Nie milcz do mnie!

Jedną z najtrudniejszych umiejętności w relacjach międzyludzkich jest zdolność milczenia w swoim towarzystwie. O ile osobiście nie czuję potrzeby ględzenia o bzdetach tylko po to, by uniknąć 'niezręcznej ciszy', o tyle cholernie trudno mi odnaleźć się w sytuacji, gdy ktoś nagle przestaje się odzywać, bo zmienił mu się humor.

Mama się obraziła

Taki schemat wyniosłam z domu. Nie pamiętam ani kłótni ani awantur, za to doskonale przypominam sobie te chwile, kiedy rodzice mieli ciche dni lub mama nagle przestawała się do mnie odzywać. Nie rozumiałam dlaczego to robi, ale zawsze brałam to do siebie, przekonana, że coś przeskrobałam. Nie wymyśliłam sobie tego z dnia na dzień. Mama taki miała styl. Wolała się na mnie obrazić, niż po prostu mnie opierniczyć. Powiem wam, że karanie ciszą jest nagorszym doświadczeniem dla dziecka. Bo siedziałam zamknięta w pokoju i zastanawiałam się 'o co chodzi?'. Próbowałam się domyślać, co tym razem zrobiłam źle. A nawet jeśli wiedziałam z czym narozrabiałam, to i tak tego nie rozumiałam. No bo jeśli mama się nie odzywa z powodu dwóji z historii lub zbitej szklanki, to muszę być bardzo złym dzieckiem. Na pewno jestem jej rozczarowaniem i do niczego już się nie nadaje. Mama mnie już nie kocha. Nie lubi. Nie chce.

Cholernie mnie to bolało i bardziej bałam się tego, że się mama obrazi, niż nakrzyczy.

Traumę tą przeniosłam później w dorosłe życie. Nie umialam sobie poradzić z sytuacjami, gdy ktoś do mnie milczał. Wywoływało to u mnie strach, że milczenie oznacza koniec relacji. Bardzo długo musiałam na nowo się uczyć, że nie jestem odpowiedzialna za czyjeś nastroje, że nie jestem odpowiedzialna, za czyiś zły dzień, a przede wszystkim, że nie wszystko kręci się wokól mojej osoby. W zasadzie to wciąż się tego uczę!

Trauma a dorosłość

Mój szef miał ostatnio jakiś zły dzień. Tak się jakoś złożyło, że wiele spraw się posypało, a pracownicy nie podążali za jego schematem myślenia. Gdy przyszłam do pracy nie było jeszcze nikogo poza nim. Siedział w drugim pokoju i stukał w klawiaturę mail za mailem. Ucięłam z nim krótką pogawętkę, ale czułam, że jest nie w sosie i szuka kozła ofiarnego. Wolałam się więc usunąć z jego pola widzenia. Choć domyślałam się za co może być zły, siedziałam przed swoim laptopem i nad niczym nie mogłam się skupić. Myślałam tylko o tym, 'czy mój szef jest na mnie obrażony?'

Bałam się, że nasłuchuje i ocenia każdy mój ruch. Dręczyła mnie myśl, że jest pewnie ze mnie niezadowolony, że może ten mail co wczoraj wysłałam był zbyt bezpośredni, albo może ktoś mu na mnie ponarzekał i teraz on nie wie jak mi to powiedzieć. Albo obwinia mnie, że zespół jest taki jakiś niezdyscyplinowany i wszyscy się wiecznie do pracy spóźniają.

No więc siedziałam w tej swojej dziecięcej traumie i za cholere nie mogłam powstrzymać tych wszystkich absurdalnych myśli. Choć rozsądek cały czas mi powtarzał 'weź się Gradowa nie wygłupiaj, bądź dorosła, to nie ma nic wspolnego z tobą', to jednak mój mózg był sparaliżowany. I nie przesadzę, jeśli wam napiszę, że pół dnia z tego stanu wychodziłam, by w końcu o tym zapomnieć i oprzytomnieć.

Czasami tak mam

Z bólem muszę się przyznać, że czasami sama przyjmuję postawę biernej agresji w postaci obrażania się. Choć robię to już zdecydowanie mniej to jednak wciąż łapię się na tym, by zamiast wyrzucić z siebie, co mi leży na sercu, ja siedzę i mielę te swoje emocje gdzieś głęboko w sobie. -Co się stało? -Nic. No bo ja się kurcze nie umiem kłócić. Ja się umiem obrażać i tłumić te emocje w sobie.

Na szczęście jest jakaś nadzieja. Z wiekiem niektórzy jednak mądrzeją i dojrzewają,a ja jednak zaliczam się do tych szczęśliwców.

Jak sobie z tym radzę?

