Czy związek hamuje nasz rozwój?

Zasiedziałam się ostatnio. Zrobiłam się marudna, nerwowa, sfrustrowana, zniechęcona, moja pewność siebie sięga zeru, nie mam siły ani ochoty nigdzie wychodzić, a wszystkie moje ambitne plany są tylko w mojej głowie. I wiecie co jest najgorsze? Szukam przyczyn tego stanu na zewnątrz! Bo pogoda, bo zimno, bo rano, bo wieczór, bo okres, bo PMS, bo to jego wina!

Tak... Gdy zadowolenie z życia mi spada, zawsze szukam winy na zewnątrz i niemal zawsze obrywa mój partner. Bo tak łatwiej. Bo jest pod ręką, zresztą co ja jestem temu winna? To on tak na mnie działa. Nie motywuje mnie, sam późno wstaje, zrobił się trochę leniwy, zasiedziały i w ogóle mało pewny siebie. Zaraz zaraz. Czy ja na pewno mówię o nim? Bo brzmi jak idealny opis mojej osoby!

Easy Life

Komfort i wygodne życie jest fajne. Ale nie na dłuższą metę. Ja zawsze uważałam, że najlepiej działam wtedy, gdy pojawiają się problemy. Jest stres - jest motywacyjny kop to pracy. Wtedy się nie zastanawiam, po prostu działam. Wzrasta moja pewność siebie, a kreatywność sięga zenitu. Taką siebie pamiętam z okresu bycia singielką. Skupiałam się tylko na sobie, na swojej pracy, rozwoju, awansie. Żadne smutki i analizy nie zaprzątały mojej głowy, a moja strefa komfortu polegała na tym, że wciąż byłam czymś zajęta.

Gdy tylko wkraczam w związek, całą swoją uwagę kieruje na niego. I nie mówię tu o stanie zakochania, gdy jesteś naćpana endorfinami. Mówię o tym okresie, kiedy związek wkracza na stabilne tory, a Ty czujesz się tak pewnie, że zapominasz o swoim rozwoju. Dbam o to by zająć się domem, zrobić zakupy, coś ugotwać, posprzątać, a wieczory i weekendy spędzić razem. I kończy się tak, że zalegamy przed TV oglądając 5 sezonów The Good Wife w niecały miesiąc, a w weekendy piżamujemy do 12, znów nic nie robiąc w kierunku własnego rozwoju.

Oczywiście, że najłatwiej jest powiedzieć, że to jego wina. Tylko to nie będzie prawdą. Nikt poza nami nie jest odpowiedzialny za nas samych, za nasze życie, wybory i rozwój. W zasadzie jakby mi mój partner zaczął mówić jak mam żyć, szybko pokazałabym mu drzwi.

Dlaczego tak jest, że kobiety (najczęściej) tak łatwo rezygnują ze swoich ambicji, planów i marzeń na rzecz związku i partnera, obwiniając go później za taki stan rzeczy. Przerzucają na niego odpowiedzialność i wytykają mu cechy, które tak na prawdę określają je same: lenistwo, brak pewności siebie, brak ambicji, zniechęcenie, depresyjny nastrój. Dlaczego potrafimy walczyć o siebie będąc singielkami, a gdy tylko wejdziemy w rolę pani domu to odpuszczamy i stajemy się niezadowolonymi z siebie frustratkami?

Egoizm - pierwszy stopień do życia

Magda, ja po swoich ostatnich doświadczeniach doszedłem do wniosku, że w życiu trzeba być egoistą. W tym sensie, że właśnie skupić się na sobie, na swoim rozwoju, na czymś co Cię rozwija - czy to jest blog, firma, praca dla firmy - nie ważne. Bo jeśli nie jesteś happy i nie masz poczucia spełnienia, to żaden związek nie pomoże i każdy związek się rozpadnie.

Nie chodzi o to, by być zapatrzoną w siebie egoistką, nie dbającą o potrzeby partnera.Chodzi o to, że dbając o siebie, dbasz o swój związek. Gdy jestem zadowolona z siebie, a to co robię daje mi satysfakcję, automatycznie przekłada się to na jakość mojego związku. Co więcej, moja pracowitość, pasja i determinacja wpływają na jego motywację i nawet jeśli on także zrobił się zasiedziały i leniwy, moja energia mu się udziela.

Ta dawka egoizmu daje mi jeszcze coś jeszcze - poczucie niezależności. W przeszłości wielokrotnie "uwieszałam" się na partnerze, po czym byłam rozżalona i zła, gdy on tracił mną zainteresowanie. A po bolesnym rozstaniu okazywało się, że zostawałam z niczym. Skupiona tylko na związku i partnerze, poddałam się ze swoimi planami i marzeniami, czego później gorzko żałowałam.

Czy związek hamuje nasz rozwój?

Nie. To my same się ograniczamy. Skupiamy się na czynnikach zewnętrznych szukając wymówek dlaczego czegoś nie możemy zrobić. Rezygnujemy ze swoich pasji na rzecz związku, po czym budzimy się z ręką w nocniku - sfrustrowane, zrzędliwe kwoki. Narzekamy, że nie mamy o czym porozmawiać z partnerem, a same ostatnią książkę przeczytałyśmy rok temu i był to Dziennik Bridget Jones. Marudzimy, że on nas nigdzie nie zabiera, a same z inicjatywą wyszłyśmy miesiąc temu i był to obiad u Twojej mamy. Zrzędzimy o porozrzucane skarpetki i nieumyte naczynia, a to wszystko dlatego, że nic innego do roboty nie mamy...

Nie obwiniaj swojego partnera o hamowanie Twojego rozwoju. TY i TYLKO Ty jesteś za siebie odpowiedzialna i TYLKO TY możesz coś ze sobą zrobić by znowu poczuć satysfakcję ze swojego życia.

Weź książkę do ręki, zapisz się na kurs, idź na jakiś wykład lub warsztaty, odśwież dawne znajomości, znajdź lub odkurz swoją pasję. Benefity z tego będą korzyścią dla obu stron.

Do dzieła!

Czy związek hamuje nasz rozwój?

16 comments

  1. Hai Le 17 września, 2015 at 16:36 Odpowiedz

    Ja myślę, że czasami hamuje, w jednym przypadku – kiedy to zły związek. I zgadzam się ze stwierdzeniem, że najpierw powinniśmy zatroszczyć się o siebie. Jak niby mamy kogoś uszczęśliwić, jeśli sami nie jesteśmy szczęśliwi?

    • Gradowa 17 września, 2015 at 16:39 Odpowiedz

      Absoutnie się z Tobą zgadzam, sama w takim związku kiedyś byłam, gdy partner sabotuje Twój rozwój i podważa Twoje osiągnięcia. Ale to chyba temat na osobny post 😉

  2. Gender Gosposia 17 września, 2015 at 17:24 Odpowiedz

    Moje myśli i doświadczenia mówią mi, że związek jest formą zycia pro rozwojową. W związku zostawia się ciepłe kapcie i na wzajem nakręca sie do działania. Koryguje błędy, wspiera i motywuje. Czasem piżamuje ale to nie hamulec rozwoju tylko natura. Nie można full time pędzić do przodu z nowymi pomysłami. To krok do wypalenia.

  3. PhotoooAmator 17 września, 2015 at 19:08 Odpowiedz

    Bo związek tworzą 1 + 1 = 2 i dlatego ja chcę cieszyć się chwilami dobrymi jak i tymi złymi w związku także próbować motywować kochaną osobę aby poznawała mój zaplątany świat i abym ja też go poznawał jej świat!!

  4. Magdalena Rolnik 18 września, 2015 at 18:53 Odpowiedz

    Zgadzam się. Związek wspomaga rozwój. Motywuje. Zadbany związek może wynieść na takie wyżyny, że głowa boli 😀 Bo idzie się we dwoje – choć czasem w różne kierunki, na różne szczyty w innych łańcuchach 😉 Ale razem. A tak można zajść dalej 😀

    • Gradowa 17 grudnia, 2015 at 13:21 Odpowiedz

      Absolutnie się z Tobą zgadzam, fajnie że Twój mąż Cię motywuje, gdy tego potrzebujesz. W moim poście chodziło mi o całkowite przerzucanie odpowiedzialności za swój rozwój na partnera.

  5. geekenglish.pro 12 grudnia, 2015 at 13:39 Odpowiedz

    Wydaje mi się że też wpadłam na początku w tą pułapkę. Gotowanie idealnych obiadków po 11 godzinach pracy, robienie zakupów i tachanie 20 kg do domu, sprzątanie wszystkiego sama itp. – bo chciałam żeby było idealnie. Teraz często mamy pustą lodówkę, a na obiad jemy mrożoną pizzę i jakoś świat się nie zawalił. Ja jestem dużo bardziej wypoczęta, mam więcej czasu na swoje rzeczy i przestalismy się kłócić o to czy naczynia zostały umyte od razu czy 4 godziny później 😉 same się wpedzamy w tą pułapkę, mimo że nikt tego od nas nie oczekuje.

    • Gradowa 17 grudnia, 2015 at 13:19 Odpowiedz

      Mnie tez udało się w tym zakresie wyluzować. Ale to wymagało czasu i dotarcia się z partnerem. Przekonania sie, że nawet jeśli nie będzie idealnie, to ja wciąz będę kochana. Dzięki temu mam więcej czasu na swoje sprawy, zamiast zajmować się tylko i wyłącznie obowiązkami domowymi 😉

  6. AleXandra 21 grudnia, 2015 at 12:08 Odpowiedz

    Chyba każda z nas przez to przechodzi. Ja na pewno! Porzucałam swoje zainteresowania na rzecz drugiej osoby. Najzabawniejsze, że często nawet jeżeli siliłam się na świadomość i konkretne starania, aby zapobiec takiej sytuacji, stawałam się jemiołą – pasożytem zrośniętym z partnerem, od którego zależał np. mój nastrój. Ale za to pasożytem głośno mówiącym o swojej niezależności (o ironio!). Chyba czas popracować nad tym na poważnie, bo samo staranie się to za mało 😉

Leave a reply