Jak się zmotywowałam do ćwiczeń

Słyszeliście, co mówią o endorfinach? Poprawiają humor i dodają energii. Jeszcze kiedyś zazdrościłam wszystkim ćwiczącym, że pomimo wylewania siódmych potów na siłowni, uśmiech nie schodzi im z twarzy, a siłą i witalnością wręcz promieniują. Dziś sama jestem taką osobą. Uzależnioną od fitnessu!

I just don't think that Brooke could've done this. Exercise gives you endorphins. Endorphins make you happy. Happy people just don't shoot their husbands, they just don't. /Legally Blonde/

Nie od razu tak było. Byłam typowym osobnikiem ze słomianym zapałem do wielkich zmian wraz z poniedziałkiem, pierwszym dniem miesiąca, od jutra, od Nowego Roku. Ćwiczyłam w domu, biegałam, jeździłam na rowerze. Niestety za każdym razem poddawałam się, uznając, że ja po prostu się do tego nie nadaję, że bez sensu, że po co mi ten pot, że to takie trudne, że ała, że cholera jasna idź mi z tą Chodakowską, chcę czekolady.

Tym razem jest inaczej, bo zmieniłam całkowicie swoje podejście do ćwiczeń i odchudzania. Metodą prób i błędów wypracowałam sobie idealnie pasujący mi harmonogram i teraz wręcz doczekać się nie mogę każdych zajęć. Wszystko zaczęło się od tego, gdy uświadomiłam sobie, że Lata lecą, dupa rośnie 😉

Jak się zmotywowałam do ćwiczeń?

KUPIŁAM KARNET NA SIŁOWNIĘ

Nigdy wcześniej nie miałam karnetu na siłownię. Po prostu samo słowo "siłownia" źle mi się kojarzyło - karki, koksy, półnagie barbie i takie tam wstydy. Dlatego uznawałam, że lepiej ćwiczyć w domu z Youtubem - za darmo, na miejscu, kiedy tylko mi się chcę. No właśnie. Kiedy tylko mi się chcę - czyli jeśli akurat mi się nie chcę, to moge odpuścić, bo przecież z nikim nie umawiałam się na żadną godzinę, nie rezerwowałam miejsca, nie przepadnie mi kasa. Wykupienie karnetu na siłownię, za który płacę prawie £70 za miesiąc, mobilizuje, by jednak z tego korzystać. Bo szkoda kasy. Dlatego warto. Wybrałam klub, który jest blisko mojego domu (5 minut rowerem) i w którym dobrze się czuję - nie jest obskórny, chodzą do niego cywilizowani ludzie, wszystko mam w jednym miejscu (siłownia, zajęcia fitness, basen, sauna, kawiarnia, nawet fryzjer 😉

Już wiem, jak to jest poddać się, teraz chcę zobaczyć co się stanie, jeśli tego nie zrobię.

KUPIŁAM SOBIE FAJNE SPORTOWE CIUCHY I BUTY

Nie wiem jak wy, ale ja wychodząc do ludzi lubię dobrze wyglądać - to raz. Dwa - na siłowni ściany są w większości pokryte lustrami, w których przeglądam się cały czas (żeby sprawdzać, czy dobrze wykonuję ćwiczenie ofcoz), więc chcę lubić to swoje odbicie. Trzy - z nowymi ciuchami tak mam, że jak kupię sobie coś fajnego, chcę to natychmiast na siebie założyć i się pokazać. To jest mój trik, gdy potrzebuję kopniaka motywującego - kupuję sobie nowy T-shirt, spodnie lub buty i zaraz chce mi się iść niczym na wybieg 🙂 Niektórzy kupienie nowego ciuchu na fitness traktują jako nagrodę, na mnie to nie działa.

