O zaczynaniu od nowa. Znowu.

Wydaje wam się, że życie na emigracji jest łatwe? Oświecę was. Nie jest. Zwłaszcza jeśli wyjeżdzasz, by od czegoś uciec. By zacząć od nowa. Jest ciężko. Kurewsko ciężko, bo chcąc nie chcąc stoisz rozkrokiem pomiędzy swoimi dawnym życiem w Polsce, a tym nowym w innym kraju.

Gdy przyjeżdzam do Polski, każdy się mnie pyta: Kiedy wracasz? A ja nie wiem co odpowiedzieć, bo nie wiem czego dotyczy pytanie. Wracam w jakim sensie? Kiedy wracam do Londynu, bo w Polsce jestem tylko w odwiedziny, czy kiedy wracam do Polski, w sensie wracam do ojczyzny i mojego dawnego życia?

Gdzie jest to moje życie teraz?

Nie wiem.

A tak w ogóle… to co właściwie jest wyznacznikiem tego, że ja będę wiedziała, gdzie jest mój dom?

Czy jest nim mieszkanie, które urządzę po swojemu malując ściany na mój ulubiony kolor i wieszając obrazki, bez obawy, że zostanie dziura, za którą potrącą mi z kaucji? Czy jest nim praca, która daje mi pieniądze i poczucie stabilności? Czy jest nim osoba, przy której wiem, że nie ważne gdzie ważne że z nim?

Home is wherever I’m with you.

Dzisiaj zostawiam nic i wracam do niczego. Bo jakoś tak wyszło, że nie wyszło. Zaczynam od nowa. Znowu, kurwa. Znowu! Czy płaczę? Nie. Chociaż… no dobra… troszkę płakałam. No dobra nie troszkę. Wylałam kurwa morze łez. Ryczałam tak, że chusteczek nie starczało, a oddechu złapać nie mogłam. Wiecie co jest najgorsze w płaczu? Że musisz płakać po cichu. Że płaczesz z bezsilności i poczucia niesprawiedliwości, ale zachowujesz pozory i zawołana na obiad, schodzisz na dół jak gdyby nigdy nic. Uśmiechasz się, żartujesz, rozmawiasz, a w środku wszystko się kotłuje. I już nawet nie chcesz pytań w stylu: ‘co się stało?’, bo i tak odpowiesz, że ‘nic’. Bo myślisz sobie, ale kto mnie zrozumie? Kto zrozumie, że ja ZNOWU zaczynam od początku? Od nowa. Że zostawiam, że odchodzę, że idę dalej. No kto??? Jak wytłumaczyć, że to dla lepszego jutra? No jak???

Because I still haven’t found what I’m looking for.

W sumie, to ja się zmian nie boję. Lubię zmiany. Cieszę się na zmiany! Chociaż… może jednak nie do końca tak jest. Boję się! Kurewsko się boję, bo przecież ja znowu od początku muszę stworzyć swój świat. Udowodnić innym, że jestem coś warta. Co tam innym! Ja sobie muszę to udowodnić! Przekonać siebie po raz kolejny, że dam kurwa radę! Że zaczynanie od nowa, nie jest porażką, tylko odwagą! Bo nie zgadzam się na bylejakość w moim życiu. Bo chcę czegoś więcej. Bo wciąż nie znalazłam tego, czego w życiu szukam. To, co jest dla mnie ważne, wciąż jest gdzieś tam za mgłą i ja muszę się przez tą smugę przedostać. Ile mi to zajmie? Nie wiem! Czy warto? Myślę, że tak. Do tej pory nie żałowałam żadnej swojej decyzji. Każda z nich była trudna i wywoływała zdziwienie osób trzecich. Ale to zdziwienie wynikało raczej z podziwu, że jednak stać mnie na to, by powiedzieć dość, by odważyć się przyznać, że to znowu nie to. Że chcę szukać dalej pomimo, że nie wiem, co tam za rogiem na mnie czeka. Może nic? A może coś na tyle niesamowitego, że w jednej chwili poczuję ulgę i z uśmiechem powiem do siebie: ‘udało się!’ ?

Czemu chcę sobie wywrócić życie do góry nogami? Życie, które z pozoru wygląda na dobre i poukładane?

Bo dla mnie ‘dobre’ życie to za mało. Nie raz pisałam, że ja chcę ŻYĆ, a nie tylko istnieć. ŻYĆ. Chcę przeżywać. Czuć. Odczuwać. Emocje. Radość. Ból. Miłość. Śmiech przez łzy. Naiwność. Głupotę. Szaleństwo.

Zwariowałaś!?

No i co z tego? 🙂

Dam radę !!! A jak nie dam? Dam !!!
A jak się przewrócę? To się podniosę!
A jak się nie podniosę? To sobie poleżę!
A potem? A potem wstanę i pójdę dalej!

