Sorry mamuś, czy już mogę?

Minęło ponad pół roku od naszego ostatniego spotkania, którego w zasadzie już nie pamiętam. Pamiętam natomiast, że kilka miesięcy temu postanowiłam uciąć nasz kontakt i od tego momentu moje życie nabrało zupełnie nowego znaczenia. Zaczęłam być sobą.

Zaczęłam być sobą, a ja boję się Ci tego powiedzieć. 

Boję się powiedzieć, że od pół roku piszę bloga, który jest chętnie czytany, bo jak twierdzą same czytelniczki, odnajdują siebie w moich tekstach. Mówią, że jestem inspiracją. Zawsze chciałam być inspiracją! Boję się usłyszeć, że przecież ja byłam słaba z polskiego, nie czytałam wiele książek, więc jak mogę pisać coś, co jest dobre. Boję się usłyszeć, że po co mi ten blog, że co z moją karierą.

Boję się powiedzieć, że wprowadzam rewolucyjne zmiany w swoim życiu, poniekąd znów zaczynając od nowa. Ty pewnie skomentujesz to, że przecież w moim wieku już trzeba sie ustatkować, żebym przestała kombinować i zaczęła być poważna. 

Boję się powiedzieć, że zaczęłam ćwiczyć i dbać o siebie. Ty pewnie powiesz, że czas najwyższy, po czym zmierzysz mnie ukradkiem wzrokiem, mówiąc do siebie, że efektów nie widać. Przy okazji zaczniesz mówić o tym jak Ty schudłaś, odkąd dowiedziałaś sie że masz cukrzycę, przez co odniosę wrażenie, że ze sobą rywalizujemy.

Boję się, że znowu zaczniesz skupiać się na tym czego nie mam, całkowicie ignorując fakt, że to jest moje życie i to ja decyduję o tym, co i kiedy chcę osiągnąć.

Boję się, że znowu zapytasz, kiedy będę miała dzieci, a jak Ci odpowiem, że ich nie chcę, skrzywisz się, pokrecisz głową i spojrzysz na mnie z dezaprobatą.

Boję się, że znów zaczniesz narzekać na ojca, zapominając, że to mój tato i wasze konflikty nie są moją sprawą.

Boję się, że znów obarczysz mnie swoimi problemami oczekując, że będę Twoją przyjaciółką i doradzę, jak sobie z nimi poradzić. A skoro zawsze chciałam być psychologiem, powinnam wiedzieć jak Ci pomóc, a ja potrafię zdobyę sie tylko na słuchanie, mrucząc co jakiś czas 'mhm'.

Boję się, że nie będę umiała zrozumieć i zaakceptować Twoich infantylnych zachowań związanych z Twoim wiekiem. Wciąż trudno mi poradzić sobie z tym faktem, a Ty sama też niechętnie przyznajesz się do swoich lat i słabości.

Boję się, że znowu mała różnica zdań spowoduje, że się obrazisz i stwierdzisz, że ze mną się nie da rozmawiać.

Boję się, że znów zaczniesz opowiadać o dzieciach swoich koleżanek, w bardzo dyskretny sposób podkreślając, w czym im się wiedzie lepiej niż mnie.

Boję się, że znów dojdę do wniosku, że mamy ze sobą niewiele wspólnego, a ja w sumie nie lubię Twojego towarzystwa, do czego głośno się nigdy nie przyznam.

Kocham, ale nie lubię swojej mamy. Nie mam na to wpływu, ale zawsze czuję się winna. Zawsze mam z tego powodu wyrzuty sumienia, że nie umiem być milsza, bardziej życzliwa i pomocna. Trudno mi stłumić w sobie tą niechęć, w efekcie czego, zamykam się w sobie i myślę tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do swojego życia, które w końcu zaczęłam lubić.

Dziś znów mamy się spotkać, a ja jestem pełna lęków, bo choć się zmieniłam, to obawiam się, że przy Niej znów poczuję się jak ta zakompleksiona nastolatka, która w żaden sposób nie umiała jej zaimponować.

Mówię, że się zmieniłam, ale tak na prawdę, ja zawsze taka byłam, tylko brakowało mi odwagi, by przeżywac życie po swojemu. Przytłoczona oczekiwaniami, jakie mi narzuciła, próbowałam im sprostać, nie zastanawiając się nad tym, czy uszczęśliwianie mamy, uszczęśliwia mnie. Efekt był taki, że żadna z nas szczęśliwa nie była. Ona nigdy taka nie umiała być. Ja chciałam, ale nie wiedziałam, czy mogę.

Przepraszam, czy już mogę!?

