmy odnosili się do siebie z szacunkiem i sympatią. Abyśmy dbali o swój rozwój emocjonalny oraz duchowy. Abyśmy kochali swoje ciała i dbali o nie w należyty sposób. Abyśmy podążali za swoim sercem, intuicją i wewnętrznym głosem. Abyśmy wsłuchiwali się w siebie i pozwalali sobie na odrobinę luzu. Abyśmy ufali sobie i wierzyli w swoje możliwości. Bo inni ludzie przychodzą, zostawiają w nas jakiś ślad, odchodzą. Nie pozwalajmy na to, by nasze szczęście i nasze życie zależało tylko i wyłącznie od tych ludzi. Chcesz znaleźć przyjaźń na całe życie? Bądź dla siebie najlepszym przyjacielem!

Credo przyjaźni
Wierzę w ciebie, przyjacielu.
Wierzę w twój uśmiech
- otwarte okno twojego istnienia.
Wierzę w twoje spojrzenie
- odbicie twojej uczciwości.
Wierzę w twoje łzy
- znak obecności w smutkach i radościach.
Wierzę w twoją dłoń
- zawsze wyciągniętą, by dawać i otrzymywać.
Wierzę w twój uścisk
- szczere przyjęcie twojego serca.
Wierzę w twoje słowo
- wyraz tego co kochasz i czego oczekujesz.
Wierzę w ciebie przyjacielu,
tak po prostu w wymowę ciszy.
/Oshiro Elena 

  • Dobry post,naprawdę. Też mam za sobą takie historie, i to prawda, że ludzie się zmieniają. Prawda też jest taka, że odległość nie jest wymówką, aby ot tak przestać się odzywać…ale właśnie skrajne sytuacje pokazują kto jest wart przyjaźni, a kto nie.

    • Dzięki Emily. Myślę, że takich historii jest wiele. Zgadzam się, że odległość nie jest wymówką, dlatego nie żal mi, że ta znajomość się skończyła. Żal mi tylko, że TAK się skończyła.

  • Przez wiele lat miałam „przyjaciółkę”, która znikła z dnia na dzień, a pojawiła się dopiero gdy czegoś potrzebowała. Teraz wyrzuca mi, że to ja zabiłam tą „przyjaźń”.

    • Bywa i tak. Bardzo często ludzie zarzucają nam coś, nie widząc w sobie żadnej winy…

  • Niestety nie mam dobrych doświadczeń z przyjaźniami. Ale ostatnio doszłam do podobnych wniosków – że to wina tego, iż sama dla siebie nie byłam zbyt dobrą przyjaciółką.

    • Na szczęście przyjaźń ze sobą samą można zacząć w każdej chwili. Lub do niej powrócić. Lub trochę ją odkurzyć 🙂

  • Właściwie to tylko raz w swoim życiu traktowałam kogoś jako swoją przyjaciółkę. Niestety na naszej drodze stanęło lepsze i „fajniejsze” towarzystwo i ona dokonała wyboru. Też kiedyś miałam o to żal, było mi przykro i inne takie trele morele. Ale nauczyło mnie to dokładnie tego samego co Ciebie. Nie ma co przywiązywać się tak bardzo do ludzi,bo nie mamy gwarancji, że oni będą chcieli częścią naszego życia być. Od dłuższego czasu pracuje nad jedną przyjaźnią – moją do siebie. Najlepsza inwestycja!:)

    • Myślę, że przyjaźń, tak jak wszyskie inne relacje, jest trudna. Wymaga dojrzałości, doświadczenia, nierzadko porażek i refleksji. Ja cieszę się, że w końcu doszłam do takiego stosunku do przyjaźni jaki mam teraz.

  • Trafiłaś w punkt. Ja też ostatnio się zastanawiałem nad tym jak to się dzieje, że nasi przyjaciele z którymi byliśmy bardzo blisko w pewnym momencie naszego życia po prostu znikają.