(Afirmacja by Jacek Walkiewicz)

Kobieto nie zamartwiaj się! Czyli jak powstrzymać przeżuwanie myśli

Kiedyś spóźniłam się na samolot i spędziłam w związku z tym 24 godziny na lotnisku. Miałam sporo czasu na refleksje. Pomimo zmęczenia i niewyspania, mój umysł nie dawał mi spokoju i co jakiś czas męczył mnie wyrzutami sumienia oraz pytaniem: jak mogłam zapobiec tej sytuacji? Znacie to? Coś się stało i już się nie odstanie, ale wy wciąż przeżuwacie myśli, zarzucając sobie, że gdybyście postarali się bardziej, wszystko potoczyłoby się według planu?

Siedziałam więc nad 5-tą kawą i snułam fantazje o tym, co bym teraz robiła, gdybym dzień wcześniej była na lotnisku na czas. Gdyby ten cholerny autobus się nie spóźnił, gdyby nie było korka na trasie, gdyby kierowca wcześniej zmienił trasę, gdybym wyszła wcześniej z domu, gdybym nie miała tej przeklętej torby… pewnie bym zdążyła! Im bardziej się za to biczowałam, tym gorzej się czułam. Zamiast skupić się na teraźniejszości i z niej czerpać korzyści, ja wciąż tkwiłam w przeszłości. Wiecie co mi dało takie myślenie? Nic. Bo jaki ja mam teraz wpływ na to, co już się stało? Żadnego. A jaki mam wpływ na swoje myśli? Ogromny!

Postanowiłam przejąć kontrolę nad swoim umysłem. Nie było to łatwe, bo dręczące mnie myśli powracały, ale gdy je w końcu ujarzmiłam, zniknęły całkowicie. Najważniejsze to je zauważyć i wychwycić. Za każdym razem, gdy zaczynałam rozkładać zaistniałą sytuację na czynniki pierwsze, dawałam sobie niewidzialnego plaskacza w twarz i mówiłam w duchu: STOP! Stało się! Trudno! Shit happens! Po czym skupiałam się na czymś innym. Zabieg powtarzałam kilkukrotnie.

Zrozumiałam, że przeszłości nie mogę zmienić, więc nie ma sensu się zamartwiać.

Takich przykładów mogłabym wyliczyć całe mnóstwo. Domyślam się, że wam także to się zdarza. Bo człowiek to by chciał tak wszystko mieć według planu, wszystko móc przewidzieć, wszystko mieć pod kontrolą. Jednocześnie nie pozwalamy sobie na popełnianie błędów. Na powiedzenie sobie – ok schrzaniłam sprawę, ale trudno, idę dalej, nie ma sensu się tym dalej przejmować. Wyciągam wnioski na przyszłość i koniec. Nieeee po co. Lepiej się ZA-MAR-TWIAĆ 🙂

Zaprawdę powiadam Ci: odpuść sobie. Uśmiechnij się do siebie, machnij na to ręką i idź dalej. A Gradowa to następnym razem zaplanuje sobie 2-godzinną rezerwę czasową, just in case 🙂

Na zapas nie warto się martwić, na zapas warto się cieszyć.

Zamartwianie się może dotyczyć także przyszłości, kiedy przeżuwamy myśli na temat zdarzeń, które jeszcze nie miały miejsca, ale nam się wydaje, że jak obmyślimy scenariusz, to będzie nam łatwiej stawić czoła trudnym sytuacjom. Pamiętam jak niejednokrotnie w głowie wyobrażałam sobie przebieg jakiejś rozmowy czy spotkania. Koniec końców wszystko i tak wyglądało zupełnie inaczej! No bo jaki ja mam wpływ na to, co powie lub jak zachowa się osoba, z którą będę się widzieć? Niewielki. A jaki jest sens stresować się i przeżywać wszystko podwójnie, jeszcze nim się wyszło z domu? Żaden. Dlatego lepiej na zapas się cieszyć niż martwić:)

O jeżu co ja teraz zrobię!

Najgorzej jest chyba wtedy, gdy zamiast podejmować się konkretnych działań, zbyt długo siedzimy i się zamartwiamy.
Straciłam pracę? O jeeeżu jak ja znajdę nową! Zacznij szukać?
Nie mam przyjaciół? O jeżuuu jaka ja samotna jestem! Wyjdź z domu?
Zgubiłam telefon. O jeżuuu i co teraz? Nic – zablokuj numer i załatw sobie nowy?

