Strachy na lachy, czyli jak pokonać swoje lęki i dlaczego jest to fajne

Wiecie skąd biorą się nasze lęki? Z błędnego przekonania, że tylko my się czegoś obawiamy, a dookoła nas są sami kozacy, którym wszystko przychodzi z łatwością. Są wynikiem obsesyjnego myślenia, że ludzie na każdym kroku nas oceniają i obserwują, a potknięcie o własne stopy wytykają palcami, po czym wrzucają na YouTuba, by publicznie wyśmiać. Tak jakby ludzie nie mieli niczego lepszego do roboty, poza zajmowaniem się naszym życiem. A jeśli nawet jest to ich jedyne zajęcie, to ja im serdecznie współczuję, a jednocześnie utwierdzam się w przekonaniu, że zdaniem kogoś takiego nie warto się przejmować.

Czego właściwie się boisz?

Zostałam wychowana w przekonaniu, że ludzi należy się bać, bo ludzie będą mnie oceniać, śmiać się z mojej niewiedzy i wytykać niedoskonałości. "Jak możesz tego nie wiedzieć" słyszane od mamy na każdym kroku spowodowało, że przez połowę swojego życia wolałam siedzieć cicho, nie wychylać się, a już broń boże nie przyznawać się, że czegoś nie rozumiem/nie umiem/nie wiem (niepotrzebne skreślić). Dopiero po jakimś czasie przekonałam się, że nie muszę być chodzącym omnibusem, czasami ja wiem coś, czego nie wiedzą inni, a czasami inni tak samo jak ja, nie rozumieją jakiegoś pojęcia. I nie ma tu powodu do wstydu (no chyba, że nie wiesz, ile księżyców ma Ziemia).

W walce ze swoimi słabościami, połową sukcesu jest uświadomienie sobie swoich lęków. Ja postanowiłam wypisać sobie najważniejsze z nich, skupiając się na tych, które w jakiś sposób oganiczają mój rozwój i blokują przed zmianą. Największą grupę lęków stanowiły te związane z przebywaniem wśród ludzi:
- wyjście na spotkanie, na którym nikogo nie znam (bo przecież wszyscy inni NA PEWNO się już znają),
- zagadanie do obcej osoby (bo przecież może mnie olać),
- wzięcie udziału w jakiś kursach (bo wydaje mi się, że jestem jedyną początkującą osobą i wyjdę na idiotkę),
- wystąpienia publiczne/przedstawienie się przed grupą ludzi (gdy wszyscy się na mnie gapią i NA PEWNO oceniają),
- spytanie się o coś, czego nie wiem lub nie rozumiem (bo jak możesz tego nie wiedzieć),
- proszenie o pomoc (bo jak można czegoś nie umieć zrobić samemu)
i generalnie wszelkie sytuacje związane z czymś nowym i niezbadanym. Dodatkowo mój paniczny lęk budzą wszelkie sytuacje, w których muszę być od kogoś zależna.

Jak ona to robi?

W tym tygodniu zaszalałam na całego, bo byłam AŻ DWA RAZY na spotkaniu, gdzie nie znałam ani jednej osoby! (fanfary!)

  1. W środę wybrałam się na event Charity Drinks & Festive Quiz Night. Trafiłam na to wydarzenie zupełnie przypadkowo i po chwili namysłu kupiłam bilet. Pomyślałam, że dlaczego nie - Fisha nie ma, jest okazja poznać nowych ludzi, ja czuję się dobrze, będzie fun, co mam do stracenia! I wiecie co? Świetnie spędziłam czas. Był quiz z pytaniami i nasza grupa zajęła 3 miejsce, poza tym poznałam pewnego gościa (polaka oczywiście, bo to przecież LONDYN), który dał mi swoją wizytówkę i powiedział, żebym wysłała mu swoje CV, gdybym szukała jakiejś fuchy w sektorze charity. Co więcej, z czego jestem najbardziej dumna, gdy z każdej drużyny jedna osoba miała wyjść na środek, zgłosiłam się na ochotnika! Zadanie polegało na wrzuceniu piłeczki do worka Mikołaja 🙂 Razem ze mną było około 10 osób z innych drużyn. Nie trafiłam. Nie ja jedna. I wiecie co? I nic. Bo to nie o to chodziło. Chodziło o fun i pokonanie swojego lęku przed wyjściem na środek. I zrobiłam to. Niesamowite uczucie. Niby taka pierdoła, a ile satysfakcji.