    • Życie. Ja to zaakceptowałam i zdecydowanie poprawiło to moje relacje zarówno z otoczeniem jak i samą sobą.

  • Bardzo rzadko trafia się nam taka przyjaźń na całe życie, za dużej zmianie ulegają scenariusze naszego życia, aby niektóre przyjaźnie miały szansę się utrzymać. I nawet nie chodzi tu o niechęć czy nieprzychylność drugiej osoby, ale o zmianę zainteresowań, wartości życiowych czy towarzystwa. Nowe zawsze wciąga, a wówczas stare zostaje gdzieś na poboczu. Dlatego, tak bardzo ważne jest, aby doceniać tu i teraz, a jeśli już mamy szczęście do takiej trwałej, ponad wszystko przyjaźni, pielęgnujmy ją, jak każdy wart opieki związek. 🙂

    • Dobrze powiedziane. Od siebie jeszcze dodam, ze zaakceptowanie tych zmian wiąże sie z prawdziwą dojrzałością.

  • Kiedyś myślałam, że przyjaciół można mieć tylko kilku,
    trzeba ich bardzo często widywać i są oni na całe życie. Odkąd
    zaczęłam się dość dużo przeprowadzać już trochę zmieniłam
    poglądy. Z moją najlepszą przyjaciółką nie mieszkamy w jednym
    mieście od 8 lat i okazało się, że jakoś przyjaźń się
    przetrwała. Ważne jest też jak definiujemy przyjaźń, ale mam
    dość bliskie i bardzo ciepłe kontakty z ludźmi, z którymi
    widywałam się codziennie a teraz kilka razy w roku jak i z takimi,
    których widziałam kilka razy w życiu, ale zbudowała się więź
    na lata.

    A zdarza się i odwrotnie, ktoś był „najlepszym przyjacielem” a po
    przeprowadzce relacja się urwała lub nawet, że wciąż mieszkamy w tym
    samym mieście, a jakoś się rozchodzi. Czyli chyba w przyjaźni jak
    w miłości – nie ma reguły 🙂 Ale każda relacja coś wniosła w
    moje życie i wbrew temu co sądziłam kiedyś, już nie uważam, że
    jak coś się skończyło to był stracony czas.

    • Myślę, ze każda relacja cos wnosi do naszego zycia. Niezależnie od tego, czy jest to pozytywne czy negatywne doświadczenie, to zawsze się czegoś uczymy, albo o sobie albo o innych, i na pewno nie jest to zmarnowany czas.

  • Miałam podobną sytuację, z tym że moja wyprowadzka liczy sobie nieco mniej kilometrów. Opuszczając moje rodzinne miasto na rzecz Gdańska, zostawiłam za sobą nie tylko ulubione miejsca, ale i wielu znajomych. I przyjaciół, jak sądziłam. Odległość 340 kilometrów szybko to skorygowała. Z kilku przyjaźni ostała się tylko jedna. Teraz wcale nie jest mi z tym źle, choć na początku byłam przytłoczona. Wolę jednak mieć jedną przyjaciółkę, która daje mi dużo luzu (z wzajemnością), niż kilka, które strzelą focha, bo ten jeden raz nie odwiedziłam ich, kiedy byłam z wizytą u mamy. Mimo, że wcześniej odwiedzałam.

    • No i bardzo dobre podejście. Fochy zostawmy dzieciom z podstawówki 🙂

      • Zgadzam się. Zresztą dorośli ludzie inaczej postrzegają przyjaźń, niż dzieci. Kiedyś myślałam, że przyjaciółka to na całe życie. Teraz już się tak nie trzymam tej myśli.

  • Ludzie się zmieniają, zmieniają się też tzw. okoliczności przyrody, czyli zainteresowania, które kiedys nas łączyły teraz dzielą itp. Niektórzy idą drogą, która nam nie po drodze. ja nauczyłam się, ze nie warto walczyć o „przyjaźń” albo coś jest, albo tego nie ma.

