Skąd się wzięły Twoje kompleksy?

Podobno każdy ma jakieś kompleksy. Podobno każdy lepiej lub gorzej sobie z nimi radzi. Niektórzy im zaprzeczają, niektórzy próbują z nimi walczyć, niektórzy starają się zaakceptować swoje niedoskonałości. Wbrew krążącej w internecie modzie na samoakceptację, to nie jest takie proste. Bo kompleksy są silnie związane z naszymi doświadczeniami w dzieciństwie. Bo kompleksy są głęboko zakorzenione. Bo kompleksy są częścią nas...

Kompleksy to nie tylko nieakceptacja swojego ciała. Kompleksy to ogólny brak wiary w siebie i swoje możliwości. Porównywanie się z innymi. Rezygnacja jeszcze nim się zaczęło, bo przecież i tak jestem beznadziejna.

SŁOWA, KTÓRE SĄ W TOBIE

Ja mam kompleksy odkąd pamiętam. Choć próbowałam z nimi walczyć przez zaprzeczenie i pewność siebie podszytą strachem, to jednak one od zawsze były częścią mnie. I niestety przyczyniła się do tego moja mama.

"Ta spódnica chyba za bardzo się na Tobie opina"

"Lepiej nosić luźniejsze rzeczy, żeby zakryć wałeczki"

"Takie spodnie są dla szczupłych dziewczyn"

Takie i inne komentarze słyszałam na okrągło od małego. W najgorszym dla siebie okresie, bo w wieku kiedy to mama jest Twoim guru i wierzysz, że to co mówi jest na pewno dobre i właściwe i łykasz wszystko w ciemno. Nie masz wtedy jeszcze zdolności by weryfikować spływające na Ciebie komunikaty. W końcu mama wie najlepiej. Rezultatem tego było noszenie za dużych swetrów (które bardzo często były po prostu swetrami od mamy), za dużych kurtek i płaszczy, koniecznie spodnie, bo łydki przecież za grube na spódnicę, no i raczej nie dżinsy podkreślające niedoskonałości, tylko spodnie z materiału, lekko opływające, żeby czasami żadnych kształtów nie było widać. Mając takie standardy modowe, nigdy nie umiałam wypracować sobie swojego własnego stylu, bo najważniejszym wyznacznikiem było "zakrywanie wałeczków".

Ale spokojnie, nie musiałam się przejmować tym że jestem "gruba". Mama zawsze pocieszała mnie tymi słowami:

Nie przejmuj się. A. w Twoim wieku też była krągła, a w liceum bardzo schudła i zobacz jak teraz świetnie wygląda.

To mi zawsze dodawało nadziei. Kiedyś będę jak siostra. A samo pójście do liceum sprawi, że schudnę. Tak jak ona. Taka nadzieja dla mnie! Jeszcze nic straconego. Efekt był taki, że czułam na sobie presję, bo czekałam, aż schudnę "od tak" jak siostra, a tu nic. Czułam się gorsza. Czułam, że zawodzę wszystkich. Kilogramów nie ubywało. Kilogramów przybywało. Bo przecież i tak od dziecka miałam przyklejoną łatkę tej grubej.

Jak możesz tego nie wiedzieć!?

Niewiedza to wstyd. Nie mogę czegoś nie wiedzieć. Zwłaszcza czegoś, co wie moja mama i uznaje za absolutny pewnik. Wszyscy wszystko dookoła wiedzą, tylko ja tego nie wiem. Co za wstyd. Będę pośmiewiskiem. Będzie Ci wstyd. Zobaczysz. Będą się z Ciebie śmiali...

Najgorsze, gdy robiła to na przykład przy moim chłopaku. Lub znajomych.

Czasami, aby sprawdzić moją niewiedzę, wpadała do mnie do pokoju zupełnie z zaskoczenia i pytała "Czy Ty wiesz jaki dzisiaj mamy dzień? A co się wtedy wydarzło? Jak możesz tego nie wiedzieć!?"

Nigdy nie byłam humanistką. Polski i historia to były moje największe zmory. Lubiłam przedmioty, które miały dla mnie jakiś sens, które mogłam zrozumieć i wytłumaczyć. Matmy w ogóle się nie uczyłam, bo po jednej lekcji rozumiałam wszystko i na kartkówkach miałam zawsze 5tki. Angielski sam z siebie od zawsze uwielbiałam. Niestety, to było dla mamy za mało, bo historia jest najważniejsza. NIENAWIDZIŁAM HISTORII. Im bardziej ona o niej mówiła, tym bardziej jej nienawidziłam. Postanowiwszy mi pomóc być lepszą z przedmiotu , którego nie znoszę, przepytywała mnie z faktów z książki. "Jak możesz tego nie wiedzieć?" A za dwóję potrafiła się na mnie obrazić i nie odzywać przez kilka dni.

