Sorry mamuś, ale nie chce mi się z Tobą gadać

Przez ostatnich kilka dni zakopana byłam pod gruzem wspomnień z przeszłości. Mój tekst o kompleksach sprawił, że ponownie zaczęłam rozgrzebywać rany i zastanawiać się czemu jestem taka poryta. Moją stabilność emocjonalną można by porównać do sinusoidy. Choć może nawet gorzej, bo sinusoida to przynajmniej przewidywalna jest, ja - niestety nie. Moja stabilnośc emocjonalna jest jak ta góra puszek, którą skrupulatnie sobie układam, a rozmowa z mamą jest tym kamieniem, który te puszki rozwala, niczym kręgle.

Czemu się nie odzywasz!?

Próbując rozkminić, dlaczego znów czuję nieszczęśliwość i egzystencjalną pustkę, uświadomiłam sobie, że moje powolne staczanie się w przepaść, zaczęło się od krótkiej wiadomości na skypie: "Dawno się nie widziałyśmy". Nie rozmawiałam z moją mamą przez dobry miesiąc (aż i tylko miesiąc). Każdy kolejny tydzień od ostatniego kontaktu, nieświadomie budził we mnie lęk i obawę, że mama się w końcu odezwie ze standardowym pytaniem “Czemu się nie odzywasz?”. Już samo sformułowanie zawiera w sobie wyrzut. Niejednokrotnie nasza rozmowa zaczynała się od jej narzekania, że mało ze sobą rozmawiamy, ale gdy już próbowałam nawiązać konwersację, to albo mnie nie słuchała gapiąc się w 'Barwy Szczęścia' albo z miną zbitego psa odpowiadała “nie wiem co mam Ci jeszcze opowiadać, tak to już jest, że jak ludzie długo ze sobą nie rozmawiają, to potem brakuje im tematów”. W tym momencie myślę o tych wszystkich przyjemniejszych rzeczach, które w tym czasie mogłabym robić. Zmywanie naczyń, mycie podłogi czy sprzątanie kuwety kotów, wydaje się być lepszą rozrywką, niż bycie obrzucaną błotem odpowiedzialności za naszą relację.

Toksyczna relacja

Zaraz po moim wyjeździe do Anglii rozmawiałam z mamą dość często. Wysyłałam jej zdjęcia, maile, gadałyśmy na skypie. Czułam się “w obowiązku”. Miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam mamę samą, dlatego teraz, mimo iż próbuję sobie życie jakoś poukładać z dala od dawnego syfu, to w dalszym ciągu muszę spełniać rolę dobrej córki. To trwało przez ponad rok. Obowiązkowo, co najmniej raz na tydzień-dwa, musiałam się raportować u mamusi. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że ta relacja, nawet na odległość, jest niesamowicie dla mnie toksyczna. Pomyslałam więc, że powinnam ukrócić nasze pogawętki do minimum. Udawało mi się wytrzymać 2 tygodnie, a po tym czasie odzywał się we mnie córciny obowiązek. Więc dzwoniłam, opowiadałam co u mnie, a po każdej rozmowie czułam się beznadziejnie. Odechciewało mi się wszystkiego. Jeśli nie od razu to stopniowo dopadał mnie ciężar słów wypowiedzianych z ust mamy.

Najbardziej bolało mnie to, że robiła to wtedy, gdy mówiłam, że moje życie jest spoko, że jest mi dobrze i jestem szczęśliwa. Gdy mieszkaliśmy w biurze, by zaoszczędzić kasę, to za każdym razem pytała, kiedy jakieś mieszkanie znajdziemy, bo przecież tak nie można żyć. Gdy znaleźliśmy pokój, a ja polubiłam domowe obowiązki i mogłam więcej czasu spędzać w domu, uznała, że teraz czas na dziecko. Gdy przez jakiś czas pracowałam u Fisha i mogłam wykorzystać swoje wszechstronne zdolności organizacyjne, uznała, że praca u chłopaka to nie praca. Gdy z różnych przyczyn wycofałam się z tej współpracy i postanowiłam rozwijać swoje pasje w domu, dopytywała “a co z Twoją karierą!?” I tak ze wszystkim i na każdym kroku. I to ZAWSZE w momentach, gdy siedząc w fotelu, pijąc kawę i patrząc na moje życie myślałam sobie “Jest mi dobrze”.

