relacje matka córka

Oni w końcu odejdą. Na zawsze.

Są takie sprawy, o których w ogóle nie chcę myśleć. Sprawy, których nawet nie chcę dopuszczać do swojej świadomości. Odmawiam ich istnienia. Bo się boję. Boję się, że przyjdzie taki dzień, że będę musiała stawić im czoła, a mnie zaleje wtedy fala smutku i rozpaczy, bo już nic nigdy nie będzie takie samo...

Koleżance z pracy umarł niedawno ojciec. Chciałam jej coś napisać, by wiedziała, że jestem z nią myślami, ale miałam kompletną pustkę w głowie. Bo jakie słowa będą w stanie na prawdę oddać to, że cholernie mi przykro z tego powodu? Nie mogłam napisać "rozumiem przez co przechodzisz", bo sama nie doświadczyłam takiej straty. Napisanie "Twój tato jest teraz w lepszym miejscu" uważam za wysoce niestosowne, a "czas leczy rany" jest absurdem. Napisałam więc to, co sama chciałabym w takiej sytuacji usłyszeć, ale to słowa mojego szefa trafiły w sedno i po przeczytaniu ich, sama miałam łzy w oczach. "Kiedy odchodzą nasi rodzice, uświadamiamy sobie, jak ważnymi osobami byli oni w naszym życiu... "

Tego dnia, wieczorem, siedząc na łóżku, zerknęłam kątem oka na zdjęcie wiszące nad moim biurkiem. Zdjęcie moje i mojej mamy z wyjazdu nad morze dokładnie dwa lata temu. Zabrałam ją do Władysławowa z okazji jej urodzin, bo chciałam spełnić jej marzenie. Wiedziałam, jak kocha polski Bałtyk, a baaardzo dawno go nie widziała. Chciałam, by była choć przez chwilę szczęśliwa. Pamiętam jej zadowolenie i radość. Cieszyła się jak dziecko.

Wpatrywałam się w to zdjęcie i wyobraziłam sobie, że jej już nie ma...

Moje oczy zaszły łzami.

To był ten moment, kiedy nagle uświadomiłam sobie, że moi rodzie kiedyś odejdą. Na zawsze.

Najbardziej przeraża mnie fakt, że ja jestem tutaj, a oni tam. Że w każdej chwili mogę dostać telefon z wiadomością, która sprawi, że już nic nie będzie takie jak dawniej. A jeszcze bardziej boję się tego, że stanie się to w chwili, kiedy w sercu wciąż będę nosiła ten żal, który pielęgnuję od jakiegoś czasu na blogu.

Ja wiem, że to co piszę o relacjach matka-córka jest tematem ważnym nie tylko dla mnie, ale także dla Was. Wielokrotnie już dostawałam wiadomości lub komentarze, że moje teksty w pełni oddają to, co Wy czujecie w stosunku do swoich matek. I ja wiem, że to wszystko jest kurewsko trudne, bo z jednej strony je kochamy i chcemy być z nimi blisko, a z drugiej nie chcemy być poddawane wiecznym manipulacjom i szantażom emocjonalnym. Z jednej strony doceniamy ich wkład w nasze życie, a z drugiej chciałybyśmy, by przestały się w końcu wtrącać. Z jednej strony chcemy, by powiedziały, że nas rozumieją, a z drugiej, nie potrafimy okazać krzty wyrozumiałości wobec nich.

Ogarnięta nostalgią, chciałam spróbować moją mamę zrozumieć, a przynajmniej zastanowić się nad tym, jakie ona miała dzieciństwo. Z tego co wiem, nie miała lekko, bo wychowała się w domu, w którym kary cielesne były normalnym elementem wychowania. I nie mówię o zwykłym klapsie. Mówię o prawdziwym bólu, łzach i płaczu. Przeżywszy to wszystko, obiecała ona sobie, iż nigdy na nas ręki nie podniesie. I słowa dotrzymała, za co jestem jej ogromnie wdzięczna.

Najbardziej podziwiam ją jednak za to, że pomimo swoich przykrych doświadczeń w domu, o swoich rodzicach zawsze wyrażała się z prawdziwym szacunkiem i miłością. Moją babcią, swoją mamą, opiekowała się do końca jej dni, gdy ta zachorowała na Alzheimera. Nigdy nie miała wątpliwości, że mama ją bardzo kochała. Co do dziadka to mam mieszane uczucia, bo gdy o nim mówiła, wydawało mi się, że jej duma jest jednocześnie podszyta strachem i niechęcią, choć mogę się mylić. Na pewno nie będę jej osądzać. W tej kwestii absolutnie ją rozumiem.