W ten sposób wyrosłam w przekonaniu, że niewiedza to wstyd. Przyznanie się do niewiedzy to wstyd. Dobre wyniki z przedmiotów, które lubisz, to za mało, bo musisz być najlepsza z tych, które lubi Twoja mama.

Zobaczysz, ludzie będą się z Ciebie śmiali.

Ponieważ słyszałam to bardzo często, zwłaszcza w sytuacji, gdy miałam czelność czegoś nie wiedzieć, zakorzeniło się we mnie przekonanie, że każdy mnie ocenia, wytyka moje błędy i niedoskonałości i oczywiście się z nich śmieje. Znacie to uczucie, kiedy przechodzisz koło grupki osób, które nagle zaczynają się śmiać, a Tobie się wydaje, że to z Ciebie? Na prawdę sporo czasu mi to zajęło, by zmienić swoje myślenie.

Tylko Tobie to się zdarza.

Taki tekst do dziecka, które rozlało herbatę lub zbiło szklankę. To była dla mnie najgorsza trauma, bo przez na prawdę długi czas w takich sytuacjach, już jako dorosła osoba, czułam się absolutnie zażenowana! Miałam poczucie, że wszyscy gapią się na mnie, kręcą głową i myślą sobie "Tylko tej to sie mogło przytrafić". Co za gamoń. Taka niewinna rzecz, ale strasznie zostaje w głowie.

Dziecko narzekasz na studia, a A. w Twoim wieku to już miała dziecko, pracowała, studiowała i zajmowała się domem!

Przepraszam, że w liceum nie wpadłam z moim chłopakiem, by móc udowodnić całemu światu, że w tak trudnej sytuacji bym sobie poradziła. A teraz jedyne co robię to studiuję i nie mogę ponarzekać sobie ani trochę.

Poza tym to kolejny przykład porównywania mnie z moją siostrą. Przepraszam, że nie jestem tak jak ona... Wyrosłam w przekonaniu, że nie ważne co zrobię, moja siostra zawsze będzie lepsza.

Zmęczona jesteś? W Twoim wieku!? Dziecko, a co ja mam powiedzieć, gdy wciąż do pracy chodzę?

Nie wolno być zmęczoną. Gdy jesteś młoda - jesteś robotem. Ty dziecko nie wiesz co to życie. Co to chodzić do pracy i zajmować się dzieckiem. I Ty mówisz mi, że zmęczona jesteś? Daj spokój...

Znów to poczucie niedoskonałości...

Ja G. w ogóle nie musiałam z nauką pilnować, a i tak same piątki przynosił."

Tym razem porównanie z moim bratem. Wiecznie niewystarczająco dobra...

A. zna mnie tak dobrze, może to ona powinna być psychologiem?

To była najgorsza rzecz jaką usłyszałam z ust mojej mamy. I pamiętam tą sytuację do dzisiaj. To były święta Bożego Narodzenia. Siedziałyśmy w 3 przy stole, już po kolacji, przy świetle choinki. Mama rzuciła dygresję "ale z jednej rzeczy to się strasznie cieszę". Nie zastanawiałam się nad tym, by zgadnąć, tylko czekałam, aż powie ciąg dalszy. Moja siostra pociągnęła jej myśl. Trafnie. I wtedy padły te słowa. Mama spojrzała jej w oczy, a ja czułam się jakbym patrzyła na to wszystko z boku i była niewidzialna.

Dopiero co zaczęłam drugi kierunek studiów, o których zawsze marzyłam - psychologię. Mama od początku sceptycznie do tego podchodziła. Miałam poczucie, że mimo iż wsparła mnie finansowo, to w głębi serca czuła, że nie dam rady. Nigdy się mnie o nic nie pytała odnośnie zajęć. Aż tu nagle słyszę takie coś! Znacie to uczucie kiedy nagle przez całe ciało przepływa taki jakby prąd? Tak się poczułam. Jakby mi ktoś policzek w twarz strzelił. I nóż w serce.

Chcesz być psychologiem, a nie wiesz jak rozwiązać nasze problemy?

