Jak się mierzy kobiecy sukces

Nieustannie odnoszę wrażenie, że w dzisiejszym świecie w dalszym ciągu panuje przekonanie, że lepiej być w jakimkolwiek związku niż żadnym, a miarą sukcesu kobiety jest to, czy posiada partnera. Tak nam społeczeństwo i rodzina wpoiła, że dopóki masz faceta to wszystko z Tobą w porządku. Wtedy cała reszta też się jakoś poukłada.

A co jeśli cała reszta się układa bez mężczyzny? Gdy jest fajna praca, niezależność finansowa, życie na satysfakcjonującym poziomie, swoboda w podejmowaniu decyzji, komfort, inteligencja, uroda i atrakcyjność? To wszystko jakby się kasuje, bo nie masz faceta. Rodziny. Dzieci. A przecież jesteś już po trzydziestce, więc WYPADAŁOBY już się ustatkować (cokolwiek to znaczy!). Wkurza mnie to. Wkurza mnie nie tylko to, że społeczeństwo z góry narzuca nam kobietom schematy myślenia, ale także to, że ja wpadam czasami w tą pułapkę. Raz na jakiś czas dopada mnie nostalgia i poczucie beznadziejności, bo w moim wieku jestem niezależną singielką. Bo wiem czego chcę. Dla siebie. Jakby jakieś przekleństwo. Jakby coś było ze mną nie tak. Jakby wszystkie wybory, których dokonałam z myślą o sobie, były nieistotne, bo koniec końców jestem przecież sama! Smutna, pogubiona singielka. Co ona ze sobą zrobi? Jak sobie poradzi? Co ludzie powiedzą? Co z nią jest nie tak???

Nic. Wszystko z nią w porządku. Po prostu żyje swoim życiem. Postanowiła, że woli być sama niż w związku, który ją nie satysfakcjonuje. Woli kierować się sercem niż rozsądkiem czy desperacją. Dzięki Bogu nie chce mieć dzieci, więc tykanie zegara biologicznego wogóle ją nie obchodzi. Ma pracę, którą lubi, wraca do mieszkania które lubi, spędza czas tak jak lubi. Do niczego się nie zmusza. Jest niezależna.

Czy jest kobietą sukcesu? Tak. Nawet jeśli nie ma faceta i rodziny? Tak.

I tylko czasami czuje się samotna. Ale akceptuje to uczucie, bo wie, że przecież wszystko jeszcze się może zdarzyć.

Dzien za dniem pada deszcz,
Slonce spi, nie ma cie,
Jest mi bardzo, bardzo zle.
Zimny kraj, zimny maj,
Koty spia, miasto spi,
Czarodziejskie snia sie sny.
W moim snie, cudownym snie,
Tylko kocham kocham, kocham,
Bawie sie, la la, la la!
W moim snie, cudownym snie,
Tylko kocham kocham, kocham,
Bawie sie, la la, la la!
W moim snie, cudnym snie,
Przez zielonosc wolno plyniesz
I do brzegu zblizasz sie.
Cudny kraj, cudny maj,
Slonce mruzy twoje oczy
Gdy calujesz, piescisz mnie.
W moim snie, cudownym snie,
Tylko kocham kocham, kocham,
Bawie sie, la la, la la!

 

To nie kwestia szczęścia tylko kwestia wyborów

Kiedy w pierwszy dzień nowej pracy świeci słońce, pomimo zapowiadanego deszczu, kiedy jest ciepło, pomimo że to dopiero początek angielskiej wiosny, kiedy pociąg przyjeżdża na czas, a autobus nie stoi w korku, kiedy przybywasz na spotkanie chwilę przed umówioną godziną, by mieć 5 minut dla siebie na szybkie przypudrowanie nosa i złapanie oddechu – to się nazywa szczęście.

Co tu dużo mówić. Teraz z perspektywy osoby, której w końcu się układa, mogę śmiało powiedzieć, że jest mi dobrze. Dostaję to czego chcę. Pomimo że jestem leniem i panikarą, zawsze spadam na cztery łapy. Nie jestem ani hipochondryczką ani histeryczką, ale czasami zdarza mi się wyolbrzymiać sytuację, w której się znajduję. Panikuję, bo jestem niecierpliwą bestią i wszystko chcę teraz i od razu.