Żyj i daj żyć!

To wszystko wzbudza we mnie negatywne emocje wobec mamy. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ona tak bardzo nie chce mojego szczęścia. Czemu wiecznie doszukuje się problemów tam gdzie ich nie ma i dlaczego próbuje mi udowodnić, że moje życie nie jest fajne takie jakie jest. Czy to z troski? Z miłości? Czy z zazdrości? Czy to, że jej życie się nie poukładało, ma znaczyć, że moje ma być równie nieszczęśliwe? Czy to, że w pewnym momencie porzuciłam schemat podążania za moją siostrą sprawia, że jednak jestem dla mamy rozczarowaniem?

Żeby nie być bierną, podjęłam kilka prób przetłumaczenia mojej mamie, że to jest moje życie, że chce je przeżyć po swojemu, że nie skorzystam z jej złotych rad i przepisów na nieszczęście. Z marnym skutkiem. W pierwszym odruchu mama czuje się skrzywdzona. Potem odpuszcza w klimacie “rób jak uważasz” a na koniec o wszystkim zapomina i kółko się zamyka...

SorryNotSorry

Ja na prawdę bardzo, ale to bardzo mocno staram się wierzyć w to, że moja mama nie robi tego celowo. Bardzo mocno wierzę też w to, że mama mnie kocha i chce mojego dobra. Ale po prostu nie potrafię zrozumieć jej schematu postępowania i nie umiem znaleźć na to rozwiązania. Przykro mi, że jedynym wyjściem w tej sytuacji będzie unikanie kontaktów, rozmów. Mam dosyć konfrontacji z tarczą i szablą w dłoni. Niestety na dzień dzisiejszy wybieram unik - sorry mamuś, ale nie chce mi się z Tobą gadać, bo lubię swoje życie i Twoja nieobecność w nim bardzo mi w tym pomaga.

It's not selfish to love yourself, take care of yourself & to make your happiness a priority. It's necessary.

  • To bardzo oczyszczający tekst. Niby coś się tam mówiło, że trzeba przepracować relację itp. ale niektórzy się nigdy nie zmienią i prędzej czy później trzeba będzie się z tym pogodzić.

    • NIe jest łatwo, bo relacje z mamą zawsze należą do tych trudnych.

  • Ehh, nawet nie wiesz jak bardzo wiem co czujesz..Relacja z rodzicami-powinna budować, ale czesto niszczy psychicznie..:/. Wiedz że nie jesteś w tym sama :*

    • Nie będę ukrywać, ale ten tekst pisałam z 3 powodów: aby wyrzucić z siebie to co czuję, aby przekonać się czy tylko ja tak mam, aby pokazać tym, co mają podobnie, że nie są sami.
      Dzięki za wsparcie kochana! 🙂

      • Mam nadzieje że Ci ulżyło- bo mi dzięki Twojemu wpisowi bardzo! Dzięki :*

  • Uważam, że Twoja mama powinna przeczytać Twojego bloga, a ten wpis w szczególności. Wiem, jak to jest mieć silną i władczą matkę i stanowcze odcięcie pępowiny, wyrażenie własnych emocji w otwarty i bezkompromisowy sposób, nawet jeśli zabolą drugą stronę, potrafi uzdrowić taką relację, nawet jeśli nie od razu. Tu nie ma co tłumaczyć, trzeba po prostu wywalić kawę na ławę, a to, co zrobi z tym druga osoba, to już nie nasza odpowiedzialność…

    • Znając moją mamę ona ten wpis przyjęłaby bardzo krycztycznie, personalnie i jako atak na jej osobę. Niestety wiele razy próbowałam rozmawiać i tłumaczyć, ale jej bierna agresja skutecznie mnie do tego zniechęciła. Jeśli kiedyś mama przypadkiem trafi na bloga to wtedy zobaczymy jakia będzie jej reakcja. Na chwilę obecną stosuję unik.

