Rzecz o porównywaniu się i zazdrości

Patrzę w lustro i sobie myślę, że w sumie to mam ładną facjatę. Nos nie za duży nie za mały, lekko okrągły. Oczy podobno zielone, ale raczej piwne. Brwi o kształcie, którego ostatnio nawet kosmetyczka mi pozazdrościła. Uszy małe, nieodstające. Cera mieszana, bez skazy, pryszcz wyskakuje tylko jeden, tylko raz w miesiącu i zawsze w tym samym miejscu. Włosy w kolorze naturalnego brązu, więc nawet jeśli ich nie pofarbuję przez miesięcy kilka, odrosty nie są aż tak widoczne. Układają sie według mojego widzimisię - mogę mieć kręcone, proste lub w twórczym nieładzie. Gdy zjadę wzrokiem nieco niżej cóż... wałeczek tu, wałeczek tam. Wcięcia i wypukłości tam gdzie być powinny. Cycki są. Duże. Pupa odstająca. Duża. Wyedukowana przez Goka wiem, że jestem klepsydrą. Ogólnie jest dobrze.

Dlaczego więc wciąż biczuję się za swoje niedoskonałości i porównuję z innymi??

Patrzę na koleżankę z pracy. Smukła blondynka o dziewczęcym wyglądzie. Zazdroszczę jej szczupłej figury. Ona zazdrości mi dużych cycków i krągłego tyłka. Nie widzę w niej żadnej skazy. Ona potrafi wymienić ich co najmniej 4 na wdechu. Lubię ją, bo jest miła, wyluzowana, czasem zabawna.

Patrzę na współlokatorkę. Wysoka brunetka o lśniących, długich do pasa włosach. Zazdroszczę jej tych włosów i tego, że wszystkie ciuchy na niej dobrze leżą. Ona także wymienia swoje skazy, które wydają mi się równie absurdalne, co odkurzacz ozdobiony kryształkami Swarovskiego. Lubię ją za pewność siebie i wytrwałość, czyli cechy, których mnie brakuje.

Patrzę na kuzynkę. Filigranowa blondynka o dużych niebieskich oczach i dziewczęcej urodzie. Czego ona w sobie nie lubi? Że jej prawe biodro jest o pól centymtra wyżej od lewego. Serio? Serio?? Gdzie?? Ja jej zazdroszczę własnego stylu i paczki znajomych, z którymi fajnie spędza czas. Nie patrzę na jej niedoskonałości. Patrzę na nią jak na całość. Nie zauważam żadnych braków, bo w świetle tego jaką jest osobą, nie maja one dla mnie żadnego znaczenia!

Dlaczego nie umiem tak spojrzeć na siebie??

Czasami mam takie dni, że nie lubię w sobie niczego. Potrafiłabym wymienić całą listę defektów swojego ciała, które moim zdaniem dyskwalifikują mnie z życia społecznego. Oczywiście nasila się to podczas PMS, ale zdarza się to także w sytuacjach, gdy spotkam akurat kogoś, kto moim zdaniem jest fajniejszy, ładniejszy, atrakcyjniejszy.

Stara a głupia...

Z tęsknotą wspominam te chwile, kiedy byłam kompletnie wyluzowana jeśli chodzi o moje niedoskonałości. Po prostu ich nie zauważałam. Akceptowałam je. Ważne było to jak się czuję i lubiłam siebie za to jaką jestem osobą. Byłam uśmiechnięta i zadowolona. Potrafiłam nawet śmiać się z tych swoich fałdek, a każda szczupła koleżanka, która narzekała przy mnie na nadprogramowe kilogramy dostawała ode mnie z liścia (tak z czułości oczywiście 🙂 ).

O co chodzi

Prawda jest taka, że to całe porównywanie się czy zazdroszczenie innym wcale nie rozchodzi się o czyiś wygląd. Ani trochę. No bo jeśli  tak się zastanowić, czy zazdrościłabym tej mojej współlokatorce długich, lśniących włosów, gdyby była wredną suką? Czy zazdrościłabym koleżance z pracy tej szczupłości, gdyby była smutną i ponurą osobą, która psuje każdemu humor swoim negatywnym nastawieniem do życia? No nie. Bo tu nie chodzi o zazdrość powierzchowną. Chodzi o zazdroszczenie innym cech, którym nam brakuje. Ja z takim samym podziwem spojrzę na dziewczynę 3 rozmiary większą ode mnie, jeśli będzie od niej tętnić pewność siebie, zadowolenie z życia i optymizm. Bo mnie tych cech na chwilę obecną brakuje!

Ja sama zgubiłam gdzieś tą swoją pewność siebie i zadowolenie z życia, a wrodzony optymizm uszedł ze mnie niczym powietrze z balona. Na pierwszy rzut oka ciężko to stwierdzić, bo kamuflaż opanowałam do perfekcji. Tęsknie za tymi cechami, bo pozwalały mi być w pełni sobą. Na szczęście wiem kiedy i dlaczego to się stało i teraz moim głównym celem jest ich odzyskanie. Odzyskanie siebie. Aby to zrobić, muszę na nowo zagłębić się w siebie. Poznać lub przypomnieć sobie, co lubię a czego nie. Dojść ponownie do tego, kim właściwie jestem.

Chcę porównywać się już tylko sama ze sobą, mierząc efekty swojej pracy nad sobą. Nie chcę już innym niczego zazdrościć, bo to czyni ze mnie zgorzkniałą i smutną osobę. A ja zasługuję na więcej, bo jestem zodiakalną lwicą - silną, zdecydowaną i optymistyczną.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

  • Tak to już jest, że zawsze chcemy tego czego nie mamy 😀 włosy proste jak druty – koleżanka ma kręcone czemu ja takich nie mam. Ta co ma kręcone marzy o prostych. I tak koło się zamyka w każdej kwestii. Porównywanie się do innych jest najgorszą rzeczą jaką możemy sobie zrobić. Bo tak jak piszesz na końcu zawsze są lepsi i zawsze są gorsi. Staram się nie zazdrościć.Różnie z tym bywa. Zajęło mi dużo czasu nauczenie się tego, że wygląd,którym różnie się od tak wielu ludzi nie sprawia, że wyglądam gorzej. Akceptacja siebie to pierwszy klucz do sukcesu. Niestety chyba najtrudniejszy do odnalezienia. Ale warto go szukać. A potem z tym co już mamy ewentualnie pracować nad doskonaleniem. Za ideałem w naszej głowie nie ma co gonić, bo po prostu go nie ma. 🙂

  • Kiedyś miałam ogromny problem z porównywaniem się z innymi. Niemal cały czas patrzyłam na siebie przez pryzmat innych. W końcu dostrzegłam, jak bardzo głupie to było i robiłam wszystko, by się tego wystrzegać. Teraz jestem zadowolona z efektów tej pracy nad samą sobą. 🙂

  • Walcz Lwico! :*