nawyki

6 nawyków, które rujnują nam życie

Fajnie by było obudzić się któregoś dnia i przestać popełniać te same błędy, ale ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, dajemy się ponieść emocjom, więc wypracowane przez lata nawyki są idealnym narzędziem samoobrony. Tylko że ja mam dosyć zachowań, które nie służą ani mi ani osobom z mojego otoczenia.

1. Bierna agresja

Biernej agresji nauczyłam się od mamy. Gdy nie potrafiła skonfrontować się z trudną sytuacją, krytyką czy po prostu kłótnią, która zdarza się nawet w najlepszych związkach, reagowała FOCHem, czyli:
– obrażaniem się,
– tekstami w stylu “dobra nie ważne” lub “niepotrzebnie się odzywałam” lub “ok, lepiej będzie jak się zamknę”,
– olewaniem drugiej strony poprzez nieodbieranie telefonów czy nie odpisywanie na wiadomości a przede wszystkim tzw. ciche dni
– demonstrowaniem chłodu emocjonalnego.
Gdy sama wpadam w błędne koło biernej agresji i spojrzę na siebie z boku, to mam ochotę podejść i strzelić sobie z liścia. Choć racjonalnie wiem, że taką postawą niczego nie osiągnę, nie udowodnię, a co gorsza, mogę pogorszyć relacje z innymi, ja mimo wszystko zaprzyjaźniam się ze swoimi negatywnymi emocjami i nie dopuszczam do siebie głosu rozsądku. Pielęgnuję swoje zranienie, przyjmuję pozycję ofiary, a duma nie pozwala mi przyznać się do błędu.

2. Krytykowanie

“Dlaczego znowu nie rozwiesiłeś mokrego ręcznika, nie chodź w butach po mieszkaniu, czy na prawdę tak trudno to zapamiętać? Jak mogłeś tego nie zauważyć? Bo Ty nigdy.. Bo Ty zawsze…” Znacie to? W pewnym momencie związku, nie wiedzieć czemu, zaczynamy czepiać się pierdół i krytykować naszego partnera na każdym kroku. Najpierw wykręcamy się napięciem przedmiesiączkowym, ale z czasem wchodzi nam to w nawyk i doszukujemy się wszelkich niedoskonałości, zapominając o całokształcie i ignorując rzeczy na prawdę ważne. Strasznie tego w sobie nie lubię, bo gdy tak na spokojnie na to spojrzę, to zastanawiam się czy warto robić jazdę o nieumyty kubek?? Jędza ze mnie.

3. Rozpamiętywanie przeszłości

Ostatnio to moje ulubione zajęcie. Wiecie, takie rozkminy w stylu “Co by było gdyby, a dlaczego wtedy zrobiłam to a nie tamto” lub wybielanie osób, które mnie skrzywdziły a teraz przywołuję tylko te dobre wspomnienia. W rezultacie, zamiast się skupić na tym co mam lub do czego dążę, przekopuję swój łeb niczym ogródek po zimie ze złudną nadzieją, że będą z tego jakieś obfite plony. Ano nie będą, bo przeszłości nie da się zmienić, czasu cofnąć, a wszelkie decyzje, które kiedyś podjęłam, były najlepszymi na tamten stan mojego umysłu, sytuacji życiowej czy upodobań. Koniec kropka.

4. Perfekcjonizm

Cechą, która hamuje mnie najbardziej przed podejmowaniem nowych wyzwań czy uczeniem się nowych umiejętności jest właśnie perfekcjonizm. Wychodzę z założenia, że wszystko albo nic. Albo coś zrobię od początku idealnie i perfekcyjnie albo nie podejmę się tego wcale. W rezultacie czas leci, okazje przemijają, ja się starzeję, a straconego czasu nie odzyskuję. Ciężko pozbyć mi się tego nawyku, ale małymi kroczkami bardzo się staram, tłumacząc sobie, że przecież każdy kiedyś coś zaczynał i nikt na początku nie był ekspertem w swojej dziedzinie, nikt z nas nie jest idealny, a poza tym przesadny perfekcjonizm za bardzo brata się z punktem 2.

5. Porównywanie się z innymi

Gdy przez całe życie byłaś z kimś porównywana, teraz masz to we krwi. Patrzysz na innych i po prostu widzisz jak oni są lepsi od Ciebie, lub odwrotnie, podbudowujesz się czyjąś niedoskonałością. Choć powoli z tego wyrastam, to jednak wciąż łapię się na tym, że przeglądając internet, facebooka czy inne blogi porównuję się. Odbiera mi to energię i motywację, bo przestaję dostrzegać swoją wyjątkowość, a widzę tylko braki.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od Ciebie. /Maks Ehrmann/

6. Prokrastynacja

Bo mnie się wydaję, że ja mam czas. Ja mam jeszcze na wszystko czas. Po czym przychodzą moje urodziny i chce mi się płakać nad kolejnym rokiem, który mi stukną, a ja wciąż nie zrobiłam tego, czego planowałam. Wciąż nic nie osiągnęłam i wciąż zmarnowałam szansę na zajebistość. Choć prokrastynacja to proces złożony, bo nie jest lenistwem tylko wynika z lęków, to jednak nawyk ten skutecznie rujnuje mi życie. I te lęki i te wymówki i ten perfekcjonizm. Wszystko sprowadza się do jednego: niezadowolenia. I właśnie to ogólne niezadowolenie pcha mnie do nawyków krytykowania, biernej agresji, porównywania się czy rozpamiętywania przeszłości. Choć moja lista zadań z dnia na dzień zapełnia się nowymi wyzwaniami, mnie się wydaje, że mam czas. A jest kompletnie odwrotnie i jeśli nie zrobię z tym czegoś TERAZ, to serio zniszczy mi to życie.

Gdy dobrze się temu przyjrzeć, to mam wrażenie, że łatwiej wypracować sobie nowy nawyk, niż walczyć ze starym, zwłaszcza takim, który pielęgnowany był od dziecka. Sama nie wiem, czy lepiej ugryźć je wszystkie na raz, czy pozbywać się każdego po kolei. Niemniej uważam, że każdy z nich ma wspólny mianownik – lęk, oraz że jest zakorzeniony w naszym poczuciu własnej wartości.