O zaczynaniu od nowa. Znowu.

Wydaje wam się, że życie na emigracji jest łatwe? Oświecę was. Nie jest. Zwłaszcza jeśli wyjeżdzasz, by od czegoś uciec. By zacząć od nowa. Jest ciężko. Kurewsko ciężko, bo chcąc nie chcąc stoisz rozkrokiem pomiędzy swoimi dawnym życiem w Polsce, a tym nowym w innym kraju.

Gdy przyjeżdzam do Polski, każdy się mnie pyta: Kiedy wracasz? A ja nie wiem co odpowiedzieć, bo nie wiem czego dotyczy pytanie. Wracam w jakim sensie? Kiedy wracam do Londynu, bo w Polsce jestem tylko w odwiedziny, czy kiedy wracam do Polski, w sensie wracam do ojczyzny i mojego dawnego życia?

Gdzie jest to moje życie teraz?

Nie wiem.

A tak w ogóle… to co właściwie jest wyznacznikiem tego, że ja będę wiedziała, gdzie jest mój dom?

Czy jest nim mieszkanie, które urządzę po swojemu malując ściany na mój ulubiony kolor i wieszając obrazki, bez obawy, że zostanie dziura, za którą potrącą mi z kaucji? Czy jest nim praca, która daje mi pieniądze i poczucie stabilności? Czy jest nim osoba, przy której wiem, że nie ważne gdzie ważne że z nim?

Home is wherever I’m with you.

Dzisiaj zostawiam nic i wracam do niczego. Bo jakoś tak wyszło, że nie wyszło. Zaczynam od nowa. Znowu, kurwa. Znowu! Czy płaczę? Nie. Chociaż… no dobra… troszkę płakałam. No dobra nie troszkę. Wylałam kurwa morze łez. Ryczałam tak, że chusteczek nie starczało, a oddechu złapać nie mogłam. Wiecie co jest najgorsze w płaczu? Że musisz płakać po cichu. Że płaczesz z bezsilności i poczucia niesprawiedliwości, ale zachowujesz pozory i zawołana na obiad, schodzisz na dół jak gdyby nigdy nic. Uśmiechasz się, żartujesz, rozmawiasz, a w środku wszystko się kotłuje. I już nawet nie chcesz pytań w stylu: ‘co się stało?’, bo i tak odpowiesz, że ‘nic’. Bo myślisz sobie, ale kto mnie zrozumie? Kto zrozumie, że ja ZNOWU zaczynam od początku? Od nowa. Że zostawiam, że odchodzę, że idę dalej. No kto??? Jak wytłumaczyć, że to dla lepszego jutra? No jak???

Because I still haven’t found what I’m looking for.

W sumie, to ja się zmian nie boję. Lubię zmiany. Cieszę się na zmiany! Chociaż… może jednak nie do końca tak jest. Boję się! Kurewsko się boję, bo przecież ja znowu od początku muszę stworzyć swój świat. Udowodnić innym, że jestem coś warta. Co tam innym! Ja sobie muszę to udowodnić! Przekonać siebie po raz kolejny, że dam kurwa radę! Że zaczynanie od nowa, nie jest porażką, tylko odwagą! Bo nie zgadzam się na bylejakość w moim życiu. Bo chcę czegoś więcej. Bo wciąż nie znalazłam tego, czego w życiu szukam. To, co jest dla mnie ważne, wciąż jest gdzieś tam za mgłą i ja muszę się przez tą smugę przedostać. Ile mi to zajmie? Nie wiem! Czy warto? Myślę, że tak. Do tej pory nie żałowałam żadnej swojej decyzji. Każda z nich była trudna i wywoływała zdziwienie osób trzecich. Ale to zdziwienie wynikało raczej z podziwu, że jednak stać mnie na to, by powiedzieć dość, by odważyć się przyznać, że to znowu nie to. Że chcę szukać dalej pomimo, że nie wiem, co tam za rogiem na mnie czeka. Może nic? A może coś na tyle niesamowitego, że w jednej chwili poczuję ulgę i z uśmiechem powiem do siebie: ‘udało się!’ ?

Czemu chcę sobie wywrócić życie do góry nogami? Życie, które z pozoru wygląda na dobre i poukładane?

Bo dla mnie ‘dobre’ życie to za mało. Nie raz pisałam, że ja chcę ŻYĆ, a nie tylko istnieć. ŻYĆ. Chcę przeżywać. Czuć. Odczuwać. Emocje. Radość. Ból. Miłość. Śmiech przez łzy. Naiwność. Głupotę. Szaleństwo.

Zwariowałaś!?

No i co z tego? 🙂

Dam radę !!! A jak nie dam? Dam !!!
A jak się przewrócę? To się podniosę!
A jak się nie podniosę? To sobie poleżę!
A potem? A potem wstanę i pójdę dalej!