Nową pracę dostałam w 6 tygodni. Gdybym chciała jakąkolwiek, znalazłabym ją w jeden dzień, ale ja chciałam, by była wyjątkowa, wymarzona i na miarę moich kwalifikacji i doświadczenia. W moim wieku już nie wypada się cofać i zaniżać swoich oczekiwań. Trzeba się cenić. Dlatego ryzykowałam. Dwa razy odwołałam spotkanie, raz uciekłam z firmy nim doszło do rozmowy, ze trzy razy nie odpisałam na maila lub odezwałam się z opóźnieniem. Nazwij to głupotą, ja Ci powiem, że to intuicja raczej.

To nie kwestia szczęścia tylko kwestia wyborów

Gdy pierwszy raz zadzwonili do mnie w sprawie obecnej pracy – byłam chora. Głosu to prawie nie miałam i w zasadzie z góry uprzedziłam, że w tej rozmowie ja będę osobą która słucha. Maksimum, które z siebie wykrzesiłam to “Ok” “Yeah” i “Yes I used to do that”. Po kilku dniach dostałam maila z opisem stanowiska i kilkoma pytaniami. Odpisałam na drugi dzień dopiero. Zaprosili mnie na interview z 2 tygodniowym wyprzedzeniem. Nie traktowałam tego poważnie, bo początkowo miała to być robota na niepełny etat. Prawie o tym zapomniałam. Dzień przed ustalonym terminem, byłam bliska odwołania wszystkiego, przekonana, że i tak chcę wyjechać z Londynu. Do dzisiaj nie wiem, czemu ten mail nie poszedł w świat! Intuicja jakaś.

Po godzinie gwiazdorzenia i opowiadania, jakim to byłam pracownikiem roku, wiedziałam, że mam tą pracę w kieszeni, a spotkanie z szefem szefów to czysta formalność. Ale nauczona doświadczeniem postanowiłam nie skakać jeszcze z radości, nie pić szampana i nie wydawać niezarobionych milionów. No dobra, kupiłam sobie balerinki za £20, w drodze na kolejne interview.

Dzisiaj mam szefa, który jest inteligentnym człowiekiem z poczuciem humoru. Do swoich pracowników odnosi się z szacunkiem. Każdego obdarza zaufaniem i wspiera swoją wiedzą. Mam swoje biurko, dostałam firmowego laptopa. Nikt mi nie patrzy przez ramię, nie rozlicza z ilości wypitej kawy, częstotliwości wyjścia do toalety, nie odmierza czasu spędzonego na przerwie. Współpracownicy przywitali mnie niezmiernie ciepło i życzliwie. Będę zarabiać przyzwoite pieniądze, takie które w końcu pozwolą mi wyjść z długów i odłożyć coś na czarną godzinę.

Plan miałam taki, by znaleźć mieszkanie/pokój w odległości nie większej niż 15 minut piechotą od pracy. Siedzę teraz w przytulnym, jasnym, ciepłym i ślicznym pokoiku, który mogłam urządzić całkowicie po swojemu. Nikt mnie nie rozlicza z przybitych gwoździ do ściany, nikt mi nie grzebał w wyciągu bankowym przed wprowadzką, nikt nie zabrania zapraszać do siebie znajomych na weekend. Dwupoziomowe mieszkanie z dużym salonem, toaletą na przeciw mojego pokoju oraz dwiema łazienkami na górze, współdzielę z czterema super babkami. Wszystkie w moim przedziale wiekowym. Okolica jest spokojna. Duże okno mam z widokiem na zielony skwer oraz ładny budynek mieszkalny, który jest w odpowiedniej odległości, by nie czuć się podglądaną. Nie słychać już karetek jadących na sygnale, ruchu ulicznego, czy walczących ze sobą w nocy lisów, które brzmią jakby obdzierali kogoś ze skóry.

