gradowa.pl

Lata lecą, dupa rośnie

Dziś miałam chwilowe zamglenie. Zapomniałam ile mam lat! Formułując pytanie do Fisha: Hey, how old… mnie olśniło. Niewątpliwie jestem już na początku 4 dekady mojego życia. Dobrze, że Fish zawsze elegancko z takich sytuacji wychodzi, bo twierdzi, że on nie wie, ile ja mam lat. Dla niego zawsze mam tyle, na ile wyglądałam, gdy się poznaliśmy (czyli jakieś 25;)). I choć faktycznie nie czuje się na swoje lata, to jednak metryka nie kłamie, a co gorsza zwolniony metabolizm także nie…

Tak jest drogie Panie, po 30-tce metabolizm spada i niestety nadprogramowe kalorie odkładają się także w cyckach. I co tu zrobić, gdy na wadze codziennie przybywają niechciane kilogramy? Jesień jest spoko, bo można okryć się długaśnymi swetrami, które przykryją dupę i zakryją brzuszek, ale to nie zawsze tylko o wygląd chodzi.

Diety są do dupy

Nie nazwałabym siebie grubą. W zasadzie nigdy bym nikogo tak nie nazwała, bo uważam, że jest to bardzo obrażające określenie. Rzekłabym raczej: mam świadomość swojej nadwagi. Niestety nie jestem osobą, która byłaby w stanie wytrwać na jakiejkolwiek diecie. Wynika to głównie z mojej niecierpliwości i gdy efekty nie pojawiają się w miarę szybko, to się zniechęcam i znajduję milion racjonalnych powodów, dla których odchudzanie jest bez sensu. Takie podejście zwalnia mnie z myślenia, że odniosłam porażkę. Po prostu – diety są do dupy.

Kamufaż przestał działać

Przyszedł jednak taki moment, w którym trzeba zrobić rachunek sumienia i dojrzale podejść do kwestii odchudzania. Bo prawidłowa waga to nie tylko zgrabne ciałko. To przede wszystkim zdrowie. Nie mogę być wiecznie obojętna na to, że wejście po schodach w moim mieszkaniu przyprawie mnie o lekką zadyszkę (a stopni jest zaledwie 13!). Nie mogę lekceważyć faktu, że pobolewają mnie czasami kolana i plecy. Fakt, że dżinsy przestały być wygodne, zatuszowałam noszeniem leginsów, długich koszulek i luźnych swetrów. Kamuflaż opanowałam w stopniu expert. Ale to wszystko oszukiwanie samej siebie.

Motyw 1

Odkryłam ostatnio swoje zapiski i jeden z nich mówił: nim zajdę w ciążę, chcę schudnąć. Ten motyw ma w sobie dwa powody: po pierwsze boję się, że z mega nadwagą po ciąży będzie mi po prostu ciężko zajmować się dzieckiem. Po drugie, jako osoba wrażliwa, ze skłonnością do depresji, boję się, że zwisający po ciąży brzuszek i wielki tyłek sprawią, że moje macierzyństwo będzie zalane łzami i niechęcią do życia. Bynajmniej – nie tak wyobrażam sobie bycie szczęśliwą mamą.

Jojo

Problem polega na tym, że mój metabolizm jest mocno rozregulowany. Schudnę 3 kilo, przytyję 3,5. Znów schudnę, by waga wróciła do punktu wyjściowego, w tydzień po kupieniu sobie bluzki o rozmiar mniejszej. Naiwnie myślałam, że samo przejście na weganizm, stopi zalegający tłuszczyk. Choć początkowo trochę straciłam na wadze, jako że żywiłam się tylko warzywami i owocami z obawy przed zjedzieniem czegokolwiek odzwierzęcego, to niestety po przywróceniu do jadłospisu chleba, kaszy i ryżu waga wróciła na swoje miejsce.

Start with WHY

Podobno każdą dietę powinno zacząc się od określenia swojej motywacji, czyli DLACZEGO chcę schudnąć. Ja mam tych powodów sporo i może jak je wkońcu spiszę, będzie mi łatwiej osiągnąć cel. Większość moich motywów wynika z lęków:

  1. Chcę wyglądać młodo niezależnie od wieku
  2. Chcę być niezależna i sprawna, nawet w podeszłym wieku
  3. Chcę kiedyś pójść na plażę/basen i nie czuć się skrępowana w bikini
  4. Chcę mieć dobrą kondycję mając dziecko
  5. Chcę zawsze dobrze wychodzić na zdjęciach
  6. Chcę móc nosić szorty w lecie
  7. Chcę nosić sukienki w lecie bez obtartych ud
  8. Chcę, aby ciuchy w rozmiarze ‘uniwersalny’ na mnie pasowały (swoją drogą irytuje mnie taki rozmiar)
  9. Chcę przestać mieć obsesję na punkcie swojej wagi
  10. Chcę być zdrowa

Powiem wam, że gdy tylko to napisałam, poczułam, że teraz odchudzanie ma jakiś sens i nie jest jedynie celem samym w sobie z efektem gdzieś za mgłą. Ja na prawdę najbardziej boję się niedołężności na stare lata i zależności od kogoś. Jeśli zaś o wygląd chodzi, to zawsze miałam obsesję by nie wyglądać staro. Niestety tusza postarza, nawet jeśli wskoczę w trampki i nałożę na głowę różową czapkę z pomponem.

Plan na dupę

Choć pisząc ten tekst, zajadałam się własnoręcznie zrobionym czekoladowym brownie, to jednak poczułam, że tym razem moje postanowienie schudnięcia będzie inne. Pomocny jest fakt, że jutro poniedziałek, a najlepiej wprowadza się zmiany od jutra, a jeszcze lepiej od poniedziałku. Teraz potrzebuję jakiegoś konkretnego planu, więc dość paplania, bo lata lecą, dupa rośnie, a tego nie chcem! Poza tym zmęczona jestem zazdroszczenia innym utraconych kilogramów! Więc…

Do zobaczenia na siłowni! 🙂