gradowa - królowa idiotkowania

Jak typ wychowywany przez wilki pozwolił mi poznać siebie

Jakiś czas temu wywróciłam swoje życie do góry nogami i postanowiłam sobie poidiotkować. Bo ja tak lubię emocjonalny rollercoster i zabawy w kotka i myszkę. Bo mi się stabilność znudziła i przekonałam siebie, że ja wolę zadawanie się z toksynami. Ani się obejrzałam i jeden z nich stał się pracą na pełny etat, tylko że bez finansowych korzyści.

idiotkowanie #1

Najpierw wymyśliłam sobie exhumację pana zapominalskiego. Taki klasyk, że gdy Ci w życiu sie nie układa lub po prostu w dupie Ci się poprzewracało z wygody, postanawiasz odsmażyć kotleta, wmawiając sobie, że ten ów przeterminowany już schabowy jest miłością Twojego życia i nic lepszego Ci się nie trafi. I nie ważne, że nawet wtedy gdy był świeży, to szybko zrobił się bez smaku i doprowadził Cię do rozstroju żołądka, niestrawności i zgagi. Zabiegałam więc o kogoś, kto miał mnie już w serdecznym poważaniu, ale brakowało mu odwagi by powiedzieć mi to wprost. Taki trochę pies ogrodnika. W końcu udało mi się uświadomić, że brak odpowiedzi jest odpowiedzią i dziś już się z tego śmieję, ale mówię wam, że idiotkowanie to chyba sprawia mi przyjemność.

Gdy trochę się ogarnęłam, poszłam po rozum do głowy, by wystartować w konkursie KRÓLOWEJ idiotek.

idiotkowanie #2

To była 'miłość od pierwszego wejrzenia'. I nie przesadzę, jeśli powiem, że całkowicie straciłam głowę dla toksyna wychowanego przez wilki, pana zapominalskiego o skrzywionym kręgosłupie, czyli trzy-w-jednym. Woohoo!

Zaczęło się niewinnie - od idiotkowania bez zobowiązań z typem otwartym. Otwartym jednostronnie, bo co wolno było jemu, mnie już niekoniecznie. Przez jakiś czas próbowałam być ogarnięta i udawać, że jego czary na mnie nie działają, ale niestety oksytocyna pomieszana z adrenaliną skutkuje zamętem w głowie, czyli idiotkowym zakochaniem. Na próżno były przestrogi znajomych, bo ja już założyłam dla niego księgę usprawiedliwień. Chłopak miał przecież 'potencjał' a ja tak lubię wyzwania...

Pan wychowany przez wilki nieustannie wzbudzał moją sympatię i współczucie. Wiedział jak mnie oczarować i utrzymać przy sobie wystarczająco blisko, by mieć do mnie dostęp, ale jednocześnie na dystans by poświrować, gdy mnie nie było w pobliżu. Gdy się oddalałam i milknęłam, to doskonale wiedział jak o sobie przypomnieć. Gdy w końcu padły z jego ust 'I love you' (po pijaku na wpół śpiąco, ale co tam!), wydawało mi się, że wygrałam na loterii. Potem jednak usłyszałam, że on mówi 'kocham Cię' wielu osobom. Ot takie tam świrkowanie. Ale ja w swojej księdze usprawiedliwień znalazłam na to odpowiedź - on się boi zobowiązań. Biedny, pokrzywdzony, nierozumiany. No to ja oczywiście uznałam, że trzeba go uratować, a najlepiej to zrobić moim kochającym serduszkiem na dłoni...

Układ jednostronnie otwarty trwał jakiś rok. Ja chciałam być taka open-minded i adventures, ale tak na prawdę byłam idiotką dającą się robić. Ja sobie tłumaczyłam, że to ok, że on sobie może, a ja po protu nie chcę z nikim innym tylko z nim. Ot mój przecież wybór. Poza tym on pan zazdrośnik, to wolałam go nie zasmucać. Zazdrosny, bo wiecie, tak mu na mnie zależy, że się czuje zagrożony. Poza tym wychowywany przez wilki, więc ma problemy z zaufaniem. Ja mu przecież udowodnić musiałam, że mnie ufać może.

Jak do Polski ze mną poleciał i poznał całą moją rodzinę i ja pomyślałam, że to już chyba coś znaczy, to się zbulwersował, że tylko kobiety mogą sobie coś takiego ubzdurać, że przecież mi mówił, że on woli idiotkowanie bez zobowiązań. Im bardziej on mnie robił, tym bardziej ja myślałam, że muszę się starać. Bo moja księga usprawiedliwień podpowiadała, że on chce, tylko się boi.

Myślę, że dałam sobie serce złamać więcej niż 3 razy. Wracałam po więcej, naiwnie wierząc, że w końcu bedzie lepiej, zwłaszcza gdy w końcu z typa otwartego zrobił się panem jednej kobiety, czyli mnie. To wcale jednak nie oznaczało, że przestał mnie robić, ale właśnie mając go 'na wyłączność' pozwoliło mi zauważyć, jakim Królem Toksyn on był. Koniec końców, w pizdu rzuciłam go przez smsa po tym jak mnie znów publicznie olał, na co odpowiedział mi, że jestem łatwa i zrywam z nim, żeby mieć wymówkę i przespać się z pierwszym lepszym. Taki z niego był słitaś.

Chciałam spisać cała listę spierdolin jaką znosiłam przez dwa lata, idiotkowania z nim ale chyba jednak nie chcę się aż tak otwarcie przyznawać, jak bardzo dawałam się robić. Zresztą, to by był śmiech przez łzy...