Do pracy idę piechotą 10 minut. Po drodze mogę kupić sobie ulubioną sojową latte z syropem orzechowym oraz wstąpić do Waitrose’a i zaopatrzyć się w świeże pieczywo na śniadanie. Po przeciwnej stronie ulicy mojego biura znajduje się siłownia, żebym mogła chodzić na zajęcia bez wymówek (bo lata wciąż lecą, a dupa nie maleje). W okolicy znajduje się także mój ulubiony pub, restauracja, sklep z ciuchami oraz dwie sieciówkowe drogerie, gdyby zachciało mi się nowego lakieru do paznokci. Stacja kolejowa jest w połowie drogi między biurem a moim mieszkaniem, a do centrum Londynu mogę się dostać w zaledwie 15 minut pociągiem. No dobra w 20!

Patrzę sobie na moje życie i się uśmiecham, bo choć nie wiem, gdzie będę za kilka lat, dziś wiem, że jest mi dobrze i jestem szczęśliwa. Dziś wiem i rozumiem, że życie to nieustanne wzloty i upadki. Dziś wiem, że po burzy na prawdę wychodzi słońce, a z każdego dołka da się podnieść. Dziś wiem, że czasami trzeba sobie popłakać, wpaść w sezonową depresję, zaryzykować i coś stracić, by później docenić dary losu.

Zdolny leń to za mało by coś w życiu osiągnąć

Ja wiem, że człowiek to z natury leniwa istota. Patrząc na naszych przodków, to poza sporadycznymi polowaniami na zwierzynę, całymi dniami niewiele robili. W sumie nie musieli. Ich głównym celem było przetrwanie – mieć co zjeść, mieć gdzie się schować, rozmnażać się i odchować potomstwo. W dzisiejszych czasach wiele osób wiedzie podobny żywot, ale Ci którzy chcą osiągnąć w życiu coś więcej, muszą wziąć się za siebie i ciężko pracować.

Zdolny leń

Od dzieciństwa miałam przyklejoną łatkę: zdolny leń. Podążając za tym tokiem rozumowania uznałam, że po co mam się bardziej starać, skoro jestem zdolna. To, co szło mi z łatwością, brałam za pewnik, a resztę trochę olewałam. Nigdy nie przychodziło mi do głowy, by przykładać się bardziej, uczyć więcej, pracować dłużej. Biernie przyjmowałam rzeczywistość.

Cecha wspólna ludzi sukcesu

Niejednokrotnie pisałam wam, że zgubiłam się w myśleniu: jakoś to będzie. Ale jak też wiecie, doszłam do wniosku, że JAKOŚ mi już nie wystarcza. Kiedy zaczęłam śledzić poczynania ludzi, którzy odnieśli sukces, okazało się, że łączy ich jedna wspólna cecha: WYTRWALE PRACOWALI. Nie byli szczęściarzami, którzy nagle wygrali na loterii, nie byli ani ładniejsi, brzydsi, zdolniejsi czy z lepszych domów. Oni po prostu pracowali na swój sukces. Tylko tyle i aż tyle.

Oni mogą? Mogę i ja

To mi dało do myślenia. Przecież ja też tak mogę. Zamiast wylegiwać się w łóżku do 12, wstanę o 7, by mieć więcej czasu na produktywne działania. Zamiast zalegać na kanapie przed telewizorem, mogę czytać inspirujące książki, by poszerzyć horyzonty myślenia, mogę pójść na siłownię, by wyćwiczyć ciało, o którym marzę. Zamiast zazdrościć innym kariery, mogę sama zmienić pracę na taką, w której będę się realizować, a jeśli brakuje mi jakiś kwalifikacji lub wiedzy, zapiszę się na dodatkowe kursy, popytam znajomych lub obejrzę kilka filmów na Youtubie. Jeśli postanowię któregoś dnia, że chcę mieć swój własny biznes, to nie będę czekać z założonymi rękami, aż ktoś zapuka do mych drzwi i wręczy mi kopertę z napisem “Firma Gradowej – mission completed”. No nie. Nic się samo nie wydarzy. Wszystko osiąga się ciężką pracą, dzień po dniu!

Rozumiem to oburzenie, gdy ktoś zaczyna komentować czyjeś osiągnięcia słowami: udało mu/jej się. To pada najczęściej z ust tych osób, które same wolą na codzień dłubać w nosie, zazdrościć innym i na wszystko reagować: też bym tak mógł, ale mi się nie chcę.

Czym jest wytrwalosc w dazeniu do celu?

