dlaczego boisz sie milosci

Dlaczego boisz się miłości?

Pęd życia. Racjonalność. Przewidywalność. Komfort. Wygoda. Strach.

Wracasz każdego dnia do pustego mieszkania i w sumie nawet nie masz czasu na to, by zastanowić się nad tym, co czujesz. Czego pragniesz. Za czym tęsknisz. Czegoś Ci brakuje, ale już sam nie wiesz czego. Odczuwasz jednocześnie jakiś nieopisany lęk, ale odpychasz go. Wypierasz, podejmując się coraz to nowych wyzwań. Biorąc na siebie coraz to nowsze zajęcia, tak że doby Ci nie starcza już nawet na sen.

Pewnego dnia pojawia się ktoś. Staje nieoczekiwanie w Twoich drzwiach i oferuje swoje serce. Na dłoni. Z pełnym pakietem emocji, ekscytacji, spokoju, pożądania, pragnień, obietnic, rozczarowań, akceptacji, miłości. Czego chce w zamian? Emocji, ekscytacji, spokoju, pożądania, pragnień, rozczarowań, akceptacji, miłości. Chce Twojego serca. Chce Ciebie. Ciebie, ale nie Twojego życia. Chce życia z Tobą, przy Tobie, obok Ciebie.

Lęk przed miłością

Kącikiem ust uśmiechasz się i chcesz wyciągnąć swoją dłoń, ale coś Cię paraliżuje. To ten starch. Trzyma Cię w swoich objęciach i nie pozwala uwolnić. Strach, który uruchamia w Twojej głowie lęki.

Boisz się, że jeśli obnażysz swoje uczucia, narazisz się na ryzyko zranienia. Na bezsilność.

Boisz się, że otwierając się na miłość, stracisz kawałek siebie, wolność, swobodę i beztroskość.

Polubiłeś swój egoizm do tego stopnia, że już się go nawet nie wypierasz. Przyznajesz się do niego otwarcie, z błyskiem w oku, dozą nieśmiałości, ale jednocześnie dumy. Jesteś panem swojego czasu, życia, świata. Wzruszasz ramionami, że taki już jesteś. Że taki byłeś, a teraz to nawet jesteś jeszcze gorszy.

Egoizm podszyty strachem. Pewność siebie podszyta strachem. Obojętność podszyta strachem.

Strachem przed uczuciem, miłością, zranieniem, odrzuceniem.

Nie przyznasz się, że czasem czujesz się samotny. To takie niemodne. Słabe, a słabości są dla mięczaków.

Boimy się poważnych decyzji, bo trzeba za nie odpowiadać. Marzymy o zmianie świata, ale często w pozycji horyzontalnej. Najbardziej lubimy babrać się w emocjach, cały czas przed czymś uciekając. ~Edyta Niewińska

Uciekając przed miłością podejmujesz ogromne ryzyko. Ryzyko utraty czegoś wartościowego. Ważnego, bo to emocje kształtują i nadają sens naszemu życiu. Miłość jest emocją. Koniec końców to ta właśnie liczy się najbardziej. Czując coś, cokolwiek, wiemy, że żyjemy. Przeżywamy.

Dlaczego wyrzekasz się więc swoich pragnień? Pragnienia bycia kochanym, akceptowanym, wysłuchanym, zauważonym. To ludzkie. To normalne. To naturalne. Naturalne potrzeby w świecie instant. Dzisiaj możesz mieć wszystko na klik, więc miłość jest czymś czego się boisz, bo tutaj nic nie dzieje się ot tak. Na miłość musisz się otworzyć. Miłość musisz przyjąć i zaakceptować. Wyrzec się lęku lub schować go w kąt. Zapomnieć o przeszłości. Wybaczyć krzywdy. Odpuścić sobie swoje grzechy. Zaryzykować. Brać garściami i dawać drugie tyle. Drugie tyle miłości.

Tylko mi nie pieprz, że nie masz czasu, że nie dasz rady, nie sprostasz, nie podołasz. To wszystko są bzdury. Bzdury, które sam sobie wmawiasz. Wymówki grosza nie warte. Każdy jest zdolny do miłości. Każdy jest wart miłości. Ok, nie chcesz znowu nawalić, zawieść, spieprzyć. A gdyby tak tym razem spróbować inaczej i ze wszystkich sił się postarać? Postarać się dotrzymać danego słowa i już na prawdę kochać tak do końca, jak kocha się tylko raz? Przecież wiem, że potrafisz. Przestań dłużej siebie oszukiwać, że Ci dobrze tak jak jest. Daj sobie szansę i przyznaj, że osoba, która stanęła dziś w Twoich drzwiach ze swoim sercem na dłoni, jest dla Ciebie wybawieniem. Spełnieniem. Pragnieniem. Weź tylko głęboki oddech i nie oglądając się za siebie, przyjmij jej pomocną dłoń…

“Nie potrafiłem jej zrozumieć. Powinienem sądzić ją według czynów, a nie słów. Czarowała mnie pięknem i zapachem. Nie powinienem nigdy od niej uciec. Powinienem odnaleźć w niej czułość pod pokrywką małych przebiegłostek. Kwiaty mają w sobie tyle sprzeczności. Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać.”
Antoine de Saint-Exupéry “Mały Książę”

Dlaczego kobiety bardziej kochają mężczyzn niż siebie?