    • Dlatego jedyną przyjaźnią, o którą warto walczyć, jest ta ze soba samą:)

  • Na własnym przykładzie wiem, że przyjaźń to trudny temat. Trudny bo często zawodzą ci, na których najbardziej liczymy, a pomagają natomiast osoby, na które byśmy nie liczyli.

    • To tylko potwierdza moją tezę: polegaj przede wszystkim na sobie i nie uzależniają swojego zycia lub szczęścia od innych ludzi.

      • Przyjaciół mam mniej niż palców u jednej dłoni, za to sprawdzonych.

  • Nie tylko inni ludzie się zmieniają, ale przede wszystkim zmieniamy się my sami i sytuacja, w której się znajdujemy. Czasem jest tak, że właśnie znajomi nie widzą tych zmian w nas i patrzą na nas przez pryzmat tego, jacy byliśmy np. 10 lat temu. Osobiście uważam, że to zatrzymuje nas w miejscu i czasem po prostu warto odpuścić.

    • Dlatego ja zaczelam wierzyć w to, ze ludzie pojawiaja sie w naszym zyciu po cos, ale potem znikają i jest to naturalna kolej rzeczy. I dlatego wlasnie powinnismy inwestować przede wszystkim w przyjaźń ze soba.

  • We wszystkim należy odnaleźć złoty środek, a dobre relacje z innymi są tylko wtedy, kiedy mamy dobre relacje z samym sobą 🙂

  • Ta historia przyjaźni wygląda jak love story.W kontekście zmiany miejsca zamieszkania, zmiany w otoczeniu są nieuniknione, tylko na ogół to się dzieje stopniowo i naturalnie. A z tego opisu wyłania się zerwanie.

    • Bo z przyjaźniami jest trochę jak ze związkami. Tak samo się angażujemy, tak samo zależy nam na drugiej osobie. A takie nagłe zerwanie, chcąc nie chcąc, troszkę boli i rozczarowuje.

  • Nigdy nie ogarniałam tematu przyjaźni damsko-damskich – zawsze się w tego typu relacjach albo dusiłam, albo czułam wykorzystywana. Ale przeważnie to pierwsze, bo młode dziewczyny zazwyczaj chcą mieć ludzi na wyłączność, a ja chyba zbytnio kochałam wolność 😉

    W liceum udało mi się odkryć układ idealny, czyli przyjaźń złożoną z trzech bab 😉 Jak coś trzeba było zrobić w parze, to niech one sobie będą parą, ale jakby co, to wszystko inne robimy w trójkę 😉 Podobną relację nawiązałam na studiach i było równie super, bo nie czułam się do nikogo przywiązana, a równocześnie było z kim miło spędzać czas 🙂

    Ogólnie rzecz biorąc, to dla mnie od zawsze na pierwszym miejscu była rodzina, a obcy ludzie gdzieś tam się przewijali, ale nigdy nie traktowałam relacji z nimi jako coś stałego i wiecznego. Należę więc do tych wstrętnych znajomych, którzy nigdy się pierwsi nie odezwą (a jednocześnie zawsze pamiętają o urodzinach i ze wszystkim pomogą). Mnie jest z tym dobrze, bo nie mając wielkich oczekiwań nie spotykają mnie wielkie rozczarowania 😉 I niech tak zostanie 😉

    • Ja się sparzyłam tak wiele razy, jeśli chodzi o przyjaźń damsko-damską, że w końcu doszłam do powyższych wniosków. I cieszę sie, bo tak jak piszesz, „nie mając wielkich oczekiwań nie spotykają mnie wielkie rozczarowania”.