Generalnie ja rozumiem, że potrzebujemy czasu na refleksje, by przemyśleć sobie pewne sprawy. Chodzi jednak o to, by nie trwało to zbyt długo. By to przeżuwanie myśli i zamartwianie się o przyszłość nie ciągnęło się w nieskończoność i aby nie zdominowało naszego życia.

Zamartwianie się – fałszywa troska

Ostatnim elementem zamartwiania się, którego nie mogę pominąć, jest zamartwianie się o innych. Ja oczywiście daleko szukać nie muszę, bo miałam z tym do czynienia na co dzień. Gdy straciłam pracę i swoje odpłakałam, szybko zaczęłam szukać nowej. Wierzyłam, że prędzej czy później mi się to uda, bo miałam świadomość swoich umiejętności. A jak zareagowała moja mama? O jeżu i co Ty teraz zrobisz? Jak sobie poradzisz? Wiesz, bo syn mojej koleżanki to ponad pół roku już szuka i nic. Wiecie co taki przekaz mi mówi? NIE WIERZĘ, ŻE DASZ SOBIE RADĘ. To nie jest troska. Troską by było powiedzenie: na pewno dasz radę, a gdybyś potrzebowała wsparcia finansowego, to daj znać. Pamiętam jak się wtedy wkurzyłam i niemalże musiałam mamie wykrzyczeć, że mam doświadczenie, wykształcenie, znam języki, poza tym jestem zdolna, więc na pewno dam sobie radę! I dałam 🙂

Dlatego pamiętajcie: po pierwsze, nie bądźcie takimi przyjaciółmi/partnerami/rodzicami, którzy będą mylić troskę z brakiem wiary w czyjeś możliwości. Po drugie, niech czyjeś zamartwianie się o was, nie podcina wam skrzydeł. Bo osoby, które w ten sposób reagują na wasze problemy, pokazują SWOJE lęki i SWÓJ brak pewności siebie i nie ma to nic wspólnego z wami.

Nie trać czasu, Twoje życie to czas

Jakby nie patrzeć, zamartwianie się to przede wszystkim STRATA CZASU. Co się stało – się nie odstanie, co ma się stać – się stanie i nie zawsze mamy na to wpływ. Nie możemy przewidzieć wszystkiego. Nie możemy w pełni kontrolować zdarzeń, bo czasami życie płata nam figla i trzeba to zaakceptować. Nie ma co gdybać, nie ma co załamywać rąk, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Jak powstrzymać przeżuwanie myśli?

  • Skupić się na teraźniejszości
  • Zauważyć swoje myśli i pozwolić im odejść
  • Podejmować działanie
  • Wyciągnąć wnioski i iść dalej
  • Zaakceptować swoją porażkę/błąd/niepowodzenie
  • Uwierzyć w swoje możliwości
  • Zająć się czymś innym – przestań skupiać się na problemie
  • Spisać swoje myśli/uczucia
  • Porozmawiać z kimś o swoich zmartwieniach

Jak być odważnym

YOLO – You Only Live Once. Ten hipsterski manifest wbrew pozorom ma sensowne przesłanie. Przynajmniej ja go próbuję odczytać w następujący sposób: Żyjesz tylko raz. Dlatego warto być odważnym, bo… co masz do stracenia?

Ja swój rok zaczęłam bardzo odważnie.

Po pierwsze: wsłuchawszy się w siebie, podjęłam decyzję. Trudną decyzję, która wiem, że w przyszłości przyniesie wymierne rezultaty. Najtrudniejsze nie było przekonanie samej siebie, że to dobry kierunek zmian. Najgorsza była świadomość, że początkowo kogoś tym skrzywdzę.

Po drugie: odważyłam się przyznać do błędu i przeprosić. Zajęło mi to kilka lat, by w końcu schować dumę do kieszeni i powiedzieć szczere “przepraszam, schrzaniłam sprawę”.

Po trzecie: odważyłam się zaakceptować swoje uczucia i wyrazić je, bez obawy o to, jak zostanę odebrana. Chciałam powiedzieć co czuję, nie zważając na konsekwencje i nie oczekując niczego w zamian.

[su_quote] odwaga «śmiała, świadoma postawa wobec niebezpieczeństwa» (PWN) [/su_quote]

Czym jest odwaga?

  • wyrażaniem swoich uczuć
  • podejmowaniem decyzji w zgodzie ze sobą, nierzadko wbrew innym
  • słuchaniem wewnętrznego głosu
  • pokonywaniem własnych ograniczeń
  • wychodzeniem ze strefy komfortu
  • mówieniem tego, co się myśli / wyrażaniem swojej opini (nikogo przy tym nie raniąc)
  • Przynaniem się do błedu
  • Umiejętnością powiedzenia ‘przepraszam’
  • Ufnością
  • Miłością
  • wprowadzaniem w życiu zmian
  • życiem tu i teraz
  • spełanianiem swoich marzeń

Czy jesteście w stanie wyobrazić sobie jak wiele odwagi wymagają powyzsze przykłady?

