Nawyki, które rujnują mi życie

Ups, I did it again... Siadam na krawędzi łóżka i zakrywam dłońmi swoją twarz, przygnębiona faktem, że po raz kolejny zachowałam się w taki beznadziejnie nieracjonalny sposób. Że przecież można było inaczej, a tak wogóle to weź się w garść gradowa, bo Ci przywalę. Tylko, że przytłoczona jestem tymi złymi nawykami tak bardzo, że nie wiem od którego zacząć naprawę, by uniknąć zrujnowania sobie życia. Bo każdy następny i następny schemat negatywnych zachowań spycha mnie w przepaść pt. "nie umiem z taką sobą".

1. Bierna agresja

Biernej agresji nauczyłam się od mamy. Gdy nie potrafiła skonfrontować się z trudną sytuacją, krytyką czy po prostu kłótnią, która zdarza się nawet w najlepszych związkach, reagowała FOCHem, czyli:
- obrażaniem się,
- tekstami w stylu "dobra nie ważne" lub "niepotrzebnie się odzywałam" lub "ok, lepiej będzie jak się zamknę",
- olewaniem drugiej strony poprzez nieodbieranie telefonów czy nie odpisywanie na wiadomości a przede wszystkim tzw. ciche dni
- demonstrowaniem chłodu emocjonalnego.
Gdy sama wpadam w błędne koło biernej agresji i spojrzę na siebie z boku, to mam ochotę podejść i strzelić sobie z liścia. Choć racjonalnie wiem, że taką postawą niczego nie osiągnę, nie udowodnię, a co gorsza, mogę pogorszyć relacje z innymi, ja mimo wszystko zaprzyjaźniam się ze swoimi negatywnymi emocjami i nie dopuszczam do siebie głosu rozsądku. Pielęgnuję swoje zranienie, przyjmuję pozycję ofiary, a duma nie pozwala mi przyznać się do błędu.

2. Krytykowanie

"Dlaczego znowu nie rozwiesiłeś mokrego ręcznika, nie chodź w butach po mieszkaniu, czy na prawdę tak trudno to zapamiętać? Jak mogłeś tego nie zauważyć? Bo Ty nigdy.. Bo Ty zawsze..." Znacie to? W pewnym momencie związku, nie wiedzieć czemu, zaczynamy czepiać się pierdół i krytykować naszego partnera na każdym kroku. Najpierw wykręcamy się napięciem przedmiesiączkowym, ale z czasem wchodzi nam to w nawyk i doszukujemy się wszelkich niedoskonałości, zapominając o całokształcie i ignorując rzeczy na prawdę ważne. Strasznie tego w sobie nie lubię, bo gdy tak na spokojnie na to spojrzę, to zastanawiam się czy warto robić jazdę o nieumyty kubek?? Jędza ze mnie.

3. Rozpamiętywanie przeszłości

Ostatnio to moje ulubione zajęcie. Wiecie, takie rozkminy w stylu "Co by było gdyby, a dlaczego wtedy zrobiłam to a nie tamto" lub wybielanie osób, które mnie skrzywdziły a teraz przywołuję tylko te dobre wspomnienia. W rezultacie, zamiast się skupić na tym co mam lub do czego dążę, przekopuję swój łeb niczym ogródek po zimie ze złudną nadzieją, że będą z tego jakieś obfite plony. Ano nie będą, bo przeszłości nie da się zmienić, czasu cofnąć, a wszelkie decyzje, które kiedyś podjęłam, były najlepszymi na tamten stan mojego umysłu, sytuacji życiowej czy upodobań. Koniec kropka.

4. Perfekcjonizm

Cechą, która hamuje mnie najbardziej przed podejmowaniem nowych wyzwań czy uczeniem się nowych umiejętności jest właśnie perfekcjonizm. Wychodzę z założenia, że wszystko albo nic. Albo coś zrobię od początku idealnie i perfekcyjnie albo nie podejmę się tego wcale. W rezultacie czas leci, okazje przemijają, ja się starzeję, a straconego czasu nie odzyskuję. Ciężko pozbyć mi się tego nawyku, ale małymi kroczkami bardzo się staram, tłumacząc sobie, że przecież każdy kiedyś coś zaczynał i nikt na początku nie był ekspertem w swojej dziedzinie, nikt z nas nie jest idealny, a poza tym przesadny perfekcjonizm za bardzo brata się z punktem 2.

