Kiedy uwierzyłaś, że do niczego się nie nadajesz?

Przychodzi z nienacka. Wszystko jest w porządku, nawet dobrze i jakoś się trzymasz. Układasz swoje myśli w pozytywną układankę i wierzysz, że przyszłość jest w Twoich rękach, jeśli tylko mocniej się postarasz. Spisujesz plany, cele i postanowienia. Twój kalendarz jest wypieszczony pod każdym względem. Gdy na niego zerkasz, sama sobie zazdrościsz i cieszysz się, że tym razem będzie inaczej. Robisz sobie kawę i zasiadasz do komputera, by zdobywać świat. I wtedy pojawia się on.

Patrzy na Ciebie pogardliwie i prychając z niesmakiem macha na Ciebie ręką. Marszczy nos. Kiwa głową, wykrzywiając kąciki ust. Krzyżuje ręce na wysokości klatki piersiowej i spoczywając na jednej nodze mówi: Daj spokój! Ty się do tego nie nadajesz! Jak niby chcesz to osiągnąć? Kim Ty jesteś, by być kimś? Ludzie Cię wyśmieją. Odpuść sobie!

Toczysz z nim regularną walkę. Tłumaczysz, odwracasz się od niego plecami, strzelasz focha lub rzucasz wyzwania: jeszcze zobaczysz! Ale on jest silniejszy. Pokonuje Cię w podstępny sposób. Najpierw pozwala Ci uwierzyć, że jesteś coś warta, że dasz sobie radę, że wszystko jest w Twoich rękach. Następnie powoli się do Ciebie skrada, niewinnie wytykając słabości i potknięcia. Wyolbrzymia niedoskonałości, a świat przedstawia jako miejsce, którego trzeba się bać.

Największe pole do popisu ma wtedy, gdy przekopujesz internet w poszukiwaniu inspiracji. Szepcze Ci do ucha pogardliwe komentarze. Z jednej strony widzisz ogrom możliwości oraz dostęp do wiedzy na wyciągnięcie ręki. Z drugiej strony przytłacza Cię ta ilość informacji. Zaczynasz porównywać się do innych, a on zaciera wtedy ręce. Już wie, że ten moment jest blisko. Patrząc na osiągnięcia innych, na ich sukcesy oraz umiejętności, jego słowa coraz bardziej do Ciebie przemawiają. Dajesz mu tą satysfakcję i po raz kolejny mu mówisz: Masz rację, powinnam dać sobie spokój. Nie dam rady.

Kim jest ten głos w Twojej głowie? Czy to głos Twojej mamy, która nigdy Cię nie wspierała? Byłego chłopaka, który pozwolił Ci uwierzyć, że nic lepszego poza nim Cię w życiu nie spotka? Czy ludzi, którzy mało o Tobie wiedzą, a dużo gadają?

Dlaczego pozwalasz mu przejmować nad sobą kontrolę? Dlaczego za każdym razem wierzysz, że to ON ma rację? Dlaczego poddajesz się, wierząc, że do niczego się nie nadajesz? Jak długo zamierzasz podążać tym schematem? Komu chcesz oddać sterowanie Twoim życiem? Mamie? Partnerowi? Ludziom, których nawet nie znasz? 

Kiedy uwierzyłaś, że do niczego się nie nadajesz? I właściwie, dlaczego w to uwierzyłaś?

A teraz wstań od komputera podejdź do lustra i strzel sobie z liścia. Takiego soczystego.

Spojrzyj na swoje odbicie, uśmiechnij się z przekąsem i powiedz: DAM RADĘ!

I tym razem się nie poddaj.

Bo życie masz tylko jedno.

Bo możesz wszystko.

Bo głos w Twojej głowie, to tylko projekcja tego co kiedyś usłyszałaś na swój temat, a co W OGÓLE NIE JEST PRAWDĄ. Nikt nie ma prawa powiedzieć Ci, że nie nadajesz się do niczego. Nikt nie ma prawa mówić Ci, że jesteś beznadziejna.

Choć w sumie...

Wiesz kiedy stajesz się beznadziejna?

Kiedy dajesz za wygraną, słuchasz tego głosu i się poddajesz...

Nie poddawaj się.

Masz w sobie siłę kobieto.

Serio!

  • bardzo motywujący wpis! brawo!

    • Dziękuję, o to mi chodziło 😉

  • Już sam ten tekst jest jak strzał z liścia, o którym piszesz 😀 daje kopniaka i to porządnego, ale to cudowne doświadczenie! 🙂 zdecydowanie zbyt często nie doceniamy siebie i swoich możliwości i pozwalamy, żeby zawładnął nami strach i niepokój. Ale każdy się do czegoś nadaje trzeba tylko albo aż spróbować. 🙂

    • Dokładnie, czasami warto zagłuszyć ten wewnętrzny krytyczny głos i po prostu spróbować.

  • Najgorsze co można robić, to porównywać się z innymi. Sama cały czas się upominam, żeby tego nie robić. Zamiast się zniechęcać, to staram się to przekierować na motywację i buńczuczne stwierdzenie „Kiedyś też tam będę, a co!” 🙂

    • No i piękne podejście! Ja z tym porównywaniem się jeszcze mam problem, ale staram się każdego dnia! 🙂

  • Świetny post, każdy niestety ma czasami chwile zwątpienia.

