Lata lecą, dupa rośnie

Dziś miałam chwilowe zamglenie. Zapomniałam ile mam lat! Formułując pytanie do Fisha: Hey, how old... mnie olśniło. Niewątpliwie jestem już na początku 4 dekady mojego życia. Dobrze, że Fish zawsze elegancko z takich sytuacji wychodzi, bo twierdzi, że on nie wie, ile ja mam lat. Dla niego zawsze mam tyle, na ile wyglądałam, gdy się poznaliśmy (czyli jakieś 25;)). I choć faktycznie nie czuje się na swoje lata, to jednak metryka nie kłamie, a co gorsza zwolniony metabolizm także nie...

Tak jest drogie Panie, po 30-tce metabolizm spada i niestety nadprogramowe kalorie odkładają się także w cyckach. I co tu zrobić, gdy na wadze codziennie przybywają niechciane kilogramy? Jesień jest spoko, bo można okryć się długaśnymi swetrami, które przykryją dupę i zakryją brzuszek, ale to nie zawsze tylko o wygląd chodzi.

Diety są do dupy

Nie nazwałabym siebie grubą. W zasadzie nigdy bym nikogo tak nie nazwała, bo uważam, że jest to bardzo obrażające określenie. Rzekłabym raczej: mam świadomość swojej nadwagi. Niestety nie jestem osobą, która byłaby w stanie wytrwać na jakiejkolwiek diecie. Wynika to głównie z mojej niecierpliwości i gdy efekty nie pojawiają się w miarę szybko, to się zniechęcam i znajduję milion racjonalnych powodów, dla których odchudzanie jest bez sensu. Takie podejście zwalnia mnie z myślenia, że odniosłam porażkę. Po prostu - diety są do dupy.

Kamufaż przestał działać

Przyszedł jednak taki moment, w którym trzeba zrobić rachunek sumienia i dojrzale podejść do kwestii odchudzania. Bo prawidłowa waga to nie tylko zgrabne ciałko. To przede wszystkim zdrowie. Nie mogę być wiecznie obojętna na to, że wejście po schodach w moim mieszkaniu przyprawie mnie o lekką zadyszkę (a stopni jest zaledwie 13!). Nie mogę lekceważyć faktu, że pobolewają mnie czasami kolana i plecy. Fakt, że dżinsy przestały być wygodne, zatuszowałam noszeniem leginsów, długich koszulek i luźnych swetrów. Kamuflaż opanowałam w stopniu expert. Ale to wszystko oszukiwanie samej siebie.

Motyw 1

Odkryłam ostatnio swoje zapiski i jeden z nich mówił: nim zajdę w ciążę, chcę schudnąć. Ten motyw ma w sobie dwa powody: po pierwsze boję się, że z mega nadwagą po ciąży będzie mi po prostu ciężko zajmować się dzieckiem. Po drugie, jako osoba wrażliwa, ze skłonnością do depresji, boję się, że zwisający po ciąży brzuszek i wielki tyłek sprawią, że moje macierzyństwo będzie zalane łzami i niechęcią do życia. Bynajmniej - nie tak wyobrażam sobie bycie szczęśliwą mamą.

Jojo

Problem polega na tym, że mój metabolizm jest mocno rozregulowany. Schudnę 3 kilo, przytyję 3,5. Znów schudnę, by waga wróciła do punktu wyjściowego, w tydzień po kupieniu sobie bluzki o rozmiar mniejszej. Naiwnie myślałam, że samo przejście na weganizm, stopi zalegający tłuszczyk. Choć początkowo trochę straciłam na wadze, jako że żywiłam się tylko warzywami i owocami z obawy przed zjedzieniem czegokolwiek odzwierzęcego, to niestety po przywróceniu do jadłospisu chleba, kaszy i ryżu waga wróciła na swoje miejsce.

