czym jest miłość?

Miłość - nie zawsze przychodzi, nie zawsze chce odejść

Czym jest miłość? Podobno pod względem biochemicznym nie różni się wiele od uczuć jakie nam towarzyszą po zjedzeniu tabliczki czekolady. Miłość to chemia. Cała reszta to otoczka, którą sami sobie stwarzamy. Miłość w kulturze zachodu to coś, czym ludzie kierują się przy wyborze partnera na całe życie. Chcemy poczuć, że to jest właśnie to. Miłość nadaje sens naszemu życiu, ale czasami potrafi nieźle namieszać. Gdy rozum daje nam zielone światło, to serce ostatecznie decyduje, czy się otworzy na miłość czy nie. I dlatego właśnie miłość nie zawsze przychodzi, nie zawsze chce odejść...

#1 nie chce przyjść

Znaleźli się przez internet. Gdy szła na spotkanie, niewiele o nim wiedziała, ale była kompletnie wyluzowana. Nie oczekiwała niczego, nie obiecywała sobie zbyt wiele. Co ma być to będzie. Było jej w zasadzie wszystko jedno, bo choć zależało jej na związku i stabilności, była zmęczona tymi poszukiwaniami.

Od początku czuła się przy nim bardzo swobodnie. Zero udawania, zero ściemy. Była sobą.

Czuła, że jest panią sytuacji. On był zapatrzony w jej pewność siebie, której mu troszkę brakowało. To ona przejmowała inicjatywę. Z pierwszym pocałunkiem niewiele poczuła. Tak jakoś wyszło. Potem odczekała książkowe 3 dni, aż się odezwał. I zaczęli się spotykać. On dawał jej poczucie bezpieczeństwa, którego brakowało w poprzednich związkach. Ona pokazywała mu świat i wzmacniała jego charakter.

Było dobrze, było spokojnie, było przewidywalnie.

Co jakiś czas dochodziły do niej myśli, że to nie to, ale próbowała to w sobie zwalczyć, bo on na prawdę się o nią troszczył. Wspólne wyjazdy, święta, mieszkanie. Pokochała go, choć bez fajerwerków. Zależalo jej na nim, choć wciąż walczyła z wątpliwościami. Chciała z nim być, choć co jakiś czas jej myśli dryfowały w innych kierunkach. Czekała, bo wierzyła, że wielka miłość przyjdzie z czasem. Bo ich związek miał dobre fundamenty.

Starała się, ale miłość nie przyszła.

Odeszła, bo nie chciała dłużej oszukiwać ani siebie ani jego. Pragnęła, by był szczęśliwy, ale wiedziała, że jej uczucie jest za słabe, by dać mu wszystko. Za słabe, by samej być szczęśliwą. To niczyja wina. Po prostu miłość nie zawsze przychodzi...

#2 nie chce odejść

Poznali się na studiach. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. W zasadzie przez pierwsze dwa lata prawie go nie zauważała. Gdy po jakimś czasie przypadkiem na siebie wpadli, ledwo na niego spojrzała. Jak się później okazało, wpadła mu w oko. Nie szukała związku, bo po niedawnym rozstaniu dopiero co odzyskała swój kawałek życia. Czuła się dobrze sama ze sobą, ale wciąż rozważała, czy by się do niego nie odezwać. Dać szansę czemuś nowemu. Bo co jeśli straci szansę na miłość?

Rozum dał jej zielone światło.

Więc zagadała do niego na komunikatorze z logiem słoneczka. Okazało się, że jest zabawny i inteligentny. Postanowili się spotkać. Nie chciała się nakręcać, ale już od pierwszego momentu poczuła to coś. Od nieustającego uśmiechu bolały ją policzki. Zakochała się. W jego uśmiechu, oczach, głosie, poczuciu humoru, skrytej nieśmiałości, pasjach, wzroście. W NIM. Były motylki w brzuchu, rozmowy do późna w nocy, spotkania w każdej wolnej chwli, ból rozstań, tęsknota, nieustanne myślenie o nim.

Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła.

Nie liczyło się nic poza nim. Gdy zamieszkali razem, wydawało jej się, że nic się nie zmieni. Że w dalszym ciągu, będzie tęcza, jednorożce i jedzenie sobie z dziubków. Nie była przygotowana do życia. Nie była przygotowana do związku. Uzależniona od miłości coraz bardziej go osaczała. Zrezgnowała ze swoich pasji, przyjaciół i zajęć. Chciała być non stop z nim. Pojawiły się pierwsze kłótnie, łzy i pretensje. Nie umiała sobie z tym poradzić. Nie rozumiała życia we dwójkę. Wściekała się. Robiła sceny. Straciła grunt pod nogami.

Postanowiła odejść. Obwiniała go za wszystko, bo wewnętrzny chaos całkowicie pozbawił ją rozsądku. On próbował ją odzyskać, rozmawiać, ale ona całkowicie oddała się swojej złości. Szybko zaczęła się spotykać z kimś nowym, aby go ukarać i udowodnić, że bez niego jest jej lepiej, choć nieustannie za nim tęskniła.

Tak posypała się lawina wzajemnych zranień.

