Skąd się wzięły Twoje kompleksy?

Skąd się wzięły Twoje kompleksy?

Podobno każdy ma jakieś kompleksy. Podobno każdy lepiej lub gorzej sobie z nimi radzi. Niektórzy im zaprzeczają, niektórzy próbują z nimi walczyć, niektórzy starają się zaakceptować swoje niedoskonałości. Wbrew krążącej w internecie modzie na samoakceptację, to nie jest takie proste. Bo kompleksy są silnie związane z naszymi doświadczeniami w dzieciństwie. Bo kompleksy są głęboko zakorzenione. Bo kompleksy są częścią nas…

Kompleksy to nie tylko nieakceptacja swojego ciała. Kompleksy to ogólny brak wiary w siebie i swoje możliwości. Porównywanie się z innymi. Rezygnacja jeszcze nim się zaczęło, bo przecież i tak jestem beznadziejna.

SŁOWA, KTÓRE SĄ W TOBIE

Ja mam kompleksy odkąd pamiętam. Choć próbowałam z nimi walczyć przez zaprzeczenie i pewność siebie podszytą strachem, to jednak one od zawsze były częścią mnie. I niestety przyczyniła się do tego moja mama.

“Ta spódnica chyba za bardzo się na Tobie opina”

“Lepiej nosić luźniejsze rzeczy, żeby zakryć wałeczki”

“Takie spodnie są dla szczupłych dziewczyn”

Takie i inne komentarze słyszałam na okrągło od małego. W najgorszym dla siebie okresie, bo w wieku kiedy to mama jest Twoim guru i wierzysz, że to co mówi jest na pewno dobre i właściwe i łykasz wszystko w ciemno. Nie masz wtedy jeszcze zdolności by weryfikować spływające na Ciebie komunikaty. W końcu mama wie najlepiej. Rezultatem tego było noszenie za dużych swetrów (które bardzo często były po prostu swetrami od mamy), za dużych kurtek i płaszczy, koniecznie spodnie, bo łydki przecież za grube na spódnicę, no i raczej nie dżinsy podkreślające niedoskonałości, tylko spodnie z materiału, lekko opływające, żeby czasami żadnych kształtów nie było widać. Mając takie standardy modowe, nigdy nie umiałam wypracować sobie swojego własnego stylu, bo najważniejszym wyznacznikiem było “zakrywanie wałeczków”.

Ale spokojnie, nie musiałam się przejmować tym że jestem “gruba”. Mama zawsze pocieszała mnie tymi słowami:

Nie przejmuj się. A. w Twoim wieku też była krągła, a w liceum bardzo schudła i zobacz jak teraz świetnie wygląda.

To mi zawsze dodawało nadziei. Kiedyś będę jak siostra. A samo pójście do liceum sprawi, że schudnę. Tak jak ona. Taka nadzieja dla mnie! Jeszcze nic straconego. Efekt był taki, że czułam na sobie presję, bo czekałam, aż schudnę “od tak” jak siostra, a tu nic. Czułam się gorsza. Czułam, że zawodzę wszystkich. Kilogramów nie ubywało. Kilogramów przybywało. Bo przecież i tak od dziecka miałam przyklejoną łatkę tej grubej.

Jak możesz tego nie wiedzieć!?

Niewiedza to wstyd. Nie mogę czegoś nie wiedzieć. Zwłaszcza czegoś, co wie moja mama i uznaje za absolutny pewnik. Wszyscy wszystko dookoła wiedzą, tylko ja tego nie wiem. Co za wstyd. Będę pośmiewiskiem. Będzie Ci wstyd. Zobaczysz. Będą się z Ciebie śmiali…

Najgorsze, gdy robiła to na przykład przy moim chłopaku. Lub znajomych.

Czasami, aby sprawdzić moją niewiedzę, wpadała do mnie do pokoju zupełnie z zaskoczenia i pytała “Czy Ty wiesz jaki dzisiaj mamy dzień? A co się wtedy wydarzło? Jak możesz tego nie wiedzieć!?”