Start with WHY

Podobno każdą dietę powinno zacząc się od określenia swojej motywacji, czyli DLACZEGO chcę schudnąć. Ja mam tych powodów sporo i może jak je wkońcu spiszę, będzie mi łatwiej osiągnąć cel. Większość moich motywów wynika z lęków:

  1. Chcę wyglądać młodo niezależnie od wieku
  2. Chcę być niezależna i sprawna, nawet w podeszłym wieku
  3. Chcę kiedyś pójść na plażę/basen i nie czuć się skrępowana w bikini
  4. Chcę mieć dobrą kondycję mając dziecko
  5. Chcę zawsze dobrze wychodzić na zdjęciach
  6. Chcę móc nosić szorty w lecie
  7. Chcę nosić sukienki w lecie bez obtartych ud
  8. Chcę, aby ciuchy w rozmiarze 'uniwersalny' na mnie pasowały (swoją drogą irytuje mnie taki rozmiar)
  9. Chcę przestać mieć obsesję na punkcie swojej wagi
  10. Chcę być zdrowa

Powiem wam, że gdy tylko to napisałam, poczułam, że teraz odchudzanie ma jakiś sens i nie jest jedynie celem samym w sobie z efektem gdzieś za mgłą. Ja na prawdę najbardziej boję się niedołężności na stare lata i zależności od kogoś. Jeśli zaś o wygląd chodzi, to zawsze miałam obsesję by nie wyglądać staro. Niestety tusza postarza, nawet jeśli wskoczę w trampki i nałożę na głowę różową czapkę z pomponem.

Plan na dupę

Choć pisząc ten tekst, zajadałam się własnoręcznie zrobionym czekoladowym brownie, to jednak poczułam, że tym razem moje postanowienie schudnięcia będzie inne. Pomocny jest fakt, że jutro poniedziałek, a najlepiej wprowadza się zmiany od jutra, a jeszcze lepiej od poniedziałku. Teraz potrzebuję jakiegoś konkretnego planu, więc dość paplania, bo lata lecą, dupa rośnie, a tego nie chcem! Poza tym zmęczona jestem zazdroszczenia innym utraconych kilogramów! Więc...

Do zobaczenia na siłowni! 🙂

  • Ja nie postanawiam ja robię jeśli chodzi o dietę czy ćwiczenia

    • Pozazdrościć takiego podejścia 😉

  • Z cyklu problemy każdej kobiety. Ale to tak jak pisałem u siebie o makijażu kobiet i zdecydowana większość z nich napisała, że nie robią tego tylko dla swoich mężczyzn, ale głównie dla siebie i z uwagi na inne kobiety. I teraz musiałbym chyba jeszcze raz przeczytać Twój wpis, ale tak sie nie stanie, bo potrzebowałbym do tego mózgu kobiety. Chociaż w sumie u mężczyzn takie dziwne widzimisię nazywamy kryzysem wieku średniego. O kurczę! To dopiero przede mną!

    • Potwierdzam, że kobiety rzadko kiedy odchudzają się czy robią makijaż dla facetów. Mój facet w pełni mnie akceptuje, więc wszelkie zmiany podejmuję ze względu na własne samopoczucie. Choć poniekąd może robię to też dla niego w sumie, bo jak jestem zadowolona z siebie to mniej zrzędzę:P

  • hmm, diety są bardzo do dupy, tu się z tobą zgodzę. pisałam o tym ostatnio u siebie i nawet na „fakty autentyczne” z badań się powołałam. ciężko ci będzie uniknąć jojo jeśli zaczniesz sobie jedzenie obcinać. trochę mnie ciekawi, jak dokładnie jesz na tym weganie, ale może spróbuj po prostu jeść do syta, ale mocno ograniczyć na początku tłuszcz (tzw styl odżywiania hclf) i produkty mocno przetworzone, z kupą soli w środku. dużo owoców, warzywa, ryż, ziemniaki… jak dorzucisz trochę ruchu, to powinno samo zadziałać, bez liczenia kalorii, chodzenia na głodniaka i ciągłego myślenia o jedzeniu… bo czymś takim to łatwo sobie deprechę zafundować!

    • No mnie właśnie samo słowo dieta kojarzy się z ograniczaniem. A ja nie chcę się ograniczać tylko z rozsądkiem podejść do odżywiania i aktywności. Z moim weganem to jest tak, że ja albo jem za mało kalorii, bo nie ukrywajmy, ale po wyeliminowaniu mięsa, nabiału i jajek moje potrawy ledwo 400kcal mają, albo jem za dużo syfu w postaci czipsów, wegańskich słodyczy i ciasta. Wydaje mi się, że Twoje porady jak najbardziej powinny się u mnie sprawdzić i rozważałam już HCLF. Do tego ruch, bo za dużo ostatnio za biurkiem siedzę. Kluczowe w moim przypadku powinno być planowanie posiłków, bo często gęsto od niechcenia coś upichce, a potem mam braki, które nadrabiam podjadaniem.