PRZESTAŁAM SIĘ ODCHUDZAĆ

Oczywiście moim celem w dalszym ciągu jest zrzucenie kiligramów, ale nie skupiam się obsesyjnie tylko na tym. Dzięki czemu łatwiej mi wsłuchać się w swoje ciało, a co najważniejsze - współpracuję z nim zamiast walczyć. Korzyść z tego jest też taka, że jak czuję, że chce mi się czekolady, białego chleba czy lazanii to po prostu to sobie zjem i nie robię z tego powodu problemu. Zaletą regularnych ćwiczeń jest to, że po jakimś czasie już nie masz ochoty na te małe grzeszki, a poza tym nawet jeśli zafunduję sobie cheat day, wiem, że następnego dnia wypocę się na siłowni.

ZAAKCEPTOWAŁAM SWOJE CIAŁO

Tak jest moi drodzy, zaakceptowanie swojego ciała było dla mnie bardzo istotne, by podejść do ćwiczeń i odchudzania w pozytywny sposób. Po pierwsze, jak wspominałam już powyżej, takie podejście sprawia, że z ciałem współpracujesz, a nie walczysz, opiekujesz się nim zamiast stawiać mu wymagania, bierzesz na siebie odpowiedzialność za to, że to TY przez te wszystkie lata doprowadziłaś się do nadwagi, słabej kondycji, wiszących ramion. W zgodzie ze sobą podjęłam wyzwanie, by traktować swoje ciało jak partnera, któremu muszę pomóc powrócić do formy. Im bardziej mu pomogę, tym bardziej mi się ono odwdzięczy.

Body confidence does not come from trying to achieve the 'perfect' body. It comes from embracing the one you have already got.

PRZETESTOWAŁAM PROWADZĄCYCH I WYBRAŁAM TYCH, KTÓRYCH LUBIĘ

Pamiętam jak kiedyś próbowałam ćwiczyć z Chodakowską, bo taka moda była i w ogóle WOW jakie efekty można osiągnąć dzięki Skalpelowi. Więc się mobilizowałam i dla tych EFEKTÓW zmuszałam się codziennie do ćwiczeń. Ale poddawałam się, bo po prostu głos tej pani oraz brak jakichkolwiek emocji i potu na jej twarzy skutecznie mnie zniechęcał. Przerzuciłam się na Mel B i zaraz motywacja mi wzrosła. Podobnie zrobiłam z zajęciami fitness. Co z tego, że lubię jogę jeśli prowadzący jest kompletnie antypatyczny? Zostałam przy tych, z którymi czuję flow, a gdy krzykną You can do it!! na prawdę w to wierzę i z uśmiechem cisnę się bardziej.

WYBRAŁAM ZAJĘCIA, KTÓRE SPRAWIAJĄ MI PRZYJEMNOŚĆ

jak się zmotywować do ćwiczeń

Przetestowałam prowadzących i przetestowałam zajęcia dostępne w moim klubie. Z góry odrzuciłam wszelkie Zumby, Salsy czy inne taneczne formy aerobiku, bo wiem, że mnie to nie kręci, bo zamiast skupiać się na technice skupiam się na krokach. Tak już mam. Dlatego na chwilę obecną wybrałam Body Pump, Group Cycle, Jogę/Pilates, Aqua Aerobik oraz Step. Na każde zajęcia czekam z niecierpliwością i po każdych czuję, że na prawdę dałam z siebie wszystko.

NA POCZĄTKU JEST CIĘŻKO - ZAAKCEPTOWAŁAM TEN FAKT

Nie od razu Rzym zbudowano. Zaczęłam powoli i stopniowo, poznając siebie i swoje możliwości. Czasami przeginałam i moje ciało się buntowało, gdy z kanapowca chciałam nagle zrobić z siebie sportowca. Niektóre zajęcia sprawiały mi prawdziwą trudność, tak że dostawałam zadyszki, bólu brzucha i skurczy w mięśniach. Ale się nie poddawałam. Gdy tego potrzebowałam - spałam więcej, jadłam lepiej, odpoczywałam dłużej. Teraz zakwasy pojawiają się rzadziej, a z każdym tygodniem zwiększam intensywność lub obciążenie sztangi.

Yesterday I dared to struggle, today I dare to win.