Oboje nie potrafili przerwać tego błędnego koła. Gdy on chciał, on nie chciała. Gdy ona zrozumiała, że chce go z powrotem, on stawał okoniem. W końcu postanowiła się od niego odciąć. Wylała na niego żółć, po czym zniknęła z jego życia. Uciekała od niego przez prawie 5 lat. Choć wmawała sobie, że to nie ma sensu, że trzeba iść dalej, nie potrafiła przestać o nim myśleć. Każdego faceta porównywała z nim, każdego próbowała przerobić na jego obraz. Nie wychodziło.

Dziś żałuje swojej niedojrzałości.

Zrozumiała na czym polega związek i gdyby wtedy miała tą mądrość co teraz, wszystko potoczyło by się inaczej. Nigdy nie przestała go kochać. Nigdy od czasu ich rozstania nie poczuła się szczęśliwa. Nigdy nie przestała czuć, że on jest miłością jej życia, a przynajmniej, że jest jej pierwszą prawdziwą miłością. Wszelkie próby zapomnienia o nim zawiodły i choć poszła do przodu, on na zawsze pozostanie w jej sercu.

  • Heh… ja też najbardziej im zazdroszcżę. Bo oni wiedzą, że jak sie coś psuje, to trrzeba próbować naprawić, a nie sru , wyrzucić do kosza. Wiesz.. obie historie jakieś takie znajome dla mnie, i jeszcze kilka klejnych bym dopisać mogła

    • Na tym chyba polega tragedia współczesności. Gdy coś się psuje, wymieniamy na lepszy model zamiast próbować naprawiać ;/

  • Ja też zazdroszczę tym parom, które idą razem przez życie, wspierają się, potrafią pójść na kompromis i zawalczyć o siebie. Tym, które chcą i potrafią ze sobą rozmawiać. Nie wspomnę już o tych staruszkach, którzy wytrwali ze sobą i nie wyobrażają sobie, że mogliby nie być razem. Ja chyba też jestem naiwna, ale wierzę, że takie związki są możliwe. One wymagają pracy i wkładu z dwóch stron, ale się zdarzają 🙂

    • Myślę, że praca nad związkiem zawsze się opłaci, ale w tym wszystkim musi być miłość. Inaczej motywacja słabnie.

      • To prawda, bez miłości praca nad związkiem nie ma większego sensu.

  • Absolutnie z naiwnością nie ma to nic wspólnego. Gdzieś każdy z nas w sobie poczucia bycia kochanym właśnie tak, raz na resztę dni, bycia kochanym na dobre i na złe. Choć z doświadczenia wiem, że o wiele cenniejsze jest to uczucie na złe. To tak naprawdę jest prawdziwa lekcja życia dla każdego uczucia. Poważna tragedia, która się wydarzy i nie ważne czy dotyczy tej dwójki, czy tylko jednego z nich. To jest zawsze najlepszy sprawdzian dla związku. Sprawdzian dla tego, czy jesteśmy w stanie sobie pomóc, czy znajdziemy w sobie na to siłę, czy czasem jesteśmy w stanie się poświęcić. Choć zdaje sobie sprawę, że poświęcenie to nie brzmi dobrze. Ale nie chodzi tu o takie rzucę dla Ciebie wszystko i będę wpatrywać się w Ciebie jak w obrazek nie robiąc nic poza Tobą, nie mając nic poza Tobą. Chodzi o zdolność do poświęcenia i pomocy, wyciągnięcia pomocnej dłoni. Mam takie poczucie, że spotkałam właśnie TĄ miłość, ale wiem też ze ta miłość wymaga od nas tak wiele walki i starań. Także nic nie ma za darmo. 🙂 Ale tekst piękny i z cudownym przesłaniem 🙂

    • Ja bym to wszystko określiła słowem dojrzałość. Dojrzałość i miłość w związku są podstawą, by coś z tego było na lata.

  • Kawoszka

    Te pary prawdopodobnie zaakceptowały, że związek, to nie fajerwerski całe życiei wieczne pożądanie. Związek to przyjaźń i szacunek, bo namiętność nie trwa wiecznie.
    A co do miłości, która nie chce odejść – nie ma co żałować. Takie uroki młodzieńczych miłości, jedyne co można, to wyciągać wnioski z takich historii. A też pamiętaj, że z perspektywy czasu zawsze „wybiela się” tę drugą osobę, więc nawet jeśli popełniłaś wtedy wiele błędów, to on nie był pewnie bez winy i tak miało po prostu być.

    • Dałaś mi tym komentarzem mocno do myślenia. Masz sporo racji. Dobrze czasami z boku dostać takiego plaskacza w czoło 😉

  • Wydawało mi się, że miłość nie istnieje, że ludzie są ze sobą z przyzwyczajenia, bo tak im wygodniej. I po tym jak nie chciała przyjść byłam pewna, że mam rację. Ale teraz przeżywam tą, która nie chce odejść. Nie chce odejść, chociaż bardzo bym chciała. I ciężko przyznać mi się przed samą sobą, że nadal kocham… Rozum podpowiada, że już dawno powinnam była przestać kochać, ale serce w ogóle nie słucha…
    Ja też strasznie zazdroszczę tym parom, które pomimo problemów, za wszelką cenę walczą o swój związek. Które mimo kłótni wiedzą, że to jest to…