  • Powiem jedno: powodzenia!
    Sama teraz się odchudzam. Mam dużo ruchu, ale to od zawsze, bo z psami chodzę po dworze około 5 godzin dziennie, a jest to jednak wysiłek, bo to ciągły szybki marsz. Staram się też ograniczyć porcje jedzenia- nie tylko w kwestii diety, ale ogólnie. Wcześniej miałam tendencje do jedzenia tyle, ile w siebie wcisne. Potem ledwo żyłam, bo cała energia organizmu zajęła się trawieniem baaardzo nadprogramowej ilości pokarmu. Staram się też jeść częściej. Pierwsze efekty już widzę, a przede wszystkim czuję się lepiej.

    • Ja wspominam ten czas, kiedy sama musiałam codziennie wyprowadzać psa na dłuuugie spacery. Ubyło mi wtedy 10 kilogramów ot tak, nie wiem kiedy! Teraz mam dwa leniwe koty, więc dupę muszę ruszyć bez ich pomocy 😉

  • Powodzenia bo te Ci się przyda, sama od kilku miesięcy tracę na wadze i wiem ile to pracy, ale wystarczy chcieć i da się radę 🙂

    • Gratuluję utraty kilogramów i dziękuję za trzymanie kciuków, chyba faktycznie mi się przyda 😉

  • świetny tekst – cóż pamiętam parę ładnych lat temu schudłam w pół roku 12 kg to było cudowne, ale niestety w kolejne pół wróciłam do wagi wyjściowej – czy warto się odchudzać? myślę, że warto racjonalnie do tego podejść i nie katować się za bardzo. Może odrzuć wyroby zawierające gluten wtedy ponoć się szybko chudnie. Powodzenia 🙂

    • Dzięki Sylwia!:) Właśnie zastanawiałam się ostatnio nad tym całym glutenem, bo czytałam w różnych źródłach, że więcej szkodzi niż pomaga w naszej diecie. Co prawda chleba jem nie wiele, jest on jednak najczęstszym zapychaczem, gdy nie wiem co przygotować do jedzenia.

  • Kochana, zgadzam się. Diety są do dupy, bo dają krótkotrwałe efekty i najczęściej jak sie je przerwie, to występuje efekt jojo. Jak chce się stałej poprawy, to trzeba zmienić styl odżywiania i wytrwać w nim na zawsze:).

    • Mam nadzieję, że będę mogła niedługo pochwalić się efektami! 🙂

  • Motywacja musi być, od samego chcenia nic się nie zmieni 🙂 A co do nazywania grubych grubymi, to czemu nie? Nie widzę w tym nic obraźliwego

  • Z takim WHY sukces można osiagnąć bez problemu. Powiesić listę WHY na lodówce i w łazience. Konsekwentnie ją stosować i czytać kilka razy dziennie. Na koniec wystarczy uznać, że jutro było wczoraj.. A propos JOJA – A co było do kaszy i ryżu ? Czy chlabuś był biały ?

  • Mam podobną motywację co Ty. Cel mam też określony, a w zasadzie mój organizm mi go kiedyś pokazał, ale jak na razie ni jak nie chce mi pokazać, że da radę go osiągnąć. Głupie hormony i jestem coraz bardziej pewna, że one są dużym problemem.

  • Najważniejsza jest zmiana nawyków żywieniowych – bez tego faktycznie „diety są do d.” 😉 Życzę powodzenia, a na pocieszenie dodam, że zarówno moja mama, jak i siostra, schudły po ciąży, wyglądając lepiej niż kiedykolwiek wcześniej – twierdzą, że ciąża i dzieci to najlepsza „dieta” 😉

  • Nie cierpię diet i nigdy w nie nie wierzyłam ani im nie ulegałam. Dobre i zdrowe nawyki żywieniowe, spokój wewnętrzny, duża dawka ruchu i radocha z tego, że można jeść zdrowo i pożywnie to moje motto życiowe 🙂 Nie odmawiam sobie tego na co mam ochotę i nie dlatego, że mam w życiu fuksa, tylko dlatego, że nauczyłam się jeść rozsądnie i w moim przekonaniu zdrowo. Na razie działa. Już od dawna. Nie poddawaj się dziewczyno, nie daj się zwariować i rób swoje. Będzie dobrze 🙂

