Sorry mamuś, ale nie jestem odpowiedzialna za Twoje szczęście

Napisałaś mi kiedyś, że całe życie usiłowałaś być szczęśliwa.

Ehh.. jak bardzo mi to teraz rozświetliło obraz całej sytuacji...

Usiłowałaś...

Jako dziecko nie zdawałam sobie ze wszystkiego sprawy, a przynajmniej nie w sposób świadomy. Dopiero jako dorosła, zaczęłam wszystko przenikliwie analizować.

Teraz już rozumiem, skąd te wygórowane oczekiwania w stosunku do mnie.

Teraz rozumiem Twój brak akceptacji, że mnie ciesza inne rzeczy niż Ciebie.

Teraz rozumiem, że moje bunty oraz próby walki o swoją tożsamość spotykały się z Twoim niezadowoleniem.

Ja wciąż czułam się odpowiedzialna za Twoje szczęście. Odpowiedzialna za Twój humor. Odpowiedzialna za Twoje zadowolenie ze mnie. Nie było ojca, byłam ja, więc cała odpowiedzialnośc za Twoje szczęście padło na mnie. Stąd Twoje ciche dni, obrażanie się na mnie, gdy zrobiłam coś nie po Twojej myśli, lub 'karcenie' mnie za okazywanie złości i próby kłócenia się.

Zawsze czułam się winna za Twoje łzy. Czułam się winna, gdy miałaś zły humor. Czułam się winna, gdy mieliście z ojcem ciche dni. Czułam się winna, gdy się do mnie nagle nie odzywałaś. Nic z tego nie rozumiałam, ale czulam się cholernie z tym zle.

To wszystko sprawiło, że nie umiałam być sobą i zachowywać w zgodzie ze swoją naturą, charakterem. To dlatego tak długo nie umiałam odkryć swojego prawdziwego ja, swojej tozsamosci. Poniekąd udaje mi się to dopiero teraz, ale wciąż bardzo muszę nad tym wszystkim pracować. Ja wciąż, gdy ktoś nagle milczy, odnoszę to do siebie i staczam wewnętrzną walkę pomiędzy głosem rozsądku dorosłej już kobiety, a głosem małej dziewczynki obwiniającej się za milczenie swojej mamy...