  • Kubicki Andrzej

    Jestem Ci wdzięczny za prawdziwość :)… Dostaje się niestety w dupę za nią, ale nie ma nic bardziej ludzkiego i prawdziwego… odwagi bój się i działaj, bądź sobą 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=1hmKzLm5dig

    • Wbrew pozorom bycie sobą jest dużo fajniejsze i łatwiejsze niz udawanie 😉

  • To tak jak ja… takie relacje są bardzo trudne, ale po co je utrzymać skoro nas wyniszczają? Po każdej wizycie u niej jestem chora, zdołowana i wyzywa się na wszystkich w około. Mój mąż wie od razu, że od niej wracam. Ile bym dała, za życie z dala od niej chociaż przez te pół roku, tym case mieszkamy bardzo blisko siebie

    • Moj wyjazd zdecydowanie pomógł mi w nabraniu dystansu do naszej relacji, ale jakby nie bylo zajęło mi to prawie 3lata! Za kazdym razem jak z nia na Skypie rozmawiałam moi humor zaraz był gorszy. Moj chłopak tez od razu to zauważał i to on musiał mnie wyciągać z dołka do którego ona mnie wrzuciła 🙁

  • Wyrzuty sumienia zawsze są uzasadnione. Rodzice to najbliżsi nam ludzie -czasem teoretycznie tylko ale tak jest, bo nas wychowali i inne takie. Ale myślę sobie, choć nie oceniam, bo nie mam prawa nie zna nikt dokładnie ani Ciebie ani mamy ani sytuacji, ale jeśli Ty podajesz rękę, a ktoś ją odtrąca, bo zawsze jest jakieś ale to nie powinno tych wyrzutów być. Ale rozumiem, że sa bo Ty się starasz i zamiast pomyśleć ona tego nie docenia myślisz sobie kurde chyba znów postarałam się za słabo. Ale wiesz co gradowa. Jesteś super kobietą, bardzo wartościową taka jaka jesteś i jeśli ktoś tego nie widzi to ma problem on nie Ty!

    • Monotematyczna dzieki za te słowa! Serio tak mi dodają skrzydeł, ze nawet sobie nie wyobrażasz! Ciesze sie, ze jestes na moim blogu 🙂

  • Jak tak Ciebie czytam, to jakbym widziała siebie i moją mamę…
    Fajnie, że piszesz o tym wszystkim wprost i bez upiększeń. Bez udawania i cukierkowej słodyczy.
    Sama czasem się zastanawiam, jaka byłabym teraz, gdyby nie to, że w pewnym momencie musiałam sobie poradzić zupełnie bez mamy – i to był dla mnie totalny szok. I totalna sprzeczność: kiedy nagle ktoś odchodzi i cierpisz, a jednocześnie wiesz, że gdyby był obok Ciebie dalej- czułabyś się stale przytłoczona i nie umiała być sobą i dbać o swoje szczęście.

    • Ciesze sie, ze odnajdujesz sie w moich tekstach. Nie chce nic ubarwiać, bo po co. Internet jest pełny cukierkowych historii i to doprowadza ludzi do obniżonej samooceny a nawet depresji. Smutne to. Mam nadzieje, ze przez swoje teksty pokaże, ze kazdy moze zmagać sie z podobnymi problemami i poprzez moja szczerość podtrzymam kogos na duchu. Milo mi, ze zaglądasz regularnie na mojego bloga 🙂

  • Kawoszka

    Nie jestem pewna na to, jakby zareagowała na wieść o blogu pod tym kątem, że nie do końca jest on dla niej do czytania.
    Cięzko przynać w końcu, że ma się w rodzinie niestety osoby, których się nie lubi za bardzo, pomimo miłości. Cieszę się, że mimo, iż boję się mojej mamy w pewnych kwestiach i jest nieraz denerwująca, to lubię ją i lubię spędzać z nią czas 🙂

    • Mam podobne odczucia co do Twojej mamy 😉 zabawne, ze nawet teraz czasami sie jej boje 😛

  • Piękne napisane. Powiem Ci że jest coś destrukcyjnego w relacji matka-córka. Ja swoją kocham i ona mnie też ale zupełnie nie umie tego okazać i czasem żałuje że cokolwiek o sobie powiedziałam bo sprawi ze poczuje się jak mały głupi robaczek..a jak mam problem- nosz qurwa lepiej by mnie pocieszyła obca osoba..ehh..:/ A wyjazd pozwala odżyć i nabrać dystansu do wielu rzeczy- pisze z autopsji.
    Trzymaj się dzielnie i just hold on! :*

    • W mojej relacji z mama najgorsze jest to, ze to ja musze byc ta silniejsza psychicznie. A czasami nie jest łatwo, bo przeciez to ona zaszczepiła we mnie niskie poczucie własnej wartości. Moj wyjazd oraz odcięcie sie od niej pomogło mi sie pozbierać i nabrać dystansu, ale mimo wszystko jestem pełna obaw przed spotkaniem z nia.