5. Porównywanie się z innymi

Gdy przez całe życie byłaś z kimś porównywana, teraz masz to we krwi. Patrzysz na innych i po prostu widzisz jak oni są lepsi od Ciebie, lub odwrotnie, podbudowujesz się czyjąś niedoskonałością. Choć powoli z tego wyrastam, to jednak wciąż łapię się na tym, że przeglądając internet, facebooka czy inne blogi porównuję się. Odbiera mi to energię i motywację, bo przestaję dostrzegać swoją wyjątkowość, a widzę tylko braki.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od Ciebie. /Maks Ehrmann/

6. Prokrastynacja

Bo mnie się wydaję, że ja mam czas. Ja mam jeszcze na wszystko czas. Po czym przychodzą moje urodziny i chce mi się płakać nad kolejnym rokiem, który mi stukną, a ja wciąż nie zrobiłam tego, czego planowałam. Wciąż nic nie osiągnęłam i wciąż zmarnowałam szansę na zajebistość. Choć prokrastynacja to proces złożony, bo nie jest lenistwem tylko wynika z lęków, to jednak nawyk ten skutecznie rujnuje mi życie. I te lęki i te wymówki i ten perfekcjonizm. Wszystko sprowadza się do jednego: niezadowolenia. I właśnie to ogólne niezadowolenie pcha mnie do nawyków krytykowania, biernej agresji, porównywania się czy rozpamiętywania przeszłości. Choć moja lista zadań z dnia na dzień zapełnia się nowymi wyzwaniami, mnie się wydaje, że mam czas. A jest kompletnie odwrotnie i jeśli nie zrobię z tym czegoś TERAZ, to serio zniszczy mi to życie.

Gdy dobrze się temu przyjrzeć, to mam wrażenie, że łatwiej wypracować sobie nowy nawyk, niż walczyć ze starym, zwłaszcza takim, który pielęgnowany był od dziecka. Sama nie wiem, czy lepiej ugryźć je wszystkie na raz, czy pozbywać się każdego po kolei. Niemniej uważam, że każdy z nich ma wspólny mianownik - lęk, oraz że jest zakorzeniony w naszym poczuciu własnej wartości. Fajnie by było obudzić się któregoś dnia i przestać popełniać te same błędy, ale ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, dajemy się ponieść emocjom, więc wypracowane przez lata nawyki są idealnym narzędziem samoobrony. Tylko że ja mam dosyć krzywdzenia siebie i innych. Boję się, że wymknie mi się to kiedyś spod kontroli, a ja utracę coś bezpowrotnie.

 

  • Izabela Pycio

    Myślę, że każdy z nas ma nawyki, które rujnują mu życie. 🙂 U mnie właśnie perfekcjonizm, jednak staram się nieco przesuwać jego granicę lub nie zauważać drobnych spraw, żyje mi się wtedy łatwiej, ale tak trudno jest się go wyzbyć, choćby częściowo. 🙂

    • Mój perfekcjonizm jest dość mocno we mnie zakorzeniony, ale każdego dnia staram się choć trochę wyluzować 😉

  • Auć… krytykowanie to moja choroba i perfekcjonizm, reszty grzechów nie pamiętam. A tak na poważnie, każdy z nas ma takie „trupy w szafie” . Moim zdaniem świadomość własnych wad to naprawdę polowa sukcesu 🙂

    • Zdecydowanie tak, gdy już wiadomo, co jest Twoim problemem, łatwiej się z nim zmierzyć i nad nim popracować.

  • Gdy zobaczyłam zdjęcie z wpisu na Facebook’u pomyślałam, że to pewnie będzie kolejny wpis o słodyczach, serialach itp 😉 Zaskoczyłaś mnie bardzo pozytywnie 🙂 Myślę, że dzielę z Tobą niektóre z tych złych nawyków, ale najbardziej chyba niestety tą bierną agresję (nie miałam pojęcia, że moźna to tak nazwać!), krytykowanie i prokrastynacje…

    • A tu taka niespodzianka;) Zdjęcie celowo wybrałam takie, by właśnie osiągnąć efekt zaskoczenia. Czułam, że w swoich nawykach nie jestem osamotniona, więc lżej mi wiedząc, że nie tylko ja mam z tym problemy. Teraz zabieram się do pracy nad nimi czym również będę się dzielić!

  • Jesteśmy tylko ludźmi, dorastamy nabierając pewnych nawyków. Kiedyś chęć bycia najlepszą doprowadził mnie do nerwobólów, jak już zwolniłam to zaczęłam inaczej patrzeć na świat, potrafię odpuszczać, bo zdrowie mam tylko jedno. Nie wszystko musi być idealnie.