Przepraszam, że nie wiem jak poradzić sobie z rozwodem swoich rodziców. Przepraszam, że podczas kłótni z Tobą nie umiem spojrzeć na to racjonalnie, bo jestem pod wpływem emocji. Beznadziejny ze mnie psycholog.

Rzuciłam studia psychologiczne po 2 roku. Nie wierzyłam w siebie. Nie było nikogo, kto by mi powiedział: Walcz! Dasz radę! Po prostu się poddałam. Racjonalnie to sobie świetnie wytłumaczyłam, ale tak na prawdę ja po prostu nie widziałam w tym sensu. Uwierzyłam, że się do tego nie nadaję.

To dosłownie garstka tego, co słyszałam przez całe swoje życie od mojej mamy. Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak słowa mogą odcisnąć piętno na naszej osobowości, samopoczuciu, samoakceptacji. Z jednej strony chcę wierzyć, że mama nie robiła tego celowo. Bo przecież mama chce dla nas najlepiej. Z drugiej strony, mogłabym pomyśleć, że pilnowanie mnie w nauce i uświadamianie ważnych faktów to nic złego, bo dzięki temu nie ośmieszyłabym się w trywialnych pytaniach "Matura to bzdura". Ale z trzeciej strony, słowa ranią. Słowa zostają w Tobie. I nawet jeśli odetniesz pępowinę i pójdziesz żyć swoim życiem, mama jest niczym głos trolla siedzącego na Twoim ramieniu i podkopującego Twoją pewność siebie.

Co kompleksy robią z Twoim życiem?

Przede wszystkim ograniczają. Ograniczają Twój rozwój. Blokują poczucie szczęścia. Kwestionują Twoje osiągnięcia. Zniechęcają do walki. Podsycają strach przed ludźmi. Wzmagają opór wobec zmian, ze strachu przed porażką i sukcesem. Sprawiają, że wiecznie przejmujesz się tym, co powiedzą lub pomyślą o Tobie inni. W najgorszej sytuacji, która niestety mnie spotkała, powodują, że rezygnujesz z marzeń...

Obiecałam sobie, że nie będę dla mojego dziecka taka jak moja mama. Że chcę być inna. Chcę wspierać swoje dziecko i budować w nim poczucie siły i wiary we własne zdolności. Czeka mnie z tym dużo pracy, bo wciąż łapię się na tym, że mam w sobie myśli odzwierciedlające słowa mojej mamy. Na szczęście jeszcze nie na dziecku, ale nie lubię takiej siebie.

Kompleksów nie da się wyprzeć. Nie da się im zaprzeczyć. Nad nimi trzeba pracować. Każdy może to zrobić na swój własny sposób.

  • Dobrze, że wyrzuciłaś to z siebie. Niech wszystkie matki i ludzie, którzy mają czelność wypowiadać się na temat naszego wyglądu i naszych wyborów wiedzą jak to działa. Trochę taktu ludzie…

    • Staram się wierzyć w to, że moja mama nie robiła tego celowo i świadomie..

      • Na pewno nie, myślę że u mnie też nie robili tego celowo. Czasem chcieli zabłysnąć w towarzystwie, czasem chcieli dać małego kuksańca w bok ale to na pewno nie celowo. Szkoda tylko, że nie mają świadomości tego co powiedzieli i jak to podziałało.

  • Przykro mi że osoba która powinna być wsparciem zdecydowała się być powodem kompleksów. Z tego co piszesz to twoja mama postanowiła faworyzowac siostrę kosztem Ciebie. A mogła zrobić to inaczej, bez krzywdy. Nie oznacza to, że to Twoja wina- to nie Ty miałaś problem ze sobą. Mam nadzieję, że po tym szczerym do bólu tekście poczujesz sie lepiej i pewnego dnia zamkniesz te drzwi, dla swojego własnego szcześcia. Pozdrawiam Cię!

    • Chyba poniekąd już je zamknęłam, inaczej nie odważyłabym się na ten tekst.
      Dzięki za miłe słowa! 🙂

  • Mój dzisiejszy post jest w podobnej tematyce do Twojego 🙂
    Ja też byłam zawsze krytykowana. Słyszałam podobne rzeczy jak Ty. I byłam okropnie zakompleksiona. Praca nad sobą zajęła mi ładnych kilka lat. Dziś pozbyłam się większości kompleksów, ale część gdzieś dalej we mnie jest i nadal z nimi walczę.