      • Jesteś mega dzielna ! Mam nadzieje że dzięki temu dystansowi to spotkanie będzie owocne, albo przynajmniej spokojne. Trzymam kciuki !

  • Bardzo Ci współczuję, relacja z rodzicami potrafi być naprawdę toksyczna, wiem coś o tym 😉 Teraz lepiej rozumiem Twoje wcześniejsze wpisy – jak trudno się uwolnić, zacząć być sobą, wyjść z worka, w którym ktoś nas zamyka i po prostu żyć. A do tego być szczęśliwym – wielka sztuka. Wiem, że to trudne, ale stawiaj się po tych spotkaniach odcinać to grubą kreską. Niech ten czas nie burzy tego, co tak skrzętnie budujesz :*

    • Mysle, ze udało mi sie juz na tyle poukładać sobie w głowie, ze spotkanie z nia tego nie zmieni. To czego sie boje, to wlasnie stawianie czoła jej reakcjom oraz ukrywanie swojej niechęci do naszej relacji. Bede dzielna 🙂 dzieki za wsparcie!

  • Każdy ma jakąś swoją górę, na którą musi wejść, że posłużę się taką metaforą… U jednych to nałogi, zdrowie, relacje itd… u Ciebie to relacja z matką, ale wiesz, że ze szczytu góry widać cały świat i że to właśnie takie najtrudniejsze przejścia dają nam najwięcej, bo otwierają oczy? Powodzenia na Twojej drodze:)

  • Moje relacje z mamą też były… i są skomplikowane. Wyprowadziłam się jako 19-latka, zbuntowana, mająca dość obarczania wszystkimi obowiązkami. Powiedziałam stop wiecznemu stawianiu nakazów i zakazów. Stop kontrolowania na każdym kroku. Stop wnikania we wszystkie decyzje życiowe – od wyboru partnera po wybór kierunku studiów. Stop ciągłemu niezadowoleniu z moich czynów. Stop niezwracaniu uwagi na moje potrzeby. Postanowiłam żyć, po swojemu, samemu decydując i popełniając własne błędy. A nie błędy wynikające z decyzji mamy. Był krzyk, płacz, a nawet szarpanina, ale odeszłam. Minęło dużo czasu zanim znów nawiązałyśmy kontakt. Początkowo słaby, później poprawny. Teraz jest dobry, z minusem. Dystans musi pozostać, bo ciągoty mojej mamy co do ustawiania życia swoich dzieci wciąż są silne.

    Rozumiem Cię, chociaż trochę. Takie sytuacje są trudne. Obraz matki mamy już wypisany w sercu. Wiemy o jej wadach, znamy jej zachowania. Strach przed spotkaniem potrafi paraliżować, boimy się, że będzie tak, jak dawniej.

  • Niesamowity tekst! Naprawde, jedyne co się ciśnie to „wow”. Fajnie, ze tak otwarcie piszesz o tak prywatnych sprawach;) nie kazdy tak potrafi!

    • No bo ja za długo dusiłam to w sobie. Teraz się tym dzielę i wiem, że nie jestem w swoich odczuciach odosobniona. Cieszę sie, że tekst Ci się sposobał 🙂

  • Moje relacje z mamą też nie zawsze były kolorowe. Myślę, że popełniła dużo błędów i też zaszczepiła we mnie niskie poczucie własnej wartości, ale niestety nie tylko ona. Nasze stosunki o wiele się polepszyły gdy wyprowadziłam się z domu.

  • No proszę… Mając na uwadze moje relacje z ojcem wydawało mi się, że relacje matka-córka to sielanka podsycana tęczą i zjadana lentylkami… Wyobrażenia znów nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Bardzo dobra i głęboka wypowiedź. Twój wpis zrobił na mnie ogromne wrażenie. Między mną a moim tatą trwa wieczna rywalizacja oparta na oczekiwaniach, ale dużo w niej szacunku. Teraz gdy sam jestem tatą boje się, że te relacje przeniosą się wbrew mojej woli na mnie mojego synka. Mam świadomość i akceptuję tez to,że nie za wszystko będę odpowiedzialny. Ale gdy kiedyś powiedział mi, że mnie nie lubi byłem z niego dumny. Za odwagę, własną opinię, szczerość i wskazówkę dla mnie. Dzięki takim chwilom staram się zmieniać siebie i swoje postępowanie 😉 Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!