OBSERWUJĘ JAK ZMIENIA SIĘ MOJE CIAŁO

Ważenie siebie to jedno, bo dzięki temu mogę zmierzyć efekty w dążeniu do celu. Sprawdzam wagę raz w tygodniu i zapisuję postępy. Ale oprócz tego, ważna jest dla mnie obserwacja skutków ubocznych w postaci: jędrnej skóry, zarysu mięśni na ramionach, braku zadyszki, gdy wchodzę po schodach u siebie w mieszkaniu, lepsza kondycja i ogólna siła w nogach, więcej energii, lepszy humor, satysfakcja, że z każdym tygodniem mogę na zajęciach dać z siebie więcej. W zasadzie to powinnam raczej powiedzieć, że zrzucanie wagi jest skutkiem ubocznym ćwiczeń, bo te wymienione powyżej to same korzyści!

Once you see results, it becomes an addiction.

Żałuję...

Podjęcie aktywności fizycznej jest elementem mojego ogarniania się w życiu. Wiecznie tylko narzekałam na swoje ciało. Biernie oczekiwałam spektakularnych zmian. Poddawałam się na początku drogi wraz z nastaniem trudności, po czym zawodziłam samą siebie. Moja pewność siebie w związku z tym spadała, no bo jak inaczej, skoro ja sama sobie nie umiem udowodnić, że jak coś postanowię to w tym wytrwam?

Przez ostatnie dwa miesiące udało mi się wykreować nową wizję swojej osoby i teraz z leniwca pospolitego jestem aktywną i pełną energii osobą, cieszącą się z każdego drobnego sukcesu. Opiekuję się moim ciałem, odnoszę się do niego z miłością, a nie nienawiścią. Kiedyś to wszystko wydawało mi się bujdą, dziś wiem, że to prawda.

Niezależnie od tego czy chcesz ćwiczyć, by schudnąć, nabrać kondycji lub po prostu ruszyć tyłek zza biurka, powiem jedno - warto! Jedyne czego ja żałuję, to że nie zaczęłam wcześniej. Ale tak to chyba zwykle bywa - gdy zaczyna nam się w czymś powodzić i okazuje się, że dajemy radę, żałujemy, że nie podjęliśmy ryzyka wcześniej.

27 comments

  1. Ania // alphabetshandmade 10 stycznia, 2016 at 21:28 Odpowiedz

    Super, że dałaś radę się tak zmobilizować! U mnie do tej pory to wyglądało mniej więcej tak, że 2-3 miesiące ćwiczyłam, zdrowo się odżywiałam i dawałam z siebie wszystko, a później motywacja spadała. Ale w tym toku mam silne postanowienie, że wezmę się za siebie na poważnie 😀 właściwie już się wzięłam ;). No i w przeciwieństwie do Ciebie, jakoś lubię Chodakowską. Niekoniecznie jej sposób bycia, ale przyzwyczaiłam się już do jej programów treningowych i najlepiej mi się je ćwiczy 😀

  2. Madziof 11 stycznia, 2016 at 17:43 Odpowiedz

    Kurczę chciałabym mieć taką motywację jak Ty. Myślę, że to ja jestem tutaj Królową słomianego zapału i odkładania wszystkiego na później. Co mogę włączyć z Twojego wpisu dla siebie to dobór odpowiedniego prowadzącego 🙂

  3. Extravegance 11 stycznia, 2016 at 20:19 Odpowiedz

    Muszę przetestować sposób z nowymi ubraniami. Bardzo trudno jest mi znaleźć motywację do ćwiczeń i zwykle nie lubię na siebie patrzeć w lustrze na pilatesie, bo jestem bez makijażu, w jakiś workowatych ciuchach. A już najgorzej jak jest przystojny pan prowadzący, wtedy tylko myślę jak tu się ukryć, zeby mnie tak nie widział 🙂

    Też lubię ćwiczyć z Mel B., a Chodakowska w ogóle mi nie podchodzi.