Zaufać, gdy zostało się raz skrzywdzonym. Iść za głosem serca, choć wszyscy dookoła pukają się w czoło. Powiedzieć ‘kocham’ bez gwarancji odwzajemnienia. Przeprowadzić się do nowego miasta, pomimo lęków i wewnętrznych ograniczeń.

Jak być odważnym?

Tym dla mnie jest odwaga. Nie skokiem na bungee czy przejażdżką na roller coasterze. Prawdziwej odwagi wymagają uczucia. Bycie sobą. Spełnianie swoich marzeń w zgodzie ze swoim sercem. Mówienie tak, gdy mówią nie. Mówienie nie, gdy mówią tak. Życie. Życie wymaga odwagi. Ale masz je tylko jedno. Co więc masz do stracenia poza nim?

AKTEM NAJWIĘKSZEJ ODWAGI WCIĄŻ POZOSTAJE SAMODZIELNIE MYŚLEĆ. GŁOŚNO.
COCO CHANEL

Dlaczego warto być niezależną

Zawsze ceniłam sobie niezależność. Jak jeszcze mieszkałam w Polsce to szczytem niezależności było dla mnie posiadanie samochodu. Kiedy tylko potrzebowałam gdzieś pojechać lub coś załatwić, brałam kluczyki, dokumenty i wskakiwałam za kółko. Mogłam jechać kiedy chcę, gdzie chcę i bez proszenia kogokolwiek o pomoc czy poświęcenie czasu.

[su_quote] niezależny
1. «niepodporządkowany komuś, czemuś, decydujący o sobie; też: świadczący o braku podporządkowania komuś lub czemuś»
2. «niebędący wyznaczonym, zdeterminowanym przez coś»
3. «wygłaszający bezstronne opinie, niekierujący się interesem żadnej grupy społecznej»
4. «nienależący do żadnej z rywalizujących partii»
(PWN)[/su_quote]

Niezależność zawsze dawała mi poczucie wolności. Wewnętrzny spokój, który zapewniał mi nieograniczone możliwości w zależności od sytuacji. Niezależność wzmacniała moją pewność siebie, bo wiedziałam, że na sobie zawsze mogę polegać. Niezależność pomagała mi być przygotowana na każdą ewentualność i mogłam z niej dowolnie korzystać, kiedy tylko jej potrzebowałam.

Kiedyś tą niezależność utraciłam. Uwierzyłam, że zależność w związku to normalna kolej rzeczy i tak na prawdę jest jego nieodzownym elementem. Otóż nie. Pozostając razem wcale nie trzeba zatracać swojej niezależności.

Wiem, że my kobiety mamy tendencję do uzależniania się od naszych facetów. Wynika to przede wszystkim z silnej potrzeby akceptacji, bezgranicznej ufności oraz niekiedy niezdrowej miłości. Wydaje nam się, że jeżeli porzucimy nasze hobby, będziemy pracować mniej, a dawać w związku więcej, to przyniesie nam to wymierne efekty w relacji z partnerem. Niestety takie działania przynoszą odwrotne rezultaty. Robią się z nas męczybuły, bo nagle poza partnerem i jego życiem nie mamy nic. Robią się z nas nieszczęśliwe frustratki, które narzekają na swój związek, choć same ze sobą nie wytrzymałyby nawet tygodnia. Chciałybyśmy coś zmienić w swoim życiu, zapominając, że zmianę należy zaczynać od siebie.

W zdrowej niezależności chodzi przede wszystkim o to, by mieć swój kawałek podłogi. Nie chodzi o to by odrzucać pomoc i na wszystko reagować jak małe dziecko: JA SAMA! Chodzi o to, by się nie zatracać. By nie rezygnować z siebie i swoich planów po to, by się podporządkować.

Niezależnością jest:

  • posiadanie swoich oszczędności
  • pielęgnowanie swoich pasji
  • nie rezygnowanie z marzeń
  • dbanie o swoją pracę/karierę
  • doskonalenie swoich umiejętności
  • posiadanie własnego zdania
  • świadomość swojej wartości
  • umiejętność bycia sama ze sobą
  • przyjmowanie pomocy
  • zaufanie sobie
  • asertywność
  • świadomość, kiedy trzeba odejść, a kiedy walczyć

Co daje Ci niezależność:

  • wolność
  • pewność siebie
  • szczęście
  • spokój

Niezależność to coś, co możesz dać sobie samej. Nikt inny Ci jej nie da. To Ty musisz o nią zawalczyć i to Ty musisz się o nią troszczyć. Nikt Ci jej nie może też odebrać. Jeśli zdecydujesz się na oddanie komuś swojej niezależności, to TY ponosisz za to pełną odpowiedzialność.

