Mama przeczytała mojego bloga #1

Ehh Mamuś...
Zaczelam czytac Twoją wiadomość i myślałam, że odnosisz się do tych wszystkich mailii, ktore wysyłałam do Ciebie przez ostatnich kilka miesięcy. Dopiero, gdy padło słowo "blog" to oniemiałam. Qrcze, ja w sumie w ogóle nie planowałam się nim z Tobą dzielić, bo za bardzo się obawiałam, jak to wszystko odbierzesz!

Po pierwsze muszę już na wstępie zaznaczyć, że cholernie mnie zaskoczyłaś swoim komentarzem do tego, co pisałam w moich artykułach. Że odczytałaś to z takim zrozumieniem i próbą akceptacji! Po drugie, próbowałam dojść, skąd mogłaś się dowiedzieć o moim blogu i na szczęście nim zaczęłam szukać winnych, zorientowałam się, że wysłałam Ci przez przypadek moją wizytówkę w gmailu. Koniec końców, nie wierzę w przypadki, więc chyba dobrze się stało i widocznie tak miało być.

Pisanie bloga oraz atykułów o relacji matka-córka, pokazało mi, jak ważną kwestię poruszam. Komentarze oraz wiadomości jakie otrzymuję od moich czytelniczek (także moich koleżanek!) utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest to relacja cholernie trudna. Rzeczywiście wiele osób podkreśliło nieraz, że wykazałam się dużą odwagą, by tak szczerze i od serca opisywać emocje, które mną targają. Nie było mi łatwo, bo zauważenie tych wszystkich problemów oraz uświadomienie sobie, że moje problemy osobiste tak bardzo wynikają z naszej relacji poskutkowało tym, że postanowiłam się od Ciebie odsunąć. Nie rozumialam Ciebie. Nie chciałam zrozumieć. Nie wierzyłam, że Ty zrozumiesz mnie. Choć kilkukrotnie pisałam do Ciebie maile pisząc, co mi leży na sercu, Ty nie wykazywałaś specjalnie chęci dialogu. Więc odpuściłam. Blog ten dialog mi zastąpił, ale jednocześnie był narzędziem mojego osobistego oczyszczania się z tych wszystkich trydnych emocji.

Ciekawe jest to, że dosłownie tydzień temu zaczęłam pisać nowy artykuł, w którym chciałam się odnieść do Twojego dzieciństwa. Chciałam napisać właśnie o tym, czym Ty podzieliłaś się ze mną w swoim mailu.

Tak mamuś, jestem Ci wdzięczna za to, że nie powieliłaś schematu wychowawczego swojej mamy, dzięki czemu nie wiem co to przemoc rodzinna, ból i strach. Z drugiej jednak strony, nie umiem całkowicie wyprzeć się tego, jak Twój sposób, powiedziałabym komunikacji, odcisnął piętno na mojej psychice. Tak sobie teraz myślę, że to może Twoje USIŁOWANIE, by być szczęśliwą, miało na Twoje zachowanie wpływ. Że może za dużo oczekiwałaś, przez co nie umiałaś docenić tego, co masz. Że czegoś chciałaś, ale paradoksalnie nie umiałaś nigdy po to ani sięgnąć, ani poprosić. Nie będę teraz tego rozwijać i przedstawiać Ci mojej teorii. Chciałabym zrozumieć Twój punkt widzenia. Chciałabym, żebyś Ty kiedyś zrozumiała mój.

Lubię się zagłębiać w ludzką psychikę. Psychologia na prawdę jest czymś, co mnie kręci, a czego Ty chyba nigdy nie potrafiłaś zaakceptować. Swoją zdolność do empatii wykorzystuję nie tylko w życiu codziennym, ale i w pracy! Sprawia mi niesamowitą satysfakcję, gdy mogę kogoś wysłuchać, zrozumieć jego punkt widzenia i przedstawić swoją obiektywną opinię na poruszany temat. A jeszcze większą radość czuję, gdy słyszę od innych, że potrafię słuchać i w bardzo krótkim czasie ocenić trafnie sytuację.

Przykro mi, że nigdy nie potrafiłam tego zastosować w naszej rodzinie, ale to tak nie działa! Gdy sama jestem w coś zaangażowana emocjonalnie, w coś co mnie wewnętrznie uwiera, moja zdolność logicznej oceny sytuacji zanika. Tego chyba też nigdy nie umiałaś zrozumieć.

Piszesz, że boli Cię, że nasza rodzina się rozpadła. Myślisz, że mnie to cieszy!? CHOLERNIE boli! Marzy mi się taka prawdziwa zgrana rodzina, ale juz dawno straciłam wiarę w to, że u nas to się uda. Nie uda. Nie będzie lepiej. Czas zaakceptować ten fakt i przyjąć do wiadomości, że nasza rodzina się rozpadła. Będąc tutaj czuję to jeszcze bardziej, bo niestety nie tęsknię, ani nawet już mi nie brakuje tej rodziny. Przykro mi to mówić, ale tak jest. Zaakceptowałam fakt, że teraz tutaj mam swoje życie, a rodzinę odwiedzam dwa razy w roku. Kocham każdego z osobna i w potrzebie na pewno bym zawsze pomogła, ale nie czuję po prostu więzi. Przykro mi.

Na koniec jeszcze tylko skomentuję to, czy nie widzę w naszej relacji niczego dobrego.

Widzę, ale potrzebuję jeszcze czasu, by to wszystko we właściwy sposób interpretować. By zrozumieć, że to co do mnie mówiłaś, to dla mojego dobra, bo niestety wciąż jestem na etapie, że zastanawiam się dlaczego mi to robiłaś i dlaczego tak bardzo dawałaś mi poczucie, że Cię rozczarowuje. Niestety nie mogę się oprzeć wrażeniu (i z góry ostrzegam, że to będą na prawdę mocne słowa), że ja miałam być lekarstwiem na wasze małżeństwo. Miałam sprawić, że Ty będziesz w końcu szczęśliwa, a ja niestety nie umiałam spełnić tego oczekiwania. Przykro mi, ale dla dziecka to jednak za dużo. Popraw mnie jeśli się mylę, jeśli to jednak prawda - już ją przełknęłam.

Piszę szczerze i otwarcie, bo sama napisałaś, że to doceniasz. Skoro otrzymałaś dostęp do mojego wnętrza, to pozwoliłam sobie otworzyć się jeszcze bardziej.

Mamuś, jesteś na prawdę ważną osobą w moim życiu. Zawsze zależało mi byś była szczęśliwa i zawsze chciałam spełniać Twoje marzenia w miarę swoich możliwości (stąd na przykład wspólny wyjazd nad morze). Niestety w którymś momencie próba zadawalania Ciebie stała się dla mnie toksyczna, bo przestałam się zastanawiać nad tym, czego ja chcę, głowiłam tylko się nad tym, czego Ty oczekujesz od mojego życia.

Myślę, że jak na jednego maila, tyle wystarczy 🙂

Kocham.

M.

P.S. Cieszę się, że doceniasz to jak piszę, a napisanie mi, że mam lekkość pióra dodaje mi wiary, że to co robię jest na prawdę dobre i coś warte. Choć wiele osób już mi to pisało, dopiero Twój komentarz prawdziwie do mnie dotarł. Dziękuję.