Nigdy nie byłam humanistką. Polski i historia to były moje największe zmory. Lubiłam przedmioty, które miały dla mnie jakiś sens, które mogłam zrozumieć i wytłumaczyć. Matmy w ogóle się nie uczyłam, bo po jednej lekcji rozumiałam wszystko i na kartkówkach miałam zawsze 5tki. Angielski sam z siebie od zawsze uwielbiałam. Niestety, to było dla mamy za mało, bo historia jest najważniejsza. NIENAWIDZIŁAM HISTORII. Im bardziej ona o niej mówiła, tym bardziej jej nienawidziłam. Postanowiwszy mi pomóc być lepszą z przedmiotu , którego nie znoszę, przepytywała mnie z faktów z książki. “Jak możesz tego nie wiedzieć?” A za dwóję potrafiła się na mnie obrazić i nie odzywać przez kilka dni.

W ten sposób wyrosłam w przekonaniu, że niewiedza to wstyd. Przyznanie się do niewiedzy to wstyd. Dobre wyniki z przedmiotów, które lubisz, to za mało, bo musisz być najlepsza z tych, które lubi Twoja mama.

Zobaczysz, ludzie będą się z Ciebie śmiali.

Ponieważ słyszałam to bardzo często, zwłaszcza w sytuacji, gdy miałam czelność czegoś nie wiedzieć, zakorzeniło się we mnie przekonanie, że każdy mnie ocenia, wytyka moje błędy i niedoskonałości i oczywiście się z nich śmieje. Znacie to uczucie, kiedy przechodzisz koło grupki osób, które nagle zaczynają się śmiać, a Tobie się wydaje, że to z Ciebie? Na prawdę sporo czasu mi to zajęło, by zmienić swoje myślenie.

Tylko Tobie to się zdarza.

Taki tekst do dziecka, które rozlało herbatę lub zbiło szklankę. To była dla mnie najgorsza trauma, bo przez na prawdę długi czas w takich sytuacjach, już jako dorosła osoba, czułam się absolutnie zażenowana! Miałam poczucie, że wszyscy gapią się na mnie, kręcą głową i myślą sobie “Tylko tej to sie mogło przytrafić”. Co za gamoń. Taka niewinna rzecz, ale strasznie zostaje w głowie.

Dziecko narzekasz na studia, a A. w Twoim wieku to już miała dziecko, pracowała, studiowała i zajmowała się domem!

Przepraszam, że w liceum nie wpadłam z moim chłopakiem, by móc udowodnić całemu światu, że w tak trudnej sytuacji bym sobie poradziła. A teraz jedyne co robię to studiuję i nie mogę ponarzekać sobie ani trochę.

Poza tym to kolejny przykład porównywania mnie z moją siostrą. Przepraszam, że nie jestem tak jak ona… Wyrosłam w przekonaniu, że nie ważne co zrobię, moja siostra zawsze będzie lepsza.

Zmęczona jesteś? W Twoim wieku!? Dziecko, a co ja mam powiedzieć, gdy wciąż do pracy chodzę?

Nie wolno być zmęczoną. Gdy jesteś młoda – jesteś robotem. Ty dziecko nie wiesz co to życie. Co to chodzić do pracy i zajmować się dzieckiem. I Ty mówisz mi, że zmęczona jesteś? Daj spokój…

Znów to poczucie niedoskonałości…

Ja G. w ogóle nie musiałam z nauką pilnować, a i tak same piątki przynosił.”