Jak się zmotywowałam do ćwiczeń

Słyszeliście, co mówią o endorfinach? Poprawiają humor i dodają energii. Jeszcze kiedyś zazdrościłam wszystkim ćwiczącym, że pomimo wylewania siódmych potów na siłowni, uśmiech nie schodzi im z twarzy, a siłą i witalnością wręcz promieniują. Dziś sama jestem taką osobą. Uzależnioną od fitnessu!

[su_pullquote]I just don’t think that Brooke could’ve done this. Exercise gives you endorphins. Endorphins make you happy. Happy people just don’t shoot their husbands, they just don’t. /Legally Blonde/[/su_pullquote]

Nie od razu tak było. Byłam typowym osobnikiem ze słomianym zapałem do wielkich zmian wraz z poniedziałkiem, pierwszym dniem miesiąca, od jutra, od Nowego Roku. Ćwiczyłam w domu, biegałam, jeździłam na rowerze. Niestety za każdym razem poddawałam się, uznając, że ja po prostu się do tego nie nadaję, że bez sensu, że po co mi ten pot, że to takie trudne, że ała, że cholera jasna idź mi z tą Chodakowską, chcę czekolady.

Tym razem jest inaczej, bo zmieniłam całkowicie swoje podejście do ćwiczeń i odchudzania. Metodą prób i błędów wypracowałam sobie idealnie pasujący mi harmonogram i teraz wręcz doczekać się nie mogę każdych zajęć. Wszystko zaczęło się od tego, gdy uświadomiłam sobie, że Lata lecą, dupa rośnie 😉

Jak się zmotywowałam do ćwiczeń?

KUPIŁAM KARNET NA SIŁOWNIĘ

Nigdy wcześniej nie miałam karnetu na siłownię. Po prostu samo słowo “siłownia” źle mi się kojarzyło – karki, koksy, półnagie barbie i takie tam wstydy. Dlatego uznawałam, że lepiej ćwiczyć w domu z Youtubem – za darmo, na miejscu, kiedy tylko mi się chcę. No właśnie. Kiedy tylko mi się chcę – czyli jeśli akurat mi się nie chcę, to moge odpuścić, bo przecież z nikim nie umawiałam się na żadną godzinę, nie rezerwowałam miejsca, nie przepadnie mi kasa. Wykupienie karnetu na siłownię, za który płacę prawie £70 za miesiąc, mobilizuje, by jednak z tego korzystać. Bo szkoda kasy. Dlatego warto. Wybrałam klub, który jest blisko mojego domu (5 minut rowerem) i w którym dobrze się czuję – nie jest obskórny, chodzą do niego cywilizowani ludzie, wszystko mam w jednym miejscu (siłownia, zajęcia fitness, basen, sauna, kawiarnia, nawet fryzjer 😉

Już wiem, jak to jest poddać się, teraz chcę zobaczyć co się stanie, jeśli tego nie zrobię.

KUPIŁAM SOBIE FAJNE SPORTOWE CIUCHY I BUTY

Nie wiem jak wy, ale ja wychodząc do ludzi lubię dobrze wyglądać – to raz. Dwa – na siłowni ściany są w większości pokryte lustrami, w których przeglądam się cały czas (żeby sprawdzać, czy dobrze wykonuję ćwiczenie ofcoz), więc chcę lubić to swoje odbicie. Trzy – z nowymi ciuchami tak mam, że jak kupię sobie coś fajnego, chcę to natychmiast na siebie założyć i się pokazać. To jest mój trik, gdy potrzebuję kopniaka motywującego – kupuję sobie nowy T-shirt, spodnie lub buty i zaraz chce mi się iść niczym na wybieg 🙂 Niektórzy kupienie nowego ciuchu na fitness traktują jako nagrodę, na mnie to nie działa.

PRZESTAŁAM SIĘ ODCHUDZAĆ

Oczywiście moim celem w dalszym ciągu jest zrzucenie kiligramów, ale nie skupiam się obsesyjnie tylko na tym. Dzięki czemu łatwiej mi wsłuchać się w swoje ciało, a co najważniejsze – współpracuję z nim zamiast walczyć. Korzyść z tego jest też taka, że jak czuję, że chce mi się czekolady, białego chleba czy lazanii to po prostu to sobie zjem i nie robię z tego powodu problemu. Zaletą regularnych ćwiczeń jest to, że po jakimś czasie już nie masz ochoty na te małe grzeszki, a poza tym nawet jeśli zafunduję sobie cheat day, wiem, że następnego dnia wypocę się na siłowni.

