Nic mi nie jest

Co ja miałam jej powiedzieć? Nie jedź, bo obiecałaś w ten dzień być ze mną? A kim ja jestem, by zabronić komuś przyjąć propozycję nie do odrzucenia tylko dlatego, że ja jestem w potrzebie? Tylko dlatego, że ktoś mi coś obiecał? Więc odpowiedziałam tylko „it’s fine”, choć w środku byłam roztrzaskana na kawałki i bliska płaczu. Opanowałam do perfekcji przyjmowanie postawy ‘nic się nie stało’, a ‘I’m fine’ powtarzam już jak mantrę.

Spytałam ostatnio mojego GP czy może mnie wysłać na jakąś konsultację psychologiczną, bo sobie kurwa nie radzę. Spytała czy uważam się za osobę depresyjną. Nie umiałam odpowiedzieć że tak, bo bałam się, że jak to powiem na głos, to nie będzie już odwrotu. Powiedziałam, że nie jestem szczęśliwa. Szczęściara – tak. Nie mogę narzekać –tak. Ale czy jestem szczęśliwa? Nie.

Byłam kiedyś szczęśliwa. Przez chwilę, ale ktoś mi to szczęśćie odebrał i od tamtej pory nie umiem tego odzyskać. Nieudolnie próbuję, ale nie wychodzi.

Jestem smutną blogerką. Roztrzaskaną. Samotną.

Niech mi nikt nie pieprzy, że wszystko zależy ode mnie, że mogę wszystko, bo to gówno prawda.

Zbudowałam wokół siebie mur. Dla obrony przed skrzywdzeniem. Czasami komuś udaje się go zburzyć, ale zaraz potem przychodzi rozczarowanie, więc cegiełki muszę nadbudowywać znowu coraz wyżej i wyżej. Cierpię po cichu, jak koń, nie wydając z siebie żadnych odgłosów. Płaczę tak, żeby nikt nie widział, a łzy suszę nim zdążą spłynąć po moim policzku.

Zaczynam wątpić czy ja jeszcze potrafię być szczęśliwa. Uśmiecham się, ale bardzo często zaraz potem czuję jeszcze większy ścisk w żołądku. Tak jakby coś nieustannie we mnie krzyczało 'pomocy!' a jednocześnie nie umiałabym tej pomocy przyjąć. Bo kogo to obchodzi? Jakim prawem ja mam kogoś obarczać swoim smutkiem? Swoimi problemami?

Mój blog czasami jest smutny, bo gdy mam w sobie ból, to muszę go wyrazić. Czasami nachodzi mnie myśl, że to głupie tak się czuć, ale czemu smutek jest głupi? Smutek boli. Tak bardzo boli! Ale jest normalną emocją tak jak radość czy tęsknota...

  • rudawstazka.wordpress.com

    To, że wszystko zależy od nas (bo, teoretycznie, zależy) nie znaczy jeszcze, że nie potrzebujemy pomocy. Tak samo nie musimy mieć depresji czy nerwicy, żeby pójść do psychologa – sam fakt, że myśląc o swoim życiu, ogólnie, nie jest się szczęśliwym to już niezły powód. Bo ludzie mają prawo chcieć być szczęśliwi i dążyć do tego. Strasznie mnie denerwuje, że się nie robi z tego plakatów w przychodniach i kampanii społecznych.

  • Przytulam na odległość :*

  • Gradzik, ja myślę że spróbuj z tym psychologiem.
    Sciskam :*