    • Nie umiem powiedzieć czy wciąz jestem zakompleksiona, wydaje mi się że z wiekiem po prostu inaczej sobie z tym radzisz i nabierasz do tego dystansu. Niestety wewnetrzny krytyk wciąz we mnie jest i cały czas staram się z nim walczyć? współpracować? prowadzić dialog? W każdym razie jestem jego świadoma.
      Lece czytać Twój tekst! 😉

  • follow the fruit

    dzięki za ten szczery tekst, bardzo dużo dał mi do myślenia. dla mnie to teraz bardzo ważne, żeby dobierać odpowiednie słowa, moja córka ma już 6 lat i tak bardzo zaczynam się o nią bać… a ja sama mam podobne doświadczenia z moim nie żyjącym już ojcem, każde spotkanie z nim zaczynało się od szybkiej oceny mojego wyglądu, stroju oraz tego, czy akurat schudłam czy przytyłam… do dziś czasami bezwiednie zerkam w napotkane lustra, żeby się sprawdzić i oczywiście nigdy nie jest dobrze. walczę też z porównywaniem się do innych osób, ale cieżko jest. „taka stara, a taka głupia” powiedziałby tata!

    • Wydaje mi się, że wiek nie ma tu nic do rzeczy. To jest w Tobie i już. Potrzeba dużo pracy nad tym, a nic nie dzieje się z dnia na dzień. Cieszę się, że mój tekst ma taki odzew.

  • Kawoszka

    „Czy Ty wiesz jaki dzisiaj mamy dzień?” A. przejęła taktykę i do dziś potrafi mnie zaskoczyć takim pytaniem… Na szczęście moja mama nie robi tego przy ludziach i juz sie na tyle przyzwyczaila, ze ja nie potrafie po prostu zapamietywac dat, że mówi „sprawdź sobie” i liczy, że coś mi w końcu w głowie zostanie ;p

    Ja mam jednopokoleniową barierę od Twojej mamy, więc łatwiej mi było sobie z nią radzić. Ale przy mojej jak wiesz też jest często jak na polu minowym 🙂 A tekst ze zmęczeniem od Twojej też słyszałam n ie raz, a potem nagle się martwiła czy daję sobie radę przy pracy na 1/2 etatu 😛
    Pamiętam jak raz babcia przy stole zaserwowała mi popisowe przepytywanie z województw i coś pokopałam, czym była strasznie obruszona i lamentowała nad jakoscia dzisiejszej edukacji. Strasznie się do dzisiaj wstydzę jak nie wiem jakiejś rzeczy, która powinna być tzw „wiedzą ogólną , którą znają wszyscy” , ale próbuję sobie wtedy przypomnieć, że nagle w LO mieliśmy coś z województwami i sporo osob nie umiało płynnie pokazać na mapie , które gdzie dokładnie jest. Zalożę się, że jest masa takich ludzi! Nie mówię, że to dobrze, bo to pewnie faktycznie przez jakość naszej edukacji i rozleniwienie dostępnością do szybkiej informacji w internecie. Ale czemu mam żyć całe życie w strachu ze ktos mnie zapyta o cos czego nie bede wiedziala i beda sie wszyscy śmiać. Może beda, co z tego… kazdy ma braki, wystarczy sie wtedy przyznac do tego, sprawdzic je i postarac sie zapamietac…
    Ale sytuacje z psychologią są poniżej pasa… Obarczać dziecko tym, że nie umie rozwiązać problemu rodziców jest paskudne, bo dziecko chcąc nie chcac i tak zawsze gdzies cząstke swej winy widzi… A przy stole z A. jestem w stanie sobie wyobrazić, bo ile razy to sł;yszałam, że to cud dziecko rodziny…

    • W tym wszystkim najgorsze jest też to, że to wpłynęło także na relację z A. Zawsze się z nią porównywałam i zawsze czułam się gorsza. Nawet jeśli w czymś wydawało mi się, że radzę sobie lepiej. „A kiedy Ty będziesz miala taki dom?” To też słyszałam… Tylko dlaczego ja mam wiecznie rywalizować ze swoją siostrą? Czy to nie chore?
      Strasznie nie chcę być taka jak moja mama, a czasami się na tym łapię ;/