    • Gradowa 12 stycznia, 2016 at 16:17 Odpowiedz

      No kochaaana, powyciagane dresy to najwiekszy grzech! Ja na pilates też chodzę bez makijażu, ale o dresy i bluzkę to zawsze dbam. Nawet skarpetki wybieram te najfajniejsze i absolutnie ZAWSZE pamiętam o pomalowanych paznokciach u stóp 😉

  4. Nieidealna Anna 11 stycznia, 2016 at 23:25 Odpowiedz

    Wspaniale! Jestem z ciebie dumna, serio wszystkie ważne punkty sa wymienione i robisz to co lubisz 🙂 Ja mam to samo, ćwiczę bo kocham, jem zdrowo i racjonalnie, a jestem sobą taka jaką jestem, lubie siebie i lżej mi z tym 🙂

  5. Sonia Oczadły - dailyway.pl 12 stycznia, 2016 at 21:11 Odpowiedz

    „Gdy z kanapowca chciałam nagle zrobić z siebie sportowca” dokładnie taki cel postawiłam sobie na początku stycznia i też właśnie „szukam” swojego własnego harmonogramu, bo najważniejsze to dopasować rytm do każdej osoby indywidualnie, bo to co działa na jednych niekoniecznie działa na innych. Genialny wpis, bo piszesz wszystko o czym myślę i świetnie się to czyta, bo widać, że rzeczywiście kochasz to robić! 🙂

    • Gradowa 20 stycznia, 2016 at 13:20 Odpowiedz

      Dzięki Sonia! 🙂
      Mnie zajęło kilka miesięcy nim wypracowałam sobie swój harmonogram. W zasadzie do samego odchudzania i ćwiczeń to zabierałam się ładnych kilka lat. Może z wiekiem zmądrzałam po prostu 😉

  6. Izabela Kułaga 12 stycznia, 2016 at 21:34 Odpowiedz

    Gratuluję 🙂 Dokładnie tak jest! Spadek wagi to skutek uboczny, bo najważniejsze jest to jak się czujemy. Ja wszystkim swoim klientom mówię, że ważniejsze od wagi są centymetry i uśmiech na twarzy. Niektóre osoby mają taki typ sylwetki, że waga ani rusz, a wygląd się zmienia, bo tłuszcz jest spalany, a mięśni coraz więcej.
    Ja kilka lat temu zaczęłam dbać o siebie, bo wcześniej paliłam i myślałam, ze skoro jestem szczupła to nie potrzebuję ćwiczeń. Myślę, że każdy musi do tego dojrzeć 🙂

    • Gradowa 20 stycznia, 2016 at 13:19 Odpowiedz

      No własnie niajgorsze jest to, że wiele osób myli szczupłość z byciem fit. Ja lubię z każdym tygodniem obserować jak się zmienia moje ciało. To daje niesamowitą satysfakcję i kopa motywacyjnego.

  7. Angelika Debowska 19 stycznia, 2016 at 13:26 Odpowiedz

    Zdrowe odzywianie i aktywnosc fizyczna nie powinny byc tymczasowe, powinny stac sie stylem zycia. Latwo sie mowi, trudniej robi. Trzeba czasu, aby wyrobic sobie ten nawyk i nie podchodzic do tego z uporem maniaka.
    Zycze powodzenia i trzymam mocno kciuki 🙂

    • Gradowa 20 stycznia, 2016 at 13:17 Odpowiedz

      Niektóre nawyki wyrabia się w kilka dni, niektóre w kilka tygodni, a ten z aktywnością fizyczną zajmuje jednak troche więcej czasu. Ale zdecydowanie warto 🙂
      A Tobie Angela gratuluje przebiegnięcia ostatnio, ile? 19km?:)

      • Angelika Debowska 20 stycznia, 2016 at 16:56 Odpowiedz

        O matko, nawet nie mow! 19 km! Wzielam sie zapisalam na polmaraton to teraz musze cierpiec 😀 Przeciez nie moze byc obciachu, musze dobiec do mety. To ogromny motywator.

        Pamietam, ze jak zapisalam sie na trening z Ewa Chodakowska to trenowalam dlugo i regularnie zeby wstydu nie bylo. Dazenie do celu, do jakiejs wyznaczonej daty pomaga 🙂

        PS. Widzialam, ze sie nareszcie spotkamy w sobote!

Leave a reply