  • determinacją, czyli wytrwałym dążeniem do celu pomimo trudności
  • poświęceniem, czyli np rezygnacją z wyjścia do kina, na rzecz nauki
  • dokonywaniem wyborów
  • wyznaczaniem celów
  • realizowaniem harmonogramu
  • poszerzaniem wiedzy poprzez czytanie książek czy uczestnictwo w kursach
  • ambicją, czyli sięganiem po więcej
  • nie poddawaniem się
  • walką ze swoimi słabościami i przeciwnościami losu
  • robieniem swojego wbrew opiniom znajomych/rodziny
  • spełnianiem marzeń

Co nam przyniesie wytrwalosc?

  • satysfakcję
  • sukces
  • pieniądze
  • uznanie
  • dumę
  • poczucie spełnienia
  • szczęście

Manifestowanie wytrwalosci jest dla mnie szczególnie ważne. Za dużo czasu zmarnowałam siedząc na tyłku i biernie czekając na spektakularne zmiany w swoim życiu. Na zbyt długo utkwiłam w przekonaniu, że życie musi być wygodne, a poświęcenia bolą. Wystarczy mi leniuchowania i patrzenia jak życie przecieka mi przez palce. Może i jestem zdolny leń, ale to co przychodzi z łatwością – cieszy tylko na chwilę. Dopiero gdy wkładam całą swoją energię w działania, czuję prawdziwą satysfakcję, a małe sukcesy motywują mnie do sięgania po więcej.

Randka w ciemno, na której każdy z nas był

Ubierasz swoje najlepsze ciuchy, wskakujesz w wyjściowe buty, robisz perfekcyjny makijaż, upewniasz się, że paznokcie są równo pomalowane, układasz włosy przez pół godziny, a na koniec spryskujesz się delikatnie perfumami. Lekko poddenerwowana, ale jednocześnie podekscytowana, wychodzisz z domu, na tyle wcześnie, żeby czasem się nie spóźnić.

W drodzę jesteś lekko spięta, obmyślasz w głowie wszystkie możliwe scenariusze, zastanawiasz się co powiesz, o czym będziecie rozmawiać i czy złapiecie chemię. Gdy docierasz na miejsce, ostatni raz spoglądasz w lusterko, po czym kroczysz pewnym krokiem z uśmiechem na twarzy w jego stronę. Witacie się uściskiem dłoni. Rozmowa kwalifikacyjna własnie się rozpoczęła.

Chcesz wypaść jak najlepiej. Uśmiechasz się często, słuchasz z zainteresowaniem co ma do powiedzenia druga strona, przytakujesz skinieniem głowy, odpowiadasz na pytania, a czasem sama je zadajesz. Co jakiś czas poprawiasz włosy i upewniasz się, że spódniczka nie podjeżdża Ci za wysoko. Nie odsłaniasz wszystkich kart. Oboje prowadzicie grę, w której każdy chwali się tym, co ma do zaoferowania. Ręce masz zimne z lekkiego zdenerwowania, a suchość w ustach zapijasz wodą.

Zafascynowana tym wszystkim, co do Ciebie mówi, w głowie już sobie wyobrażasz wasz ‘związek’. Fantazjujesz o tym jak będziecie razem współpracować, bazując na obietnicach, które z takim przekonaniem on składa Ci już na pierwszym spotkaniu. Podekscytowana i z uśmiechem na twarzy żegnasz się taktownie uściskiem dłoni z nadzieją, że on zadzwoni na dniach.

Mieliście taki flow, że nie masz co do tego wątpliwości. Ale mimo to się denerwujesz. Chodzisz przez kolejne dni z telefonem przy dupie. Sprawdzasz co chwilę, czy aby na pewno masz zasięg, a dzwonek jest wystarczająco głośny byś go usłyszała, nawet odkurzając mieszkanie. W głowie analizujesz przebieg waszego spotkania. Zastanawiasz się, czy nie palnęłaś jakiejś głupoty i czy gdy on się śmiał, to na pewno z Twojego żartu, a nie z Ciebie. Żałujesz, że nie wspomniałaś o swoim doświadczeniu podczas wakacyjnych praktyk. Wertujesz jego profil na firmowej stronie. Widzisz siebie za tym biurkiem ze zdjęcia.

Nagle telefon.

Serce Ci szybciej bije, głos lekko drży, bierzesz 3 głębokie oddechy, odbierasz…