  • Niestety po 30 zauważyłam to samo 😉 Nigdy w życiu nie byłam na diecie, ale zmiana nawyków żywieniowych jak najbardziej wchodzi w grę.
    Ćwiczyć uwielbiam, niestety teraz muszę mocno to ograniczyć ze względu na problemy ortopedyczne w ciąży.
    Przed ciążą rzeczywiście zadbać o super kondycję, a powodów jest mnóstwo: to zdrowsze dla mamy i dziecka, łatwiej nosić dodatkowe kilogramy, a potem zrzucić je po porodzie, no i fajnie mieć niższą wagę wyjściową – można wtedy dogadzać sobie w ciąży bez nadmiernych wyrzutów sumienia 😉

  • No i to się nazywa zacząć poniedziałek z przytupem! 🙂 Bycie aktywnym to część mojej pracy wiec tu nie jest zle-znacznie gorzej z dieta..Też nie umiem na niej być- typ niecierpliwy i niepokorny ;). Trzymam kciuki za wytrwanie i dawaj znać jak Ci idzie 🙂

  • Też staram się nie pamiętać ile mam dokładnie lat, nie wyglądam i nie czuje się na tyle ile mam. Mój chłopak jest młodszy ode mnie dokładnie o 10 lat 🙂 (ma tyle ile Ty gdy się poznaliście z twoim chłopakiem) Ooo to teraz wyszło ile mam Ja 🙂 Na pewno taki związek mnie odmładza (fizycznie i mentalnie) i w ogóle widzę same plusy 🙂 PS też uważam że diety są do d..y całe życie poszukuję takiej co by w zdrowy sposób dzięki niej przytyć i d..a.

  • cóż… ja nie mam silnej woli, nie umiem sie odchudzac, nigdy tego nie robilam… paradoksalnie w ciąży przytyłam 8 kg, a schudlam 19 🙂 ale jak znowu zaczne tyc to pewnie nie bede umiala nad tym zapanowac

  • Zgadzam się z Tobą, że diety są do d…, nie lubię ich i nie stosuję, ale zwracam uwagę na to co jem, w jaki sposób przygotowuję posiłki, odrzucam to co sztuczne i przetworzone, wielbię to co świeże, soczyste i smaczne. Jak na razie, pomimo wygrażania mi paluszkiem przez metabolizm, udaje mi się go obchodzić bokiem, choć muszę w to włożyć nieco starań, ale są to starania, które sprawiają mi przyjemność – dobre, zdrowe jedzenie i aktywność sportowa.

    • Ja zauważyłam, że odkąd zaczęłam ćwiczyć to dieta idze jakoś sama z siebie w parze. Gdy się zmęczę na zajęciach fitness to szkoda mi później to zamarnować wcinając wysokokaloryczny posiłek. Zdarza mi się ulec słabościom, ale na codzień jem zdrowo i kolorowo 😉

      • Tak właśnie to działa. Zawsze to powtarzam, że to samonakręcająca się machina. Jedno idzie w parze z drugim. Koło się zamyka, no ale nie wszyscy chcą się o tym przekonać 😉

  • Oj u mnie metabolizm zwolnił i to jeszcze przed 30ką :p ale po dwóch ciążach, ciało rządzi się swoimi prawami

  • Też nie stosuję diet.. zwyczajnie ciągle jestem w ruchu 😉

  • Miałam w pracy koleżankę bardzo otyłą która zawzięła się i bardzo schudła, bardzo było to widoczne, każdy jej gratulował, zachwycał się i pytał jak to zrobiła 🙂 Koleżanka zaczęła się seksownie ubierać (nawet zbyt jak na pracę w biurze 🙂 ) poznała faceta i zaszła w ciążę i znowu strasznie przytyła, nawet bardziej niż była przed odchudzaniem. Także pomysł żeby schudnąć przed ciążą niezbyt praktyczny 🙂

  • Ja wiem czy tusza postarza? Nadmierna chudość również, a najbardziej postarza narzekanie i toksyczne nawyki 🙂 Ruch i zdrowe odżywianie, szczypta cierpliwości i wszystko będzie dobrze, ciało samo znajdzie idealną i najzdrowszą dla siebie wagę:) Motywację widzę że już masz:)