(Afirmacja by Jacek Walkiewicz)

Kobieto nie zamartwiaj się! Czyli jak powstrzymać przeżuwanie myśli

Kiedyś spóźniłam się na samolot i spędziłam w związku z tym 24 godziny na lotnisku. Miałam sporo czasu na refleksje. Pomimo zmęczenia i niewyspania, mój umysł nie dawał mi spokoju i co jakiś czas męczył mnie wyrzutami sumienia oraz pytaniem: jak mogłam zapobiec tej sytuacji? Znacie to? Coś się stało i już się nie odstanie, ale wy wciąż przeżuwacie myśli, zarzucając sobie, że gdybyście postarali się bardziej, wszystko potoczyłoby się według planu?

Siedziałam więc nad 5-tą kawą i snułam fantazje o tym, co bym teraz robiła, gdybym dzień wcześniej była na lotnisku na czas. Gdyby ten cholerny autobus się nie spóźnił, gdyby nie było korka na trasie, gdyby kierowca wcześniej zmienił trasę, gdybym wyszła wcześniej z domu, gdybym nie miała tej przeklętej torby… pewnie bym zdążyła! Im bardziej się za to biczowałam, tym gorzej się czułam. Zamiast skupić się na teraźniejszości i z niej czerpać korzyści, ja wciąż tkwiłam w przeszłości. Wiecie co mi dało takie myślenie? Nic. Bo jaki ja mam teraz wpływ na to, co już się stało? Żadnego. A jaki mam wpływ na swoje myśli? Ogromny!

Postanowiłam przejąć kontrolę nad swoim umysłem. Nie było to łatwe, bo dręczące mnie myśli powracały, ale gdy je w końcu ujarzmiłam, zniknęły całkowicie. Najważniejsze to je zauważyć i wychwycić. Za każdym razem, gdy zaczynałam rozkładać zaistniałą sytuację na czynniki pierwsze, dawałam sobie niewidzialnego plaskacza w twarz i mówiłam w duchu: STOP! Stało się! Trudno! Shit happens! Po czym skupiałam się na czymś innym. Zabieg powtarzałam kilkukrotnie.

Zrozumiałam, że przeszłości nie mogę zmienić, więc nie ma sensu się zamartwiać.

Takich przykładów mogłabym wyliczyć całe mnóstwo. Domyślam się, że wam także to się zdarza. Bo człowiek to by chciał tak wszystko mieć według planu, wszystko móc przewidzieć, wszystko mieć pod kontrolą. Jednocześnie nie pozwalamy sobie na popełnianie błędów. Na powiedzenie sobie – ok schrzaniłam sprawę, ale trudno, idę dalej, nie ma sensu się tym dalej przejmować. Wyciągam wnioski na przyszłość i koniec. Nieeee po co. Lepiej się ZA-MAR-TWIAĆ 🙂

Zaprawdę powiadam Ci: odpuść sobie. Uśmiechnij się do siebie, machnij na to ręką i idź dalej. A Gradowa to następnym razem zaplanuje sobie 2-godzinną rezerwę czasową, just in case 🙂

Na zapas nie warto się martwić, na zapas warto się cieszyć.

Zamartwianie się może dotyczyć także przyszłości, kiedy przeżuwamy myśli na temat zdarzeń, które jeszcze nie miały miejsca, ale nam się wydaje, że jak obmyślimy scenariusz, to będzie nam łatwiej stawić czoła trudnym sytuacjom. Pamiętam jak niejednokrotnie w głowie wyobrażałam sobie przebieg jakiejś rozmowy czy spotkania. Koniec końców wszystko i tak wyglądało zupełnie inaczej! No bo jaki ja mam wpływ na to, co powie lub jak zachowa się osoba, z którą będę się widzieć? Niewielki. A jaki jest sens stresować się i przeżywać wszystko podwójnie, jeszcze nim się wyszło z domu? Żaden. Dlatego lepiej na zapas się cieszyć niż martwić:)

O jeżu co ja teraz zrobię!

Najgorzej jest chyba wtedy, gdy zamiast podejmować się konkretnych działań, zbyt długo siedzimy i się zamartwiamy.
Straciłam pracę? O jeeeżu jak ja znajdę nową! Zacznij szukać?
Nie mam przyjaciół? O jeżuuu jaka ja samotna jestem! Wyjdź z domu?
Zgubiłam telefon. O jeżuuu i co teraz? Nic – zablokuj numer i załatw sobie nowy?

Generalnie ja rozumiem, że potrzebujemy czasu na refleksje, by przemyśleć sobie pewne sprawy. Chodzi jednak o to, by nie trwało to zbyt długo. By to przeżuwanie myśli i zamartwianie się o przyszłość nie ciągnęło się w nieskończoność i aby nie zdominowało naszego życia.