Przede wszystkim, nie biorę odpowiedzialności za czyjeś humory, dobre/złe dni, nastroje, okresy, niepowodzenia, niskie poczucie własnej wartości czy brak asertywności. Jeśli ktoś faktycznie obraża się na mnie za powyższe, to jedyne na co ja mam wtedy ochotę, to zignorować i zająć się swoimi sprawami. Miałam kiedyś w pracy taką koleżankę, która średnio raz na tydzień przychodziła do biura z fochem. Czasami miało to związek ze mną, czasami nie. Po paru miesiącach dopytywania za każdym razem 'co się stało?' i słyszeniu odpowiedzi 'nic', z tonem, który mrozi otoczenie i wzrokiem, który zabija, poddałam się.

Sytuacja z szefem była jakimś wyjątkiem od powyższej reguły, którą wyznaję na co dzień, niemniej czasami jednak te traumy z dzieciństwa mnie dopadają i coż mogę począć. Jestem tylko człowiekem. Jestem też kobietą, która przed okresem staje się bardziej wrażliwa i drażliwa niż normalnie i  ot problem gotowy. Generalnie jednak wrzucam na luz i kompletnie nie zajmuję się czyimiś nastrojami. Szkoda mojego czasu i energii.

Ponadto warto zrozumieć taki fakt, że jeśli ktoś przelewa na nas swoje złe nastroje i frustracje, to jest to tylko i wyłącznie tej osoby problem. Ja nie biorę tego do siebie, a Ty nie oczekuj ode mnie, że ja się domyślę, o co Ci chodzi i co się stało. Ja lubię jasne sytuacje. Oczywiście zdarzają się wyjątki od tej reguły, ale wyjątki są po to, by CZASAMI występowały.

Nie milcz do mnie

Także ten... nie lubię jak ktoś do mnie milczy. Nie znoszę wręcz! Krępuje mnie to, męczy i uruchamia dziecięce traumy. Choć regularnie ćwiczę zarządzanie swoimi myślami, to przychodzą takie momenty, że odzywa się we mnie głos tej małej dziewczynki, na którą mama się kiedyś obrażała za to, że spóźniła się 10 minut lub próbowała się kłocić, by wywalczyć swoją tożsamość. Odzywa się we mnie ta mała dziewczynka, której rodzice się nie kłócili, ale z dnia na dzień potrafili przestać ze sobą rozmawiać i ja czułam się temu winna, bo nie wiedziałam o co chodzi. Głos tej małej dziewczynki, która bała się w te dni wyjść ze swojego pokoju, by nie usłyszeć... ciszy.

Dlatego nie milcz do mnie. Opiernicz mnie, zrób mi awanturę, skrytykuj lub wypłacz mi się do rękawa, ale nie rób tej jednej rzeczy....

Nie milcz co mnie.

  • W moim rodzinnym domu konflikty rozwiązywało się głośno. Dlatego, gdy poznałam mojego męża, parę ładnych lat zajęło mi jako-takie nauczenie się jego stylu przeżywania konfliktów w milczeniu. Dopiero niedawno zaczęłam w miarę normalnie to przyjmować, chyba już się przyzwyczaiłam. Ale wcześniej, gdy tak do mnie wymownie milczał, myślałam, że coś we mnie eksploduje. Nie mogłam tego znieść, a im bardziej się nakręcałam, tym bardziej on milczał. To było straszne.

    • Ja wciąz uczę się znajdywać złoty środek. Wyrażać negartywne emocje głośno, ale nie robiąc awantury i nikog przy tym nie krzywdzić. Gdy ktoś do mnie jednak milcze – pytam raz i nie naciskam. Wychodze z założenia, że jesli ktoś chce do mnie przyjśc i pogadać to to zrobi, a jeśli nie, to ja nie mam na to żadnego wpływu. Jakie to wszystko cholernie skomplikowane – to bycie człowiekami 🙂

  • Monika Sabat

    moja Mama do dzis sie na wszystkich obraza i milczy, nikt nie wie o co chodzi, ale po tylu latach kazdy zaakceptowal juz ten fakt- ze jest taka a nie inna.
    Ale masz racje, to boli.
    Najgorsze ze mam dokladnie ten sam schemat 🙂

    • Zupelnie jakbys moja mame opisała! I niestety ona tym milczeniem niczego nie zyskala. My machamy reka i biezemy na przeczekanie to jej obrazanie sie…

  • O ile nie przeszkadza mi cisza, i wcale nie musi być niezręczna, to też nie znoszę, gdy ktoś „milczy znacząco” 😉 Ile czasu to by zaoszczędziło, a nierzadko nerwów, gdybyśmy tak nie bali się wyrazić wprost tego, co czujemy, a nie zamykali się za murem milczenia.

    • To chyba wynika z przekonania, ze zlosc jest to negatywna emocja, a klotnia to niszczy relacje. Wbrew pozorom jak sie ludzie czasem pokloca i wyrzuca z siebie, co im na sercu lez,y atmosfera sie oczyszcza, a my zaczynamy lepiej siebie rozumiec.