  2. Wczoraj z kolei byłam na Śniadaniu Biznesowym dla Kobiet, prowadzonym przez Alute (blogowy portal dla kobiet w UK). Tutaj znów decyzję podjęłam bardzo spontanicznie, na zasadzie dlaczego nie? Kupiłam bilet i w niedzielę z samego rana musiałam ruszyć tyłek aż na Hammersmith, więc jakaś godzina drogi ode mnie. Powiem wam, że przeżywałam to niesamowicie. Ten strach przed wejściem w grupę bab, których nie znam. Ten głupi strach przed tym, jak zostanę odebrana. Jedynym punktem zaczepienia była dla mnie Ania Górecka, bo to właśnie z jej polecenia tam się pojawiłam - tu musiałam pokonać swój lęk przed zagadaniem do obcej osoby. Bo niby "znamy się" już z internetu, ale twarzą w twarz nie miałyśmy okazji. Ale podeszłam, przedstawiłam się i zaczęłyśmy miłą pogawętkę. Najgorszym punktem programu było dla mnie powiedzenie o sobie kilka słów przed całą grupą - taki standard na tego typu spotkaniach, kiedy każdy w kilku zdaniach ma streścić co robi i dlaczego tutaj przyszedł. Gdy nastała moja kolej to przestałam oddychać, a dłonie pokryły się lodem - byłam tak zestresowana, że w zasadzie już sama nie pamiętam o czym mówiłam. Minęło jakieś pół godziny nim doszłam do siebie. Byłam zła na siebie, że z tych nerwów nie wspomniałam, że piszę bloga. Dlatego zaczęłam udzielać się podczas wykładu - gdy jakiś temat był mi bliski, zgłaszałam się i wtrącałam kilka słów od siebie. I wiecie co? To co miałam do powiedzenia było interesujące! Nikt mnie nie wyśmiał, nikt mi nie powiedział, że jestem głupia. Mało tego, prowadząca kilkukrotnie wracała do tego o czym wspomniałam. Moja odwaga została nagrodzona, bo okazało się, że dla najbardziej aktywnych uczestniczek przewidziana jest nagroda w postaci książki i ja ją zgarnęłam! 🙂

Czysty zysk

Pokonywanie lęków przyniosło mi same korzyści:

  • nawiązałam nowe znajomości
  • miło spędziłam czas
  • dobrze się bawiłam
  • przekonałam się, że zgłaszanie się na ochotnika nie jest niczym strasznym
  • przekonałam się, że nie ja jedna mam podobne lęki
  • przekonałam się, że jeśli coś mi się nie uda, to wciąż jestem fajną osobą
  • przekonałam się, że nikt mnie nie ocenia, a nawet jeśli tak jest - nie muszę się tym przejmować
  • przekonałam się, że to co mam do powiedzenia jest interesujące
  • wygrałam fajną nagrodę
  • dałam się poznać
  • nabrałam odwagi na nowe wyzwania
  • mój dzień był pełen wrażeń
  • zakończyłam dzień z poczuciem satysfakcji
  • Fish był ze mnie dumny
  • Ja byłam z siebie dumna
  • wzrosła moja pewność siebie
  • pozytywnie zaskoczyłam samą siebie
  • mam czym inspirować innych (bo moim marzeniem jest być inspiracją)
  • zebrałam kilka fajnych pomysłów na posty