  • Kompeleksy to tragedia ludzkości. A jak już rodzicę nam o nich przypominają ( podobno w pewnym więku są dla nas wzorcem) to już zupełnie tego nie ogarniam. Chociaż powiem Ci szczerze, że ja też do pewnego czasu chodziłem w za dużych t-shirtach a mam tylko 1,65m wzrostu. Nie byłem z tego powodu zakompleksiony, przynajmniej nie jakoś bardzo, ale mój tata zawsze uważał, że w większych rzeczach wyglądam lepiej a poza tym, to co większe nie zmaleje przecież. No i w taki sposób kilka razy zrobiło mi się smutno, że mam tylko te 1,65m. Na temat szkoły to mógłbym napisać referat bo odkąd pamiętam nie chciało mi się uczyć rzeczy o których sądziłem, że nie będą mi przydatne. To pewnie dlatego teraz studiuję pedagogikę.Najgorsze jednak co może być to porównywanie dzieci ze sobą. Każdy człowiek jest indywidualnym przypadkiem i każdy jest inny-wyjątkowy. Chciejmy to zaakceptować 🙂

    • To porównywanie dzieci ze sobą sprawia, że powielamy ten schemat i w przyszłości porównujemy się z innymi. Patrzymy na nasze dokonania przez pryzmat dokonań innych ludzi. A przeciez tak jak mówisz – każdy z nas jest inny-wyjątkowy.

      • Kawoszka

        Już od małego się zaczyna jak przynosić 3 z kartkówki w podstawówce, to od razu są pytania „Tylko 3? A Kasia co miała?” Do dzisiaj się łapię, że czasem w swjej głowie porównuję się nawet do najbliższych znajomych „cholera, ten ma już lepszą pracę i kończy magisterke, a ja co… będą na mnie patrzeć za 2 lata jak na loosera”. Muszę sobie co jakiś czas sama przypominać, że każdy ma obrane swoje tempo i kierunek rozwoju i lepiej poczekać 2 lata niż dążyć na ślepo tak, jak to do tej pory robiłam. W rezultacie kończę studia, których kończyć do końca nie chcę, ale już żal tych lat.

  • Izabela Pycio

    Kompleksy dopadają nas wszystkich, większe lub mniejsze. Trzeba z nimi walczyć, a najbliższe otoczenie nie zawsze pomaga, wręcz odwrotnie, często nie zdają sobie sprawy jak pewne słowa usłyszane w dzieciństwie mogą nas zranić i jak będziemy je pamiętać do końca życia.

  • Nie posiadam kompleksów, lubię swoje ciało, mam na udzie wielką bliznę po operacji, mam duże usta, ale wszystko to uważam za mój atut 😉

  • Przykro kiedy takie słowa słyszy się od najbliższych. Ja też kiedyś spotkałam ludzi, którzy zasiali we mnie kompleksy, ale na szczęście trafiłam też na ludzi, którzy sprawili, że nie przejmuję się tym już tak bardzo. Mam nadzieję, że każdy, kto został skrzywdzony słowem w przeszłości prędzej czy później spotka osobę, która udowodni mu, że to wszystko nie prawda.

  • Już raczej wyrosłyśmy z kompleksów. Cieszymy się z tego, co mamy i jak wyglądamy i nic nam do szczęścia nie brakuje.

  • Iwona Vinnik

    Smutna historia. Ale to, o czym piszesz, udowadnia, jak rodzice mogą nieświadomie (niewiedza) niszczyć życie swoim dzieciom, jakie błędy wychowawcze popełniają, a najgorsze jest to, że chyba nigdy nie zdadzą sobie z tego sprawy, ewentualnie nie uwierzą w swoją winę. Uczmy się więc na błędach własnych rodziców… co jednak nie uczyni nas rodzicami idealnymi, ale przynajmniej (może) nie zasiejemy w swoich dzieciach kompleksów, plagi XXI wieku… Pozdrawiam

    • Mnie bardzo zależy na tym, by w przyszłości nie powielić błędów mojej mamy. Faktycznie niewiele rodziców zdaje sobie sprawę ze swoich błędów. A szkoda, bo czasami przyznanie się do błędu pomogłoby oczyścić atmosferę i poprawić relację.

  • Dopiero zaczynam pokonywać swoje kompleksy. One się wzięły z tych tekstow, które przytaczasz. Może nie byli to zawsze rodzice, ale wystarczy, że inni w ich obecności tego używali, a rodzic nie obronił. Człowiek zaczyna wierzyć, że inni mają rację.

    • Dziecko chłonie wszystko jak gąbka, a gdy już dorośnie musi tą gąbkę wycisnąć ze złych wspomnień i przykrych doświadczeń, by przeżywać życie w satysfakcjonujący sposób.