Pamiętacie scenę z SATC, kiedy Samantha rozstaje się z Richardem? Oddaje mu pierścionek, a jego “I love you” kwituje tymi słowami: “I love you too Richard, but I love me more”.

Przez ostatni miesiąc wysłuchałam sporo historii z cyklu problemy damsko-męskie. Zadziwiające jak one wszystkie są do siebie podobne, chociaż każda z nich opowiedziana była przez inną osobę.

#1 Czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie?

Kobiety bardzo często wpadają w pułapkę swoich własnych iluzji. Słyszą to, co chcą usłyszeć, analizują każde jego słowo, a gdy coś im nie gra, nie spytają wprost, nie wyjaśnią, tylko dopowiedzą coś sobie, przetłumaczą po swojemu i żyją w tej fantazji. Odtwarzają w myślach scenariusze, przewijając taśmę w przód i w tył, wycinając fragmenty, które nie pasują do ich wizji.

Tak się rodzi rozczarowanie. Bo nagle się okazuje, że on jednak wcale nie miał w planie związku, on po prostu dobrze czuł się w Twoim towarzystwie, lubił spędzać z Tobą czas, fajnie mu się z Tobą gadało. Dzwonił do Ciebie często, bo chciał usłyszeć Twój głos. Czasami się z Tobą przespał, ale przecież to tylko sex, którego oboje chcieliście po wypiciu butelki wina. Kilka razy bada teren, żeby się upewnić, że jesteś jego przyjaciółką, a Ty niczego nie podejrzewając, cieszysz się, że jesteś mu bliska. Któregoś dnia, gdy siedzicie przytuleni na kanapie, zupełnie niewinnie, informuje Cię, że poznał dziewczynę. Choć serce przestaje Ci bić, tracisz oddech, a oczy mimowolnie zalewają się łzami, Ty głęboko je przełykasz, by wykrztusić z siebie neutralne “Aha, to fajnie”.

Wpadasz w mini depresję, bo uświadamiasz sobie jak wiele dla niego poświęciłaś. Olałaś przyjaciół, zaniedbałaś pracę, trochę więcej pijesz i zdecydowanie za dużo jesz. Wszystko w imię iluzji, którą starannie wyhodowałaś. On Ci nigdy nie powiedział, że Cię kocha, nie składał żadnych deklaracji, ale Ty mimo to łudziłaś się, że coś z tego będzie. Pozwoliłaś sobie na to, by zakochać się w kimś, kto nigdy nie potwierdził, że czuje tak samo. Wypełniłaś sobie pustkę w swoim życiu jego osobą, bo nie chciałaś być dłużej taka samotna. Tak bardzo go pokochałaś, że zapomniałaś o sobie. I teraz jesteś sponiewierana. Troszkę na własne życzenie.

#2 Ale ja go kocham!

Na początku jest wspaniale. Cudownie. Lukier, rzyganie tęczą i kolorowe jednorożce. Każde spotkanie jest magiczne, a pocałunkom mogłoby nie być końca. Uwielbiasz na niego patrzeć, jego uśmiech Cię rozbraja, a zapach przyprawia o ciarki na skórze. Tęsknisz po 5 minutach od rozstania, a w domu nie możesz się skupić, bo myślisz tylko o nim. Policzki bolą Cię od śmiania. Przed zaśnięciem wymieniacie milion wiadomości, a Twoja skrzynka pęka w szwach, bo każdego smsa żal Ci skasować. Spacery, trzymanie za ręce, wtulanie się, pierwsze “Kocham Cię” wypowiedziane zupełnie przypadkiem, gdy wychodzicie od znajomych z imprezy. Motylki w brzuchu i różowe okulary na nosie. Nie wierzysz w to, jaką jesteś szczęściarą!

Przepełnieni szczęśliwością postanawiacie ze sobą zamieszkać, by móc cieszyć się sobą non stop. Ty, choć widzisz go codziennie, czujesz, że masz go jakby mniej. Z jednej strony zapominasz, że z czasem to normalne, że musimy oddać się swoim obowiązkom, ale z drugiej irytuje Cię fakt, że on po przyjściu z pracy od razu siada do komputera i gra, na treningi chodzi 5 razy w tygodniu, a w weekendy obowiązkowo ogląda mecze w TV. Coraz trudniej namówić go na wspólny spacer, a gdy tylko chcesz coś pomarudzić, słyszysz “Oj Myszko….”