Jak pokonać swoje lęki

Nie dam wam jednej recepty na pokonanie swoich lęków, bo na każdego zadziała coś innego, ale podzielę się z wami moją drogą ku odwadze:

  1. Obejrzałam sobie film Yes man! Nie jest to jakiś wysokich lotów pozycja, ale ważniejsze jest przesłanie - by mówić życiu TAK. Postanowiłam sobie, że za każdym razem, gdy nadarzy mi się jakaś okazja, ktoś zaproponuje wyjście, spotkanie, szkolenie, wyjazd - idę na to! Bo siedząc w domu niewiele ekscytujących rzeczy może mnie spotkać.
    odwaga
  2. Moją nieustającą inspiracją jest Volant, a cytat z jego wpisu powiesiłam sobie nad biurkiem i czytam za każdym razem, gdy czegoś mi się nie chce lub ogarnia mnie lęk przed ludźmi, porażką, sukcesem itp:

    Możesz wybierać siedzenie na dupie w domu, narzekanie, strach przed porażką, czysty konsumpcjonizm, brak uczenia się czegoś nowego i myślenie o sobie źle, bo tak jest łatwiej, ale za pięć lat spojrzysz wstecz i zobaczysz tylko dni, które zlały się w szare pasmo stagnacji. Możesz też wybrać robienie rzeczy, które w przyszłości doprowadzą cię do miejsca, w którym zawsze chciałeś być. Chodzi o słowa wypowiadane w dobrym momencie, o kupienie biletu na samolot, o wysłanie jednego CV więcej, o testowanie tak wielu możliwych opcji, jak tylko to jest możliwe.

  3. Podążam za impulsem - gdy czuję, że coś chcę zrobić, od razu to robię, nim zacznę się zastanawiać nad tym, bo gdy moment minie, moje myśli mnie pogrążają na tyle, że zaczynam za dużo analizować, mój lęk rośnie i w efekcie nie podejmuję działania. Choć nie zawsze mi to wychodzi, mając świadomość jak to działa, staram się kierować zasadą impulsu. (tą teorię zasłyszałam na jednym z wykładów TEDx, ale nie pamiętam już który, więc wam nie podlinkuję;/)
  4. Zawsze sobie myślę, że inni ludzie także mierzą się ze swoimi lękami, być może tymi samymi co ja, a to dodaje mi odwagi, by zrobić pierwszy krok. Jak to mówią: do odważnych świat należy - i sporo w tym prawdy!
  5. Gdy się waham, myślę sobie: co mam właściwie do stracenia? I wiecie co? Rachunek zysków i strat zawsze wychodzi na plus.

Powiem wam, że to nie jest tak, że przeczytacie dwa teksty, obejrzycie jakiś wykład czy film, powiesicie sobie inspirujący cytat nad biurkiem i za jednym pstryknięciem wszystko się zmieni. To musi wyjść od was. Pewnego dnia wstajecie, dajecie sobie z liścia i postanawiacie ŻYĆ a nie tylko ISTNIEĆ. Jeżeli ta chęć zmiany nie obudzi się w WAS, to moje pisanie o tym, jak pokonać lęki, będzie kolejnym motywacyjnym pierdoleniem, o którym zapomnicie nim umyjecie wieczorem zęby. Siedziałam na dupie przykryta kocem komfortu zbyt długo i żal mi straconego czasu, bo choć lepiej późno niż wcale, to jednak mogłabym być teraz w połowie, a nie na początku swojej drogi do lepszego życia. Uczcie się na cudzych błędach 😉

  • Bardzo przydatny post, bo rzeczywiście chyba każdy z nas ma takie swoje świry w głowie…

  • Wow! Brawo kobieto! Lęki są po to, aby je przełamywać. Ja też nienawidzę kiedy muszę wystąpić na środku, kiedy muszę się odezwać przy wszystkich. Wiem jakie to trudne. Tym bardziej gratuluję.

