woman-520220_1280

Krzyż mu na drogę!

No nie wyszło. No trzeba się rozstać. Shit happens jak to mówią. Bo czasami tak bywa. Bo czasami trzeba odejść, czasami kogoś pogonić, a czasami po prostu pogodzić się z faktem, że to nie miało racji bytu. Czasami to faceci okazują się dupkami, a czasami to z nas wredne suki. Taaak ja wiem, że boli. Wiem, że Ci smutno i ciężko. Wiem, że wylewasz morze łez, a Twoja głowa pęka od natłoku myśli i nieustającego pytania "DLACZEGO!?". Dlaczego ja, dlaczego on, dlaczego nie wyszło, dlaczego dałam się oszukać.

Próbujesz szukać winy tylko w sobie. Biczujesz się za to, że zaufałaś, że oddałaś swoje serce na tacy, że tak bardzo chciałaś kochać i być kochaną, że nie zauważyłaś, że on ma nieco inne zamiary. Tylko czemu kurcze się za to non stop karzesz!? Krzyż mu na drogę! W zasadzie to powinnaś mu podziękować. To znaczy teraz się na niego trochę powkurwiaj, byle nie na siebie! Gnojek, dupek, drań, menda, idiota, patafian, frajer. Niepotrzebne skreślić. Albo nie! Wykrzycz te wszystkie określenie na jednym oddechu, najgłośniej jak potrafisz. Możesz w poduszkę, jeśli nie chcesz, by sąsiedzi usłyszeli i uznali, że zwariowałaś. Pomogło? Nie? No to jeszcze raz!

No więc pokochałaś gnojka. Teraz trzeba się pozbierać po rozstaniu. Taaak ja wiem, ja wiem, że jest ciężko, ale uwierz mi, że ani się obejrzysz, a będzie to tylko mało znaczącym wspomnieniem. Taaak ja wiem, że czujesz się oszukana i w ogóle jak on tak mógł postąpić. Mówił, że mu zależy, ale jednak nie zależało. Jeszcze się pewnie tłumaczy, że nie chciał Cię skrzywdzić i to dla Twojego dobra tak długo to ciągnął? Haha! No ma chłopak tupet. To na pewno, bo jaj to już chyba brak. Ale dość już o nim! Bo szkoda czasu na pierdoły!

Skoro już ustaliłyśmy fakty, a fakty są takie, że wkręciłaś się w związek bez przyszłości to teraz czas sie pozbierać i wrócić do świata żywych. No tak, bo jak na Ciebie patrzę, to wyglądasz co najmniej jak jakiś duch - podkrążone oczy od płaczu, pustka w głowie i ogólna niechęć do życia. No sorry, ale dlaczego dałaś komuś prawo, by odchodząc zabrał Ciebie ze sobą? To znaczy Twoją pewność siebie, uśmiech i urok osobisty? Odszedł to ok, ale Ty tu jesteś. I zostań. I bądź. I żyj. Nie poddawaj się. Pamiętasz jaka byłaś przed tym niefortunnym epizodem związko-podobnym? To ja Ci przypomnę:

Zaczęłam tę feralną znajomość będąc silną, niezależną i bardzo pewną siebie kobietą. Przez to, że zaufałam mu bezgranicznie, straciłam to wszystko. Dałam się omamić i dostosować. Chcę znów być taka, jak byłam!

Kochana! Ty wciąż taka jesteś! Ja wiem, że życie Cię ostatnio nie rozpieszcza, ale Ty na prawdę jesteś super fajną wartościową osobą! Wszyscy Cię uwielbiają, a niejedna laska z biura zazdrości Twoich słodkich oczu i puszystych włosów.

Nie jestes durna, głupia ani naiwna. Jesteś kobietą, która tak jak my wszystkie, chce kochać i być kochana.

Otrzyj łzy, weź głęboki oddech, przemyj twarz zimną wodą, spojrzyj w lutro i uśmiechając się do siebie, przyznaj, że to była lekcja, z której wyciągniesz wnioski na przyszłość. Nie, to wcale nie oznacza, że już nigdy nikomu nie zaufasz. To oznacza tylko tyle, że nie dasz się 'omamić i dostosować'. Będziesz siebie cenić i szanować. Zawsze. Nieustannie.

Dość rozgrzebywania i analizowania. Zamknij ten rozdział i idź do przodu. Ja wiem, że potrafisz. Wiem, że dasz radę. Główka go góry! 😉

POUR YOURSELF A DRINK
PUT ON SOME LIPSTICK
AND PULL YOURSELF TOGETHER
/ELIZABETH TAYLOR/

 

  • Zawsze mam wrażenie, że kobiety z czasów Marylin Monroe, Audrey Hepburn czy Liz Taylor, były jakieś takie z klasą. Powiedzone to samo zdanie przez typową dziewczynę z dzisiejszych czasów -nalej sobie drinka, nałóż szminkę i weź się w garść – już nie brzmi tak samo jak z ust takiej kobiety jak Liz czy Audrey. Rany, one miały w sobie coś takiego, że wszystko brzmiało jak dobry pomysł. Czy tylko ja mam takie wrażenie?