ZAAKCEPTOWAŁAM SWOJE CIAŁO

Tak jest moi drodzy, zaakceptowanie swojego ciała było dla mnie bardzo istotne, by podejść do ćwiczeń i odchudzania w pozytywny sposób. Po pierwsze, jak wspominałam już powyżej, takie podejście sprawia, że z ciałem współpracujesz, a nie walczysz, opiekujesz się nim zamiast stawiać mu wymagania, bierzesz na siebie odpowiedzialność za to, że to TY przez te wszystkie lata doprowadziłaś się do nadwagi, słabej kondycji, wiszących ramion. W zgodzie ze sobą podjęłam wyzwanie, by traktować swoje ciało jak partnera, któremu muszę pomóc powrócić do formy. Im bardziej mu pomogę, tym bardziej mi się ono odwdzięczy.

Body confidence does not come from trying to achieve the ‘perfect’ body. It comes from embracing the one you have already got.

PRZETESTOWAŁAM PROWADZĄCYCH I WYBRAŁAM TYCH, KTÓRYCH LUBIĘ

Pamiętam jak kiedyś próbowałam ćwiczyć z Chodakowską, bo taka moda była i w ogóle WOW jakie efekty można osiągnąć dzięki Skalpelowi. Więc się mobilizowałam i dla tych EFEKTÓW zmuszałam się codziennie do ćwiczeń. Ale poddawałam się, bo po prostu głos tej pani oraz brak jakichkolwiek emocji i potu na jej twarzy skutecznie mnie zniechęcał. Przerzuciłam się na Mel B i zaraz motywacja mi wzrosła. Podobnie zrobiłam z zajęciami fitness. Co z tego, że lubię jogę jeśli prowadzący jest kompletnie antypatyczny? Zostałam przy tych, z którymi czuję flow, a gdy krzykną You can do it!! na prawdę w to wierzę i z uśmiechem cisnę się bardziej.

WYBRAŁAM ZAJĘCIA, KTÓRE SPRAWIAJĄ MI PRZYJEMNOŚĆ

jak się zmotywować do ćwiczeń

Przetestowałam prowadzących i przetestowałam zajęcia dostępne w moim klubie. Z góry odrzuciłam wszelkie Zumby, Salsy czy inne taneczne formy aerobiku, bo wiem, że mnie to nie kręci, bo zamiast skupiać się na technice skupiam się na krokach. Tak już mam. Dlatego na chwilę obecną wybrałam Body Pump, Group Cycle, Jogę/Pilates, Aqua Aerobik oraz Step. Na każde zajęcia czekam z niecierpliwością i po każdych czuję, że na prawdę dałam z siebie wszystko.

NA POCZĄTKU JEST CIĘŻKO – ZAAKCEPTOWAŁAM TEN FAKT

Nie od razu Rzym zbudowano. Zaczęłam powoli i stopniowo, poznając siebie i swoje możliwości. Czasami przeginałam i moje ciało się buntowało, gdy z kanapowca chciałam nagle zrobić z siebie sportowca. Niektóre zajęcia sprawiały mi prawdziwą trudność, tak że dostawałam zadyszki, bólu brzucha i skurczy w mięśniach. Ale się nie poddawałam. Gdy tego potrzebowałam – spałam więcej, jadłam lepiej, odpoczywałam dłużej. Teraz zakwasy pojawiają się rzadziej, a z każdym tygodniem zwiększam intensywność lub obciążenie sztangi.

Yesterday I dared to struggle, today I dare to win.

OBSERWUJĘ JAK ZMIENIA SIĘ MOJE CIAŁO

Ważenie siebie to jedno, bo dzięki temu mogę zmierzyć efekty w dążeniu do celu. Sprawdzam wagę raz w tygodniu i zapisuję postępy. Ale oprócz tego, ważna jest dla mnie obserwacja skutków ubocznych w postaci: jędrnej skóry, zarysu mięśni na ramionach, braku zadyszki, gdy wchodzę po schodach u siebie w mieszkaniu, lepsza kondycja i ogólna siła w nogach, więcej energii, lepszy humor, satysfakcja, że z każdym tygodniem mogę na zajęciach dać z siebie więcej. W zasadzie to powinnam raczej powiedzieć, że zrzucanie wagi jest skutkiem ubocznym ćwiczeń, bo te wymienione powyżej to same korzyści!

Once you see results, it becomes an addiction.

Żałuję…

Podjęcie aktywności fizycznej jest elementem mojego ogarniania się w życiu. Wiecznie tylko narzekałam na swoje ciało. Biernie oczekiwałam spektakularnych zmian. Poddawałam się na początku drogi wraz z nastaniem trudności, po czym zawodziłam samą siebie. Moja pewność siebie w związku z tym spadała, no bo jak inaczej, skoro ja sama sobie nie umiem udowodnić, że jak coś postanowię to w tym wytrwam?