Tym razem porównanie z moim bratem. Wiecznie niewystarczająco dobra…

A. zna mnie tak dobrze, może to ona powinna być psychologiem?

To była najgorsza rzecz jaką usłyszałam z ust mojej mamy. I pamiętam tą sytuację do dzisiaj. To były święta Bożego Narodzenia. Siedziałyśmy w 3 przy stole, już po kolacji, przy świetle choinki. Mama rzuciła dygresję “ale z jednej rzeczy to się strasznie cieszę”. Nie zastanawiałam się nad tym, by zgadnąć, tylko czekałam, aż powie ciąg dalszy. Moja siostra pociągnęła jej myśl. Trafnie. I wtedy padły te słowa. Mama spojrzała jej w oczy, a ja czułam się jakbym patrzyła na to wszystko z boku i była niewidzialna.

Dopiero co zaczęłam drugi kierunek studiów, o których zawsze marzyłam – psychologię. Mama od początku sceptycznie do tego podchodziła. Miałam poczucie, że mimo iż wsparła mnie finansowo, to w głębi serca czuła, że nie dam rady. Nigdy się mnie o nic nie pytała odnośnie zajęć. Aż tu nagle słyszę takie coś! Znacie to uczucie kiedy nagle przez całe ciało przepływa taki jakby prąd? Tak się poczułam. Jakby mi ktoś policzek w twarz strzelił. I nóż w serce.

Chcesz być psychologiem, a nie wiesz jak rozwiązać nasze problemy?

Przepraszam, że nie wiem jak poradzić sobie z rozwodem swoich rodziców. Przepraszam, że podczas kłótni z Tobą nie umiem spojrzeć na to racjonalnie, bo jestem pod wpływem emocji. Beznadziejny ze mnie psycholog.

Rzuciłam studia psychologiczne po 2 roku. Nie wierzyłam w siebie. Nie było nikogo, kto by mi powiedział: Walcz! Dasz radę! Po prostu się poddałam. Racjonalnie to sobie świetnie wytłumaczyłam, ale tak na prawdę ja po prostu nie widziałam w tym sensu. Uwierzyłam, że się do tego nie nadaję.

To dosłownie garstka tego, co słyszałam przez całe swoje życie od mojej mamy. Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak słowa mogą odcisnąć piętno na naszej osobowości, samopoczuciu, samoakceptacji. Z jednej strony chcę wierzyć, że mama nie robiła tego celowo. Bo przecież mama chce dla nas najlepiej. Z drugiej strony, mogłabym pomyśleć, że pilnowanie mnie w nauce i uświadamianie ważnych faktów to nic złego, bo dzięki temu nie ośmieszyłabym się w trywialnych pytaniach “Matura to bzdura”. Ale z trzeciej strony, słowa ranią. Słowa zostają w Tobie. I nawet jeśli odetniesz pępowinę i pójdziesz żyć swoim życiem, mama jest niczym głos trolla siedzącego na Twoim ramieniu i podkopującego Twoją pewność siebie.

Co kompleksy robią z Twoim życiem?

Przede wszystkim ograniczają. Ograniczają Twój rozwój. Blokują poczucie szczęścia. Kwestionują Twoje osiągnięcia. Zniechęcają do walki. Podsycają strach przed ludźmi. Wzmagają opór wobec zmian, ze strachu przed porażką i sukcesem. Sprawiają, że wiecznie przejmujesz się tym, co powiedzą lub pomyślą o Tobie inni. W najgorszej sytuacji, która niestety mnie spotkała, powodują, że rezygnujesz z marzeń…

Obiecałam sobie, że nie będę dla mojego dziecka taka jak moja mama. Że chcę być inna. Chcę wspierać swoje dziecko i budować w nim poczucie siły i wiary we własne zdolności. Czeka mnie z tym dużo pracy, bo wciąż łapię się na tym, że mam w sobie myśli odzwierciedlające słowa mojej mamy. Na szczęście jeszcze nie na dziecku, ale nie lubię takiej siebie.

Kompleksów nie da się wyprzeć. Nie da się im zaprzeczyć. Nad nimi trzeba pracować. Każdy może to zrobić na swój własny sposób.