    • Nad tym jeszcze chcę trochę popracować, by mnie nie zatykało w takich momentach. Moze zapisze się na jakieś warsztaty z przemówień?:)

      • A mnie by przerażało to, że na tych warsztatach musiałabym przemawiać 😀

        • Ja myślę, że to będzie jeden z moich planów na rok 2016 😉

  • Brawo! Zgłosiłaś się na ochotnika-podziwiam 🙂

    • Tu zadziałała zasada ” a co mam do stracenia?” 🙂

  • Dobrze, że sobie poradziłaś 🙂

  • Brawo! Lęki trzeba pokonywać 🙂

  • Bardzo pozytywny i wartościowy wpis 🙂

  • Gratuluję Ci pokonania lęków. Walka z lękami wymaga olbrzymiego samozaparcia i silnej woli. Ja też miałem w swoim życiu kilka potyczek z lękami i zawsze wychodziłem z nich silniejszy. Mój najlepszy sposób to walkę z lękami to po prostu takie wewnętrzne popchnięcie. Bez żadnego zastanawiania się nad konsekwencjami. Czyste działanie. W moim przypadku naprawdę nieźle się to sprawdza.

    • U mnie też to się sprawdza, działam nim zacznę cokolwiek analizować i tworzyć scenariusze w mojej głowie 😉

  • Walka z lękami nie jest łatwa, ale jest możliwa. Ja staram się działać i podążać za impulsem. Jak tak się zastanowimy, to zazwyczaj nie mamy nic do stracenia 🙂

    • No nie mamy nic do stracenia, o to własnie chodzi. Ale lepiej za długo się nie zastanawiać, bo impuls minie 😉

  • Mam dokładnie te same lęki co ty, paniką napełnia mnie dłuższa rozmowa z obcymi osobami, a gdyby istniało piekło, to moje na pewno składałoby się z całodobowych publicznych wystąpień. Ale co dziwne, mam tak tylko czasem. Innym razem jestem super wyluzowana i otwarta na to, co się zdarzy. Czasem wystarczy zrobić sobie porządek w głowie, pomedytować albo zmęczyć się fizycznie, by się okazało, że strach ma wielkie oczy:)

    • Powiem Ci, że odkąd zaczęłam regularnie chodzić na siłownie, lęki pokonuje mi się łatwiej. To chyba jednak prawda z tymi endorfinami 😉

  • Moje lęki sa bardzo podobne do Twoich, zwłaszcze te związane z przebywaniem z innymi ludźmi 🙂
    ” Siedziałam na dupie przykryta kocem komfortu zbyt długo i żal mi straconego czasu, bo choć lepiej późno niż wcale, to jednak mogłabym być teraz w połowie, a nie na początku swojej drogi do lepszego życia. Uczcie się na cudzych błędach” – zdecydowanie muszę zacząć tak robić, tzn uczyć się 🙂

    No i gratuluję pokonania lęków! 😉

    • Za każdym razem gdy wychodzę do ludzi przekonuję się, że człowiek to jednak istota stadna i potrzebuje innych. Nawet taki introwertyk jak ja 😉

  • Jak świetnie piszesz o pokonywaniu swoich lęków. Wspaniała inspiracja 🙂

    • Dziękuję! Cieszę się, że mogę być inspiracją:)

  • Mi służy podejście oparte na przyjaźni z lękiem. Wiem jakie jest jego zadanie, szanuję je, ale nie chcę, żeby zdominował moje działania. Nie walczę z nim i nie wypieram. Ma swoją przestrzeń, natomiast ośrodek decyzyjny jest po mojej stronie. Gratuluję Ci i popieram Twoje działania – jeśli lęk jest bezpodstawny, najskuteczniej przekonać się o tym poprzez konfrontację 🙂

    • Świetne podejście, spórbuje Twojego sposobu, gdyby moje nie zadziałały 🙂