Przez ostatnie dwa miesiące udało mi się wykreować nową wizję swojej osoby i teraz z leniwca pospolitego jestem aktywną i pełną energii osobą, cieszącą się z każdego drobnego sukcesu. Opiekuję się moim ciałem, odnoszę się do niego z miłością, a nie nienawiścią. Kiedyś to wszystko wydawało mi się bujdą, dziś wiem, że to prawda.

Niezależnie od tego czy chcesz ćwiczyć, by schudnąć, nabrać kondycji lub po prostu ruszyć tyłek zza biurka, powiem jedno – warto! Jedyne czego ja żałuję, to że nie zaczęłam wcześniej. Ale tak to chyba zwykle bywa – gdy zaczyna nam się w czymś powodzić i okazuje się, że dajemy radę, żałujemy, że nie podjęliśmy ryzyka wcześniej.

52 manifesty na każdy rok

Niektórym może się wydawać, że robienie postanowień noworocznych to głupota. Niektórzy uwielbiają spisywać swoje noworoczne plany, by po 12 miesiącach je zweryfikować i zakończyć rok z poczuciem, że odnieśli osobisty sukces. Ja zwykle każdego roku olewałam system i podeszłam do sprawy z nastawieniem “jakoś to będzie”. Wychodziło z tego jedno wielkie nic i pretensje mogłam za to mieć tylko i wyłącznie do siebie. Teraz kieruję się jednak zasadą, żeby działać, a nie tylko gadać, dlatego nie podzielę się moją szczegółową listą celów, bo podobno jest tak, że jak się o swoich planach papla na prawo i lewo, to motywacja spada. U mnie tak bynajmniej jest.

Jeśli należysz do grupy osób, która jednak lubi zaczynać Nowy Rok z czystą kartą, masz głowę pełną pomysłów oraz motywację do działania, poniższe manifesty pomogą Ci nadać ostateczny kształt Twoim planom lub zainspirować się, jeśli dopiero zaczynasz spisywanie swoich postanowień. Prawdą jest, że poniższe manifesty możesz stosować ZAWSZE, niezależnie czy jest to początek roku, miesiąca czy dekady. W moim przekonaniu są one drogowskazem, w odpowiedzi na pytanie: Co zrobić ze swoim życiem.

Zacznij od nowa

To jest Twoje życie.

Mów TAK.

Mów NIE.

Twórz.

Inspiruj.

Nie osądzaj.

Więcej książek, mniej TV.

Schody zamiast windy.

Analizuj mniej.

Celebruj wyjątkowe dni.

Nie traktuj siebie zbyt poważnie.

Nie zamartwiaj się.

Bądź dla siebie dobra.

Zakładaj najlepsze.

Bądź odważna.

Zaufaj sobie.

Bądź niezależna.

Miej oszczędności.

Próbuj.

Działaj.

Inwestuj w siebie.

Kupuj mniej.

Pogódź się z przeszłością.

Uśmiechaj się do siebie.

Przyjmuj komplementy.

Dawaj komplementy.

Bądź obecna.

Ciężko pracuj.

Przestań się porównywać.

Bądź rozsądna.

Złam zasady.

Twórz zasady.

Kieruj się sercem.

Pomagaj.

Przyjmuj pomoc.

Ucz się na błędach.

Nie komplikuj sobie życia. Wybierz prostotę.

To co myślą o Tobie inni to nie Twój problem.

Bądź osobą, którą chciałabyś poznać.

Przestań szukać uwagi u osób, które Cię krzywdzą.

Jeśli nie możesz czegoś zmienić, zmień swoje podejście.

Nie czekaj na pozwolenie.

Nie pozwól, by Twoje lęki blokowały Twój rozwój.

Rób to, co co kochasz.

Pamiętaj o swoich priorytetach.

Planuj.

Bądź spontaniczna.

Szanuj siebie.

Nie marnuj czasu.

Szukaj szczęścia w sobie.

Czas by żyć, a nie tylko istnieć.

Wiem, że niektóre się wzajemnie wykluczają, ale o to właśnie chodzi, bo życiu nic nie jest białe lub czarne. Wszystko ZALEŻY od sytuacji, od nas samych, od okoliczności.  Chodzi o to by przestać zadowalać wszystkich dookoła i traktować siebie jak kogoś, na kim Ci zależy.