    • Dzięki Aleksandra. Człowiek jest tylko człowiekiem i każdy ma prawo do chwil słabości. Ważne tylko, by się nie poddać w swoim dążeniu do celu.

  • Genialne ! Jakbym siebie widziała sprzed kilku miesięcy … Te sabotujace myśli. Po co Ci to, blog, inna praca, przecież i tak do niczego sie nie nadajesz. Dzięki za ten tekst!

  • Ten podstępny krytyk wewnętrzny to nasz wróg numer jeden i warto go zwalczyć. Taki liść na otrzeźwienie to dobry początek:) jeśli to nie pomoże, to ja osobiście polecam wizualizację – wystarczy wyobrazić sobie ten swój wewnętrzny głos jako jakąś małą, śmieszną postać (np. krasnala w różowej sukience baletnicy;) ), dodać mu jakiś śmieszny głos, albo w ogóle pozbawić go głosu (np. niech jest jak rybka, cmoka ustami,ale nic nie mówi). I wtedy mamy go z głowy. Z powodzeniem testuję to na sobie;)

    • Ja bym go sobie wyobraziła jako Jodę z Gwiezdnych Wojen. Niesamowicie mnie śmieszy ten ‚gość’ 🙂

  • Tekst ma moc, aż grad po łbie leci 🙂 Taki głos czasem pojawia się u każdego, ale ja mam na niego sposób, biorę go na kawę, na coś słodkiego, albo na trening – trochę go rozpieszczam, grzecznie tłumaczę że uda się tylko tym razem zajmie mi trochę dłużej i najwyżej parokrotnie podejde do sprawy 🙂

    • Haha, gradobicie pełną parą! I o co chodzi! No! 🙂

  • Odkąd zostałam mamą te zdanie opuściło mnie na zawsze. Teraz kiedy czegoś pragnę to wiem, że DAM RADĘ.

    • No pewnie, że dasz radę! 🙂

  • Ja z nim negocjuję i szukam czegoś co da mi szybki sukces, zeby mu udowodnić, że dam rade 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Fajny pomysł! Chyba wprowadzę go w życie, bo coś czuję, że na mnie to zadziała!

  • Chyba każdy z nas ma takiego przyjemniaczka w głowie, który skutecznie stara się hamować nasze wszelkie próby przekraczania własnych granic. On nie jest wbrew pozorom zły – kiedy się pojawia to znaczy, że zmierza się w dobrym kierunku 🙂 Bardzo dobry tekst, przyjemnie się czyta, a refleksja przychodzi sama 🙂 Pozdrawiam!

    • Dzięki Dominika! Cieszę się, że Ci się spodobał mój tekst 😉

  • Tak… to ja chyba pójdę, stanę przed lustrem i faktycznie sobie przyłożę! Chociaż Twój tekst już sam w sobie jest takim porządnym kopniakiem 🙂 U mnie ten głos obrał sobie pewną taktykę – zachęca mnie skutecznie do nicnierobienia – przecież wygrzewanie się pod ciepłym kocem jest takie przyjemne! Po co mam działać, zmieniać swoje życie, kiedy mogę zaszyć się w przytulnym domowym zaciszu? I skubaniec czasem wygrywa, ale już ja mu pokażę! Wydrukuję sobie ten tekst, wsadzę w ramkę, wbiję gwoździa w ścianę i powieszę! I będę się wpatrywać w niego za każdym razem, gdy przez głowa przemknie mi myśl o bezczynności! 🙂

    • Może i ja powinnam ten tekst sobie wydrukować. Bo powstał własnie w chwili, gdy ON zaczął się do mnie dobierać. Gdy to wszystko napisałam, poczułam się lepiej, a on zniknął! 🙂

      • Wiesz, prowadzenie bloga, tak jak pisanie pamiętnika, może być w pewnym sensie formą terapii – więc wierzę Ci, że poczułaś się lepiej. To zresztą dobrze, że masz miejsce, gdzie możesz wyrzucić to z siebie. A przy okazji ktoś spojrzy inaczej na własne życie 🙂

  • Śmieję się kiedy do mnie mówi 😉 Śmiech rozbraja.

    • tiaaa… to zupełnie jak z tym Danio, prawda? 😉 Heh ale ja to mialam taki czas.. tylko, że mi Pan Tata przez wszystkie lata wspólnego wmawiał , że do niczego sie nie nadaję. Wierzyłam. ale już nie wierzę 🙂 Teraz już dopadł mnie głos rozsądku 😉

      • Nie chciałam umniejszać wagi problemu, to tylko mój sposób na tą marudę w głowie 😉 Dostosowany pewnie do skali problemu. Wiem, że niestety przeszłość potrafi bardzo utrudnić życie i wiem, że poradzenie sobie z nią jest ciężką pracą.

  • Nic dodać nic ująć 🙂

  • Świetny motywujący tekst!
    Tak a propos przypomniał mi się cytat z serialu, który uwielbiałam jako nastolatka i nadal darzę sentymentem (kultowe „X-files”): „Ten kto się nie poddaje, nigdy nie umiera” 🙂

    • Dzięki Renia. No coś w tym jest z tym poddawaniem się…