      • Kawoszka

        Obawiam się, że przeczytanie bloga mogłoby jej dać tylko dodatkowy argument do przyjęcia roli ofiary, bo przecież „oczerniasz ją przed ludźmi”

  • Kawoszka

    Mam wrażenie, że widzę tu typowo polskie myślenie. Sukces = przede wszystkim skończyć studia! Pracować – najlepiej w zawodzie, do którego przygotowały Cię Twoje studia i w takim, którym można się pochwalić innym. Mieć dzieci – najlepiej więcej niż jedno i najlepiej super uzdolnione z samymi piątkami! Mięc męża – bo jak to bez ślubu? To przecież musi znaczyć, że z Tobą coś nie tak i on Cie wcale nie chce i zaraz „kopnie w dupe”. I oczywiście w tym wszystkim mieć czas na kontakt z całą rodziną zawsze uśmiechniętym. Jeśli czegoś z powyższych brakuje, to nie dlatego, że wybrałeś inaczej, bo co innego daje Ci szczęście, tylko COŚ w życiu Ci nie wyszło! Ciężko jest się nieraz wyrwać z takiego myślenia, bo przez takie wszechobecne opinie i wychowanie, nawet jeżeli świadomie wybieramy inaczej, czasem czujemy się ja looser 🙁 A mam wrażenie, że właśnie przez to niektóre jednostki są blokowane, żeby się rozwijać samemu i właśnie przez to nie są w stanie znaleźć swojego miejsca i rozwinąć swojej faktycznej pasji (bo nawet nie mają często czasu i odwagi, żeby ją odkryć)

    • Wiele dałabym, by móc cofnąć czas i podążać za swoimi marzeniami. Nie robiłam tego, bo bałam się porażaki i jej „a nie mówiłam!?” Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, aby spełnić część swoich marzeń z czasów młodości (nie żebym stara już była czy coś;))

  • Rodzice zawsze będą mieć wobec dziecka miliony oczekiwań, których dziecko nie spełnia. Zawsze będą szukać dziury w całym. Może nie wszyscy, ale większość dokładnie tak jest nastawiona. I nawet jak Ty jesteś z czegoś dumna, od razu zostaniesz sprowadzona do parteru, bo czegoś innego przecież Ci brakuje. Naszych rodziców chyba po prostu nikt nie nauczył, że zawsze czegos będzie brakować i że należy się cieszyć tym co się ma…

  • Aga

    Kilka miesięcy temu postawiłam wszystko na jedną kartę i wyprowadziłam się do Londynu. Nie chciałam aby rodzina wpływała na moje decyzje.
    Jednak zauważyłam że sama często dzwonie po radę- ale dobrze mi z tym i często po rozmowie z rodzicami czuje się lepiej i mam motywację do działania. Kiedyś wszystkie ich opinie traktowałam wrogo. Należę do osób które muszą się przekonać o wszytkim na własnej skórze i najbliżsi wiedzą że pewne decyzję podjęłam i nie ma co ze mną dyskutować a jak poniose klęskę – to moje doświadczenie i ja wyniose z tego lekcje.
    Pozdrawiam
    Aga z marketking.com.pl

    • Ja również staram się robić po swojemu, ale dopiero wyjazd/ucieczka do Londynu pomogła mi uczyć się żyć po swojemu. Czasami żałuję, że w przeszłości nie byłam bardziej odważna w swoich decyzjach. Pozdrawiam!