    • Kobiety z klasą. Ponadczasowe, które na zawsze pozostaną naszą inspiracją. Bo gdy czytasz taki tekst od Elizabeth, widzisz ją przed oczami, pełną wdzięku i kobiecości, i po prostu chcesz słuchać jej rad.

  • Kawoszka

    Pozbieranie się po niektórych związkach jest trudne. Ja nie mogłam się po jednym pozbierać pół roku, bo przez to, że tydzień w tydzień widywałam byłego na uczelni nie mogłam w pełni zamknąć tego rozdziału… Ale koniec końców i z tego się pozbierałam i wyciągnełam wnioski, więc daje mi to nadzieję i siłę, że da się wyleczyć z każdego złamanego serca, tylko trzeba na to trochę czasu 🙂 I nie ma co się tego wstydzić – z uczuciami nie wygrasz – ważne, żeby się nie zadręczyć i dać sobie czas na wyleczenie 🙂

    • Każde rozstania są trudne, bo jednak w każdy związek wkłada się nadzieję, a gdy się zawodzisz, to po prostu boli. Ale takie jest życie. Czasami musi boleć 😉 Swoją drogą, wyobrażam sobie jak trudne jest pozbieraniu się po rozstaniu, gdy nie możesz sie odciąć od obiektu swoich uczuć…

  • Po rozstaniu najczęściej bardzo trudno dojść do siebie. Sama to przeżywałam, usłyszałam zdrada, był szok, niedowierzanie, rozczarowanie, rozpacz, a potem wściekłość. Tyle różnych emocji, a ile wylanych łez! Przyjaciółka kilka dni non stop mnie tuliła, głaskała i… po prostu była. Powoli zaczęłam ruszać z miejsca, gdy już dotarło do mnie, że to nie jest moja wina. Nie zdradził mnie, bo byłam gorsza, brzydsza i głupsza od jakiejś laski. To on był dupkiem. Niedojrzałym gnojkiem, który myśli, że cały świat należy do niego, że może wszystko, ale o odpowiedzialności nie ma pojęcia. To nie przyszło od tak, kilka miesięcy dochodziłam do siebie. Czasami przychodził smutek i bezsilność, nagle i niespodziewanie. Unikałam facetów jak ognia, zawiodłam się. Myślałam, że nikomu nie zaufam – ale tego się nie planuje… uczucia przychodzą i już. Ktoś inny nie zasługuje, by go skreślać z powodu jakiegoś gnojka. Trzeba spróbować mu zaufać. A na początek warto zaufać samej sobie. Kropka.

    • Ja przez swoje rozstania zawsze przechodziłam sama, czułam, że muszę temu stawić czoła po swojemu i nie chciałam by ktokolwiek mnie pocieszał, bo wiedziałam, że mi to nie pomoże. Najgrosze tylko to pytanie, które dźwięczy w głowie: Dlaczego!?

      • Tak… to pytanie zawsze się pojawia. I góruje nad wszystkim innym. Rozumiem Cię, że chciałaś być sama. Też miałam takie momenty w życiu, ale akurat po tamtym rozstaniu obecność przyjaciółki była dla mnie dużym wsparciem. Ona nic nie mówiła, po prostu była. Nie próbowała pocieszać, ale w najgorszych momentach, gdy znowu pojawiał się płacz, brała moją głowę na swoje kolana i nie martwiła się o to, że zamokną jej spodnie. Nigdy nikt mnie tak nie wspierał, jak ona wtedy. Bez słów, bez komentarzy, po prostu będąc obok.

        • Taka przyjaciółka to prawdziwy skarb. Sama nigdy tego nie doświadczyłam.

  • Zawsze bardzo ciężko przeżywam rozstania! Człowiek się po prostu przywiązuje, a im dłużej się z kimś jest, im więcej się poświęci czasu i uwagi tym bardziej rozstanie boli.

    • Ten czas po rozstaniu, kiedy boli i jest smutno, to po prostu taka mini żałoba. Trzeba ten czas przepłakać, wkurzać się, a potem wyciągnąć wnioski i iść dalej.

  • Najtrudniej nauczyć się nie obwiniania siebie- był, nie ma go- jego strata…Ale time to move on!

    • Po odpłakaniu swojego, wraca wiara w siebie.

      • Racja. Ale człowiek od razu robi się ostrożny/podejrzliwy.