Zaczynasz wmawiać sobie, że to Twoja wina. Podążasz za schematem, który popełnia prawie każda, oddana miłości kobieta: zaniedbujesz swoje życie, a on staje się Twoim priorytetem. Uznajesz, że jeśli zrezygnujesz z dodatkowych zajęć, po pracy zamiast spotkać się z koleżanką wrócisz czym prędzej do domu, by czekać na niego z ciepłym obiadkiem to coś się zmieni – będziecie mieć dla siebie więcej czasu. Skutek jest taki, że on jest teraz całym światem i nie masz nic poza tym związkiem. Związkiem, który przestaje Cię satysfakcjonować, bo im bardziej chcesz go zamknąć w swojej klatce, tym bardziej on się z niej wymyka. Twoje poczucie własnej wartości spada do zera. Lekceważysz wszystkie niepokojące sygnały, powtarzając sobie jak mantrę: Ale ja go kocham! (Bardziej niż siebie.)

#3 Ja wiem, że mu zależy!

W końcu to on wyszedł z inicjatywą, żebyście zaczęli się spotykać. Od początku wiedziałaś, że coś między wami iskrzy, więc jego deklaracja była tylko tego potwierdzeniem. Sex jest taki cudowny, on jest taki czuły! Czasami tylko się uniesie i wtedy potrafi być niemiły. Ale Ty to rozumiesz, w końcu niedawno rozstał się z żoną. Biedaczek. Pamiętasz jak Ci się wypłakiwał ze zdrad swojej byłej żony? Tyle przeszedł… On Cię teraz potrzebuje, więc zgadzasz się na wszystko. Także na to, że widzicie się zaledwie raz na miesiąc (nie możesz od niego wymagać, aby przyjeżdzał do Ciebie częściej, skoro mieszka 5 godzin jazdy samochodem stąd) oraz na to, że gdy wraca do siebie, pisze jakby rzadziej i jeszcze na to, że gdy się zdenerwuje to sprawia Ci przykrość. Przestałaś o siebie dbać – nie jesz, nie śpisz jak trzeba, wyglądasz gorzej niż własna matka. Karmisz się obietnicami składanymi Ci przy każdej wizycie. Przekonana jesteś o tym, że jemu zależy. On po prostu potrzebuje więcej czasu. A to zdjęcie jakiejś dziewczyny podpatrzone u niego w komórce? Oj tam oj tam. To na pewno nic takiego. Faceci… Jemu zależy na mnie. Przyjeżdża do mnie raz w miesiącu, jest troskliwy i czuły (dopóki się nie wkurzy), a poza tym nie przeszkadza mu, że Twój rozwód nie jest jeszcze formalnie załatwiony. Jest taki wyrozumiały! Nie mogę na niego naciskać, żeby się nie zniechęcił. Będę cierpliwie czekać. Może jak skończę w szpitalu podłączona do kroplówki w wyniku niedożywienia, to wtedy będzie przyjeżdżał częściej. Ja wiem, że mu zależy!

3 historie jeden problem

Jak wszystkich tych historii wysłuchałam to zrobiło mi się cholernie smutno. Po pierwsze dlatego, że było mi ich żal, bo każda z nich jest taką fajną dziewczyną, ładną, zdolną i cholernie przez wszystkich lubianą. Po drugie dlatego, że każda z nich postępuje w ten sposób z jednego prostego powodu – strachu przed samotnością.

Dlaczego kobiety tak bardzo boją się samotności, że gotowe są odpuścić swoje życie dla faceta? Dlaczego wolą sobie wmówić, że wszystko jest ok, choć w środku rozpadają się na drobne kawałki a każdego dnia uchodzi z nich życie? Dlaczego nie umieją tego przerwać i postawić siebie na pierwszym miejscu? Dlaczego oddają swoje życie w ręce kogoś innego w imię ‘miłości’?

Kobiety kochające za bardzo

Patrząc na to tak całkiem trzeźwo, jedyne co przychodzi mi do głowy to stwierdzenie: jakie te baby są głupie! Może i tak, ale co jest głupiego w tym, że chcemy być kochane? Co głupiego jest w tym, że chcemy być dla kogoś ważne, więc poświęcamy się w taki sposób, jak chciałybyśmy być traktowane w zamian. Co głupiego jest w tym, że decydując się na miłość, pozbawiamy się swojej warstwy ochronnej, a w wyniku dysonansu pomiędzy rzeczywistością i oczekiwaniami, wychodzą na wierzch wszystkie nasze lęki, kompleksy i traumy?

kobiety kochające za bardzo