Choć do pełni zrozumienia i akceptacji postępowań mojej mamy potrzebuję jeszcze trochę czasu, to uważam, że jestem na dobrej drodze. Wyobrażenie sobie, że moich rodziców już nie ma, tak na zawsze, pozwoliło mi otworzyć się na dialog, a jednocześnie zaprzestałam pielęgnować żal. Sporo mi jeszcze leży na sercu i bardzo bym chciała się z tego oczyścić, nie chcę tego jednak robić w sposób pozbawiony jakichkolwiek pozytywnych uczuć w stosunku do moich rodziców. Bo są oni na prawdę ważnymi dla mnie osobami.


Tak mi się wydaje, że cholernie trudno jest być rodzicem. Wyobrażam sobie też, że jeszcze trudniej jest usłyszeć od swoich dzieci zarzuty pod swoim adresem. Moja mama zniosła to dzielnie, lepiej niż zakładałam. Jak niektórzy już wiedzą, mama przeczytała mojego bloga. Jak na niego trafiła? Nie wierzę co prawda w 'przypadki', ale PRZYPADKIEM wysłałam jej adres odpowiadając na maila. Wizytówkę miałam ustawioną jako podpis i tym razem 'zapomniałam' usunąć. Napisała do mnie w dwa dni później. Chyba nie doceniałam mojej mamy...

Piszesz i myślisz mądrze i pięknie, a przede wszystkim nie boisz się mówić szczerze, to co leży Ci na sercu, a to cenię sobie najbardziej. Ja postaram się to z całego serca zrozumieć. To dobra lekcja życia ale i trudna. A czy ktoś obiecał, że życie będzie łatwe?

Patrzę więc sobie znowu na to nasze zdjęcie znad morza i sobie myślę, że kurcze... moja mama w wielu sprawach nawaliła i często wypowiadała słowa, których nie powinna była wypowiadać do swoich dzieci, ale nas kochała. Na swój sposób. No i nigdy nie podważałam faktu, że jest dobrym człowiekiem. Tylko takim troche... nieidealnym. No ale KURDE! Nikt nie jest idealny! I żeby było jasne - ja próbę dialogu podejmowałam kilkukrotnie, ale dopiero mój blog do niej przemówił. A może to po prostu czas był teraz bardziej właściwy?

Tym tekstem chciałabym was zachęcić, by podejmować próby dialogu. Na różne sposoby. Pamiętajcie, że wam jest ciężko stawić czoła demonom z przeszłości, ale naszym rodzicom jest też trudno przyjąć do wiadomości i zaakceptować fakt, że ich własne dzieci ich krytykują i podważają sposób wychowania. Opór i wyparcie jest naturalną reakcją. Nawet jeśli wasi rodzice nie wykażą się takim zrozumieniem jak moja mama, to przynajmniej sami przed sobą będziecie mogli powiedzieć, że próbowaliście.

Bo nasi rodzice są ważnymi osobami w naszym życiu. I oni kiedyś odejdą. Na zawsze.

  • Też ostatnio zastanawiałam się co zrobię, gdy zabraknie mojej mamy. I z jednej strony, tak jak mówisz, chciałabym wiecznie być blisko, z drugiej jednak chciałabym się rozwijać i żyć samodzielnie… Przykro mi na samą myśl, że mogę kiedyś stracić mamę, ale taka kolej rzeczy, niestety. Jedyne co możemy zrobić, to pamiętać o rodzicach i dbać o dobre kontakty z nimi, żeby po latach nie żałować zmarnowanego czasu.

  • Kawoszka

    Zaskakująco dojrzała i dobra reakcja Twojej mamy – oby tylko było lepiej!

  • Wzruszyłam się, serio, tak przełomowy na swój sposób jest ten tekst. Cieszę się. Wszystko się kiedyś kończy, to takie ważne, żeby dobrze wykorzystać ten czas, który został. Wszystkiego dobrego.

  • Piękny tekst. Czasami zapominamy, że coś mamy, póki tego nie stracimy, a wtedy już jest za późno. Dlatego rozmawiajmy, choć nie zawsze jest to przyjemne…