    • Nerwobóle przerabiałam kiedyś, bo wszystko chciałam zrobić sama sama sama, bo ja najlepiej, bo jak poproszę o pomoc to sukces nie będzie już tylko mój…

  • Kawoszka

    W stuprocentach nigdy nie pozbędziesz się pielęgnowanych tak długo negatywnych zachowań. Zawsze jednak warto pracowac nad sobą, by je ograniczać, lub przynajmniej reflektować się jak najszybciej, gdy je znów robimy – by móc naprawić relacje z bliskimi i samą sobą.
    Swoją drogą bierna agresja – 100% nasza rodzina! 😛

    • I właśnie tej biernej agresji najtrudniej mi się pozbyć, choć za każdym razem przypominam sobie reakcję mojej mamy „po co ja się w ogóle odzywałam” i wkurzam się na siebie samą, że powielam ten chory schemat ;/

  • cholera! Wypisz wymaluj cała ja! :/ A mistrzem biernej agresji jest Emek… niestety…

    • Bierna agresja jest na prawdę ciężka zarówno dla osoby, która ją stosuje – bo nie łatwo wyjść z nałogu, jak i osoby w którą bierna agresja jest wycelowana – bo jest to bardzo irytujące.

  • Bardzo interesujące! Sama miałam kilka z tych nawyków (rozpamiętywanie przeszłości, blee). Z bierną agresją jest u mnie odwrotnie – ja mam napady aktywnej agresji i jeżeli jestem na kogoś wkurzona, to będę mu wiercić dziurę w brzuchu i wałkować temat tak długo, aż problem zostanie rozwiązany (często kończy się jeszcze większym wkurzeniem u obu stron, niestety :P).
    Ale w złych nawykach ważne jest to, aby sobie uświadomić ich istnienie. Ten wpis to dobry początek do tego, aby je zmienić 🙂

    • Ja czasami stosuję bierną agresję właśnie po to, by właśnie uniknąć awantury. Czasami to się obraca przeciwko mnie, bo duszę w sobie złość ;/

      • No właśnie. Żadne z tych podejść nie jest dobre. Trzeba rozwiązywać problemy spokojnie i dojrzale, zamiast dusić je w sobie albo kogoś o nie męczyć. Ale wiadomo, czasem jest ciężko.

  • Jak dużo w tym wpisie mnie. Nie, nie, nie… czas na inny tok myślenia, bo jak na razi (bynajmniej u mnie) wychodzi z tego użalanie się nad sobą i w konsekwencji cały czas tkwienie w tym samym miejscu. Na razie walczę aby porównywanie się dało te pozytywne skutki, zamiast negatywnych.

    • A ja obudziłam się dzisiaj z nowym nastawieniem i postanowieniem, iż koniec użalania się nad sobą. Być może był to efekt właśnie tego wpisu, który uświadomił mi moje problemy oraz to, że nie warto im ulegać. Zajrzyj na mój nowy wpis, może i Ciebie zainspiruje 😉

  • Nie jest z Tobą tak zle! Moja lista jest znacznie dłuższa 😉

  • Wiesz wydaje mi się, że ta bierna agresja to bardzo popularne zjawisko. Jedynym lekiem na receptę w tym przypadku jest druga osoba, która mimo wszystko będzie Cię wspierać a nie krytykować za wszystko, bo to tylko Ty potrafisz pewnie najlepiej 😛 A przecież oboje dobrze wiemy, że ideały nie istnieją 🙂

  • kurcze, mam to samo… :/

  • Maugo Ron

    Ojej wszystkie za wyjątkiem „focha”, są moim udziałem …
    Z perfekcjonizmem mam np. tak, że jak raz i drugi odpuszczę , to potem z perspektywy czasu myślę, że źle zrobiłam, że nie powinnam… że bycie perfekcjonistką nie ma w sobie nic złego…jednak ten okropny perfekcjonizm przyczynia się do prokrastynacji…to jest błędne koło ;-(

    • Ja sukcesywnie staram się akceptować fakt, że czasami muszę przyjąć pozycję ucznia, że nie wszystko od razu musi być perfekcyjne i trzeba sobie pozwolić na stopniowe dążenie do perfekcji.

  • Zdecydowanie dużo łatwiej wyrobić w sobie nowy nawyk, niż wyplewić stary i zły…Tak to już jakoś jest, że przyzwyczajamy się do naszych złych nawyków, jak do starych znajomych. Ok, wkurzają nas na maksa czasami, ale są z nami już tyle lat…Tak trudno obudzić się któregoś ranka i powiedzieć „żegnaj!”, prawda? 😉
    Zapraszam Cię do siebie, ostatnio wrzuciłam kilka punktów, o tym, jak walczyć z nawykami, a w przyszłości planuję zająć się tym tematem szerzej 🙂
    Pozdrawiam!