7 życiowych rad, z których warto skorzystać

Hej Graddd! Miałam dzisiaj trochę wolnego w pracy i na spokojnie sobie przejrzałam Twojego bloga i… kurde, zazdroszczę samozaparcia i dążenia do lepszego 🙂 Mega sie to czyta i daje do myślenia, u mnie ostatnio była mega deprecha, ale powoli jest lepiej i tym bardziej fajnie się czyta, że z doła można wyjść, ze cos można zmienić w sobie, wyciągnąć wnioski. Musze się trochę tego nauczyć, więc będę dalej czytać :*

Emocjonalny ekshibicjonizm, który regularnie tu popełniam, pozwolił mi zrozumieć pewne rzeczy. Po pierwsze, za nasze szczęście jesteśmy odpowiedzialni tylko my sami. Obarczanie tym innych osób lub szukanie go w czynnikach zewnętrznych potęguje tylko naszą frustrację, a co gorsza, wpływa negatywnie na relacje z najbliższymi. Po drugie, człowiek nie jest wyspą – aby być szczęśliwymi, potrzebujemy otaczać się innymi ludźmi – właściwymi ludźmi. Po trzecie – bycie sobą bywa trudne, ale cholernie satysfakcjonujące, bo nie ma na świecie drugiej, tak wyjątkowej osoby jak ja czy Ty.

Nie szukaj szczęścia na zewnątrz

Konsupcjonizm, objadanie się, picie, przygodny sex, wskakiwanie ze związku w związek, namiętne oglądanie seriali to wszystko da Ci chwilową przyjemność, ale jeśli zadowolenie z życia nie wypływa z CIEBIE i TWOJEGO samopoczucia, pogłębi się tylko Twój smutek, zaczniesz podważać sens życia i wzrośnie ogólne zniechęcenie. Dlatego…

Wsłuchaj się w siebie

To na prawdę ważne, by zacząć słuchać wewnętrznego głosu. Nikt poza Tobą nie powie Ci, jak żyć i którą drogę wybrać. Jeśli czujesz, że coś jest nie tak, najprawdopodobniej tak jest. Jeśli wiecznie chodzisz podkurwiona, to nie dlatego, że Twój TŻ zostawia skarpetki na podłodze, współlokator znów nie pozmywał po sobie naczyń, a kot strącił ogonem Twój ulubiony wazon.

Zostaw przeszłość za sobą

Taki fajny tekst ostatnio gdzieś wyczytałam: jeśli stoisz jedną nogą w przeszłości, a drugą w przyszłości to znaczy, że sikasz na teraźniejszość. Łopatologiczne podejście jest zawsze najlepsze. Zamknij przeszłość za sobą, nie próbuj jej zmieniać, wyciągnij wnioski, ucz się na błędach. Przeszłość Cię ukształtowała, to fakt, ale to w dalszym ciągu od Ciebie zależy jak Twoje życie będzie układać się teraz i w przyszłości. Co do przyszłości – nie martw się niczym na zapas. Najczęściej zamartwiamy się rzeczami, które nigdy się nie przytrafią.

Zmiany zaczynaj od siebie

Nie od chłopaka, męża, dzieci, psa czy kota. Chcesz wyższy przychód? Poszukaj nowej pracy, zamiast czepiać się partnera, że za mało zarabia. Chcesz schudnąć? Przestań się objadać wieczorami i zacznij się więcej ruszać. Chcesz, by Twoje dzieci były szczęśliwe? Pokaż im na swoim przykładzie jak to zrobić. Chcesz mieć lepsze relacje ze swoją rodziną/znajomymi/kolegami z pracy, wyjdź pierwsza z inicjatywą i zmień swoje nastawienie. Nie oglądaj się na innych!

prostsze życie

Bądź odważna, podejmuj decyzje

Bo życie masz tylko jedno, a kto nie ryzykuje ten nie ma. Lęki nas blokują. Poza tym, czy to nie bez sensu, tak całe życie się bać?

Przeczytaj: O decyzjach, które warto podjąć z myślą o sobie

Bądź niezależna

Czasami odwagi do zmian daje nam właśnie poczucie niezależności. Dlatego zawsze stój na własnych nogach. Nie uzależniaj się nigdy, od nikogo ani finansowo, ani emocjonalnie.

Przeczytaj: Dlaczego warto być niezależną

Nie odkładaj wszystkiego na wieczne nigdy

Prokrastynacja jest jednym z nawyków, które na prawdę rujnują nam życie. Bo nam się wydaje, że wiecznie na wszystko mamy czas, a to bzdura. Dlatego przestań wszystko odkładać na jutro. Życie dzieje się teraz, a straconego czasu nigdy nie odzyskasz. (Zajrzyj na: Nawyki, które rujnują mi życie)

Pamiętaj, to TY jesteś kreatorką swojego życia i to od Ciebie zależy jak będzie ono wyglądać. Powtarzaj to sobie przy każdej okazji jak mantrę. Jeśli wydaje Ci się, że coś Ci się od życia należy