Zamartwianie się – fałszywa troska

Ostatnim elementem zamartwiania się, którego nie mogę pominąć, jest zamartwianie się o innych. Ja oczywiście daleko szukać nie muszę, bo miałam z tym do czynienia na co dzień. Gdy straciłam pracę i swoje odpłakałam, szybko zaczęłam szukać nowej. Wierzyłam, że prędzej czy później mi się to uda, bo miałam świadomość swoich umiejętności. A jak zareagowała moja mama? O jeżu i co Ty teraz zrobisz? Jak sobie poradzisz? Wiesz, bo syn mojej koleżanki to ponad pół roku już szuka i nic. Wiecie co taki przekaz mi mówi? NIE WIERZĘ, ŻE DASZ SOBIE RADĘ. To nie jest troska. Troską by było powiedzenie: na pewno dasz radę, a gdybyś potrzebowała wsparcia finansowego, to daj znać. Pamiętam jak się wtedy wkurzyłam i niemalże musiałam mamie wykrzyczeć, że mam doświadczenie, wykształcenie, znam języki, poza tym jestem zdolna, więc na pewno dam sobie radę! I dałam 🙂

Dlatego pamiętajcie: po pierwsze, nie bądźcie takimi przyjaciółmi/partnerami/rodzicami, którzy będą mylić troskę z brakiem wiary w czyjeś możliwości. Po drugie, niech czyjeś zamartwianie się o was, nie podcina wam skrzydeł. Bo osoby, które w ten sposób reagują na wasze problemy, pokazują SWOJE lęki i SWÓJ brak pewności siebie i nie ma to nic wspólnego z wami.

Nie trać czasu, Twoje życie to czas

Jakby nie patrzeć, zamartwianie się to przede wszystkim STRATA CZASU. Co się stało – się nie odstanie, co ma się stać – się stanie i nie zawsze mamy na to wpływ. Nie możemy przewidzieć wszystkiego. Nie możemy w pełni kontrolować zdarzeń, bo czasami życie płata nam figla i trzeba to zaakceptować. Nie ma co gdybać, nie ma co załamywać rąk, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Jak powstrzymać przeżuwanie myśli?

  • Skupić się na teraźniejszości
  • Zauważyć swoje myśli i pozwolić im odejść
  • Podejmować działanie
  • Wyciągnąć wnioski i iść dalej
  • Zaakceptować swoją porażkę/błąd/niepowodzenie
  • Uwierzyć w swoje możliwości
  • Zająć się czymś innym – przestań skupiać się na problemie
  • Spisać swoje myśli/uczucia
  • Porozmawiać z kimś o swoich zmartwieniach

Jak być odważnym

YOLO – You Only Live Once. Ten hipsterski manifest wbrew pozorom ma sensowne przesłanie. Przynajmniej ja go próbuję odczytać w następujący sposób: Żyjesz tylko raz. Dlatego warto być odważnym, bo… co masz do stracenia?

Ja swój rok zaczęłam bardzo odważnie.

Po pierwsze: wsłuchawszy się w siebie, podjęłam decyzję. Trudną decyzję, która wiem, że w przyszłości przyniesie wymierne rezultaty. Najtrudniejsze nie było przekonanie samej siebie, że to dobry kierunek zmian. Najgorsza była świadomość, że początkowo kogoś tym skrzywdzę.

Po drugie: odważyłam się przyznać do błędu i przeprosić. Zajęło mi to kilka lat, by w końcu schować dumę do kieszeni i powiedzieć szczere “przepraszam, schrzaniłam sprawę”.

Po trzecie: odważyłam się zaakceptować swoje uczucia i wyrazić je, bez obawy o to, jak zostanę odebrana. Chciałam powiedzieć co czuję, nie zważając na konsekwencje i nie oczekując niczego w zamian.

[su_quote] odwaga «śmiała, świadoma postawa wobec niebezpieczeństwa» (PWN) [/su_quote]

Czym jest odwaga?

  • wyrażaniem swoich uczuć
  • podejmowaniem decyzji w zgodzie ze sobą, nierzadko wbrew innym
  • słuchaniem wewnętrznego głosu
  • pokonywaniem własnych ograniczeń
  • wychodzeniem ze strefy komfortu
  • mówieniem tego, co się myśli / wyrażaniem swojej opini (nikogo przy tym nie raniąc)
  • Przynaniem się do błedu
  • Umiejętnością powiedzenia ‘przepraszam’
  • Ufnością
  • Miłością
  • wprowadzaniem w życiu zmian
  • życiem tu i teraz
  • spełanianiem swoich marzeń

Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie jak wiele odwagi wymagają powyzsze przykłady?

Zaufać, gdy zostało się raz skrzywdzonym. Iść za głosem serca, choć wszyscy dookoła pukają się w czoło. Powiedzieć ‘kocham’ bez gwarancji odwzajemnienia. Przeprowadzić się do nowego miasta, pomimo lęków i wewnętrznych ograniczeń.

Jak być odważnym?

Tym dla mnie jest odwaga. Nie skokiem na bungee czy przejażdżką na roller coasterze. Prawdziwej odwagi wymagają uczucia. Bycie sobą. Spełnianie swoich marzeń w zgodzie ze swoim sercem. Mówienie tak, gdy mówią nie. Mówienie nie, gdy mówią tak. Życie. Życie wymaga odwagi. Ale masz je tylko jedno. Co więc masz do stracenia poza nim?

AKTEM NAJWIĘKSZEJ ODWAGI WCIĄŻ POZOSTAJE SAMODZIELNIE MYŚLEĆ. GŁOŚNO.
COCO CHANEL