  • Taka prawda. Chyba nigdy nie miałam z tym problemu, że niektóre związki się rozluźniają. Mam 5 osób, które uważam za przyjaciółki. Widujemy się rzadko choć większość z nas mieszka w jednym mieście.Każda ma swoje życie, ale pamiętamy o sobie i chyba możemy na siebie liczyć i jesteśmy w kontakcie tylko nie zawsze jest czas się spotkać.
    Na studiach miałam grupę znajomych i wtedy nie wyobrażaliśmy sobie, że to się kiedyś skończy, a teraz zero kontaktu. Taki lajf 😉

    • Mnie wciąz trudno jest zdefiniować przyjaźń, ale jednego jestem pewna, i nie dotyczy to tylko przyjaźni – dopóki nie poukładałam sobie relacji z sobą samą, nie potrafiłam odnaleźć się we wszelkich innych relacjach. Teraz jest już zdecydowanie lepiej 🙂

  • Przyjaźń jest wiezią tak silną jak małżeństwo. Bywa, że się wypala. Bywa też, że rozpada się bo ktoś uznaje że lepiej dla tej drugiej osoby tak po prostu będzie …

    • No i tak bywa, bo tak jak pisałam – ludzie się zmieniają. O ile z przyjaźnią jeszcze można sobie odpuścić, o tyle z małżeństwem jest już nieco inaczej 😉

  • Ja też nie raz już przekonałam się, że bardzo ciężko o taką prawdziwą przyjaźń na całe życie. Wiele razy wydawało mi się, że spotykam osobę, z którą rozumiem się bez słów, a jakiś czas później wszystko mijało, a ta osoba stawała się obca. O przyjaźń trzeba dbać, pielęgnować ją. Dla niektórych to zbyt wiele. Poza tym jesteśmy zbyt egoistyczni. Myślimy o sobie. Bardzo ciężko znaleźć osobę, która w trudnej dla nas sytuacji, tak po prostu szczerze będzie przy nas. A komu się udało ma prawdziwe szczęście! 🙂

    • Czasami wydaje mi się, że znaleźć prawdziwą przyjaźń jest trudniej niż miłość.

  • Akurat dziś musiałem trafić na ten wpis 🙂 To naprawdę zdumiewające! Bardzo Ci dziękuję za takie przedstawienie sprawy. Przed przeczytaniem Twojego wpisu napisałbym „problemu”, ale teraz już wiem, że to określenie jet nieadekwatne 🙂 To o czym piszesz bardzo mnie dotyczy, gdyż ja kurczowo trzymam się ludzi. Uczepiam się przyjaźni aż do granic rozsądku. Oczywiście nie uprzykrzam się nikomu, ale w chwili, w której jakaś znajomość w sposób zupełnie naturalny się rozluźnia mam ogromny wewnętrzny problem. Nie potrafię się pogodzić z własną bezsilnością wobec zaistniałej sytuacji. To o czym piszesz uwalnia mnie od obowiązku, który sam sobie narzucam. Obowiązku oceny teraźniejszości poprzez pryzmat przyszłości. W końcu miłość/przyjaźń to również akceptacja wolnej woli i suwerenności naszych najbliższych. Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam!

    • Cieszę się, że mój wpis pozwolił Ci inaczej spojrzeć na przyjaźń. Ja ze swoim nowym podejściem mam teraz więcej przyjaciół niż kiedykolwiek wcześniej 🙂

  • Gdy wyjechałam do Szkocji też miałam pewien niedosyt przyjaźni – bardzo się złościłam, że ludzie nie odpisują mi na maile tak często, jak powinni, że tak często nie mają czasu, że to wszystko nie tak, jak te nasze miłe momenty w Krakowie, gdzie rozmawialiśmy godzinami o absolutnie wszystkim. Dopiero po jakimś czasie zrozumialam, że taka sytuacja, taki wyjazd, wymaga troche przegrupowania sił, reorganizacji przyjaźni, że niektóre rzeczy będą inaczej z racji odległości i tego się nie da uniknąć, ale potem znów można zadzwonić w trudnych momentach albo iść na kawę w czasie wizyty w Polsce, i wszystko będzie tak, jak trzeba. To jak podatek VAT od emigracji.

    Ale oczywiście są też takie znajomości, które się rozpadają i nic nie możemy na to poradzić, szczęśliwie tyle ludzi na świecie, że opcje znalezienia miłego nam człowieka są praktycznie nieograniczone.