  • To zadziwiające, że bliscy, przyjaciele, a nawet rodzice tak bardzo wpędzają dzieci w kompleksy. Przecież to zostaje na długie lata. A potem psycholodzy i coachowie mają pełne ręce roboty. Szkoda, naprawdę szkoda. A cytaty, które przytoczyłaś to samo życie.

    • Przez długi czas myslałam, że przytoczone cytaty to tylko moje doświadczenia. Czasami dobrze jest jednak wiedzieć, że takie problemy nie dotykają tylko mnie, co niekoniecznie oznacza, że to normalne.

  • Bardzo smutna historia:(. To jest straszne, że często osoby, które powinny zaszczepiać wiarę w siebie, dołują i wywołują takie kompleksy. jedyne wytłumaczenie jest takie, że Twoja mama, może też przez kokoś została potraktowana w taki sposób w młodości i teraz powiela wzorce. Powiem Ci, że też dużo rzeczy musiałam przerobić sobie w głowie, ale im jestem starsza ty bardziej jestem niezależna od opinii innych. czasem zaboli, ale już nie biorę sobie krytyki do serca, a na pewno nie próbuję postępować w taki sposób, żeby ktoś był ze mnie zadowolony. ze mnie mam być zadowolona tylko i wyłącznie ja:). Jestem przekonana, że z taką samoświadomością jesteś świetną mamą i rewelacyjnie wychowasz swoje dziecko:). Pozdrawiam Cię serdecznie Ania.

    • Dobrze, że jednak z wiekiem potrafimy nabrać dystansu do pewnych spraw.

  • Chyba każdy słyszy różne rzeczy tego typu od swoich rodziców, mnie również całe lata podcinało to skrzydła, ale w końcu wybaczyłam, że nie byli doskonali, że popełniali przy mnie masę błędów… i wzięłam za siebie pełną odpowiedzialność. Bo łatwo jest na kogoś zgonić winę za zmarnowane życie, ale prawda jest taka, że tego trolla na ramieniu można z czasem przegonić, bo on już teraz jest tylko Twój 🙂 A kiedy on zniknie, to już łatwo zbudować sobie poczucie własnej wartości od nowa. Kiedyś miałam masę kompleksów, ale wszystko jest do zaakceptowania, nawet polubienia:) A żeby nie zrobić tego samego swoim dzieciom.. czytam ostatnio książki pana nazwiskiem Jesper Juul. Bardzo prosto i fajnie tłumaczy sprawy, które dla poprzednich pokoleń były niejasne. Jak żyć z dziećmi i młodymi ludźmi, by mądrze ich wspierać bez tworzenia kompleksów ani wybujałego ego:)

    • Dziękuję za komentarz Dotee. Chętnie zajrzę do książek pana Jespera, bardzo bym chciała nie popełniać tych samych błędów co moi rodzice.

  • Teraz widzę, jakie miałam szczęście, że zawsze byłam chwalona przez rodziców. A mimo to, jakieś kompleksy, sama nie wiem skąd zagościły też w moim zyciu. Chyba każdy musi z nimi walczyć – właśnie walczyć, bo na pewno nie można się im poddać i z nimi żyć. Kompleksy tylko nas osłabiają, i fakt są bardzo silnym przeciwnikiem.Cieszę się ,ze mi udało się, przynajmniej w pewnym stopniu uporać z wiekszością z nich, choć tak naprawdę cały czas muszę pracować nad sobą, bo wydaje mi się, że kompleksy są trochę jak bumerang, który może powrócić, jesli w porę go nie odeprzemy…

  • Joanna Narel

    „Znacie to uczucie, kiedy przechodzisz koło grupki osób, które nagle zaczynają się śmiać, a Tobie się wydaje, że to z Ciebie?” idealnie. Też nienawidziłam historii 🙂
    Jesteś wspaniałym życiowym psychologiem i niesamowicie czyta się to, co piszesz na swoim blogu. Mimo tego, co mówiła Ci Twoja mama, wierzę, że odniesiesz multum sukcesów i kiedyś, gdy już ją olśni, powie Ci w końcu, że jesteś niesamowita, nie porównując Cię z nikim.
    Pozdrawiam!

    • Joanno dopiero teraz odpisuję na Twój komentarz, ale był on dla mnie na tyle ważny że go sobie zapisałam. Dziękuję za te miłe słowa. To na prawdę budujące. Cieszę się jednocześnie, że moja historia nie jest oderwana od rzeczywistośći i że są osoby, które to rozumieją.

      Pozdrawiam Cię również!