Czego nauczył mnie pan toksyn wychowywany przez wilki

Gradowa, królowa idiotkowania, czyli jak dawałam się robić

Całe to doświadczenie zmusiło mnie do zajrzenia w głąb siebie. Uświadomiło mi, że jakiś musi być powód, że nieustannie wdaję się w toksyczne związki, prowadzę księgę usprawiedliwień i wybaczam niewybaczalne.

Do tej pory uważałam, że po prostu tak mi się źle trafiało i w końcu spotkam pana normalnego. Ale gdy pan normalny okazywał mną zainteresowanie, to ja wręcz przeciwnie... Wiecie, pan miły = pan nudny.

Lata terapii nie dały mi tyle wglądu w siebie co związek z toksynem. On był moim lustrem. Lustrem dla wszystkich ignorowanych problemów, z którymi zmagałam się przez lata, ale których nie byłam w pełni świadoma.

Zaczęłam zadawać pytania: dlaczego ochłapy nazywam miłością. Dlaczego w imię 'miłości' pozwalam innym na nieszanowanie mnie, pomiatanie mną, obrażanie i składanie obietnic bez pokrycia. Dlaczego uganiam się za typami emocjonalnie niedostępnymi, wierząc, że ich uratuję, że dla mnie się zmienią, że ze mną będzie inaczej.

Kobieta kochająca za bardzo

Powiem wam dlaczego: po pierwsze ja sama jestem typem emocjonalnie niedostępnym. Ja kocham za bardzo, bo sama boję się być kochana i szanowana. Bo nie ufam i nie wierzę, że zasługuję na prawdziwą miłość. Bo ja nie wiem jak wygląda prawdziwa miłość, dlatego związek, w którym ktoś wywołuje we mnie te same emocje, których doświadczyłam w dzieciństwie, ja mieszam z troską i zaangażowaniem. Ktoś kto jednego dnia mówi mi, że mnie kocha, a drugiego ignoruje albo porównuje do innych kojarzy mi się...  z mamą...

Ja myślałam, że jak wyjadę z Polski i utnę kontakt z mamą to wszystko się ułoży. Tylko niestety ja sobie mamy zachowanie, z którym 'nauczyłam się radzić' znalazłam w kimś innym i nazwałam go moją bratnią duszą.

Odkąd uświadomiłam sobie bolesną prawdę o swoich tendencjach wpadania w toksyczne związki, rozpoczęłam edukację na temat współzależności, osobowości narcystycznej i empatycznej. Książkę "Kobiety, które kochają za bardzo" przeczytałam jednym tchem dekadę temu, ale wtedy jej nie rozumiałam. Dziś, po tych moich przejściach, czuję że mogłabym być ambasadorką wszystkich idiotek i pomagać im zrozumieć siebie, by uwolnić się od typów wychowywanych przez wilki, bez poczucia winy.

Czasami kochamy niewłaściwą osobę i zastanawiamy się, jak mogliśmy obdarzyć miłością kogoś, kto na to nie zasługiwał. Ale nie powinniśmy myśleć w ten sposób. Powinniśmy myśleć, że nasza zdolność do okazywania miłości oznacza, że miłość nosimy w sobie. Podobnie jak szczerość, dobroć, troskę o innych. Nie skupiaj się na tym jak inni to wykorzystują. Skup się na fakcie, że te cechy czynią Cię tym, kim jesteś - piękną osobą, zdolną do miłości.

Ten wpis był inspirowany podcastem Okuniewskiej 'Ja i moje przyjaciółki idiotki', który odkryłam z polecenia w święta 2019 i przesłuchałam wszystkie odcinki w dwa dni <3

4 comments

  1. Alejandra Piorkovsky 8 stycznia, 2020 at 20:04 Odpowiedz

    Hej! Mój ex, zakochany w sobie narcyz, egoista i manipulant może nie robił dokładnie tego samego, ale przymuszał do związku, jak mu się udało to manipulował ile mógł, karał mnie ciszą, zasady były tylko dla mnie, a jak mi coś nie pasowało, to byłam wariatką, która nie wierzy w siebie, bo jakbym była siebie pewna to bym nie była zazdrosna. Prawie zrobił ze mnie wariatkę, ale w czas sobie uświadomiłam, że zawsze w jego towarzystwie byłam smutna, nawet jak niby dobrze się bawiliśmy. To prawda, że ciało i intuicja dają nam znaki, tylko trzeba umieć patrzeć.
    Kobiety, które kochają za bardzo czytałam i stwierdziłam, ze ja mam problem z nawracaniem takich ludzi, bo doszukałam się podobieństw między nimi a moim tatą – może mglistych i dalekich, ale jednak. Ostatnio wpadł mi w ręce Atlas toksycznych facetów, też się dobrze czyta 🙂 Głowa do góry, chociaż już wiadomo, co z nami nie tak. Teraz tylko trzeba włączyć radar antytoksyk i do boju 🙂

    • Gradowa 9 stycznia, 2020 at 11:50 Odpowiedz

      Hej! Dzięki za komentarz.
      To jest chyba właśnie to, że gdy uświadomimy sobie, że w towarzystwie tej osoby nie jesteśmy sobą i smucimy się częściej niż uśmiechamy to jest sygnał, że związek nie jest zdrowy. Dobrze, że udało Ci się z tego związku wyjść i mam nadzieję, że udaje Ci się ogarniać i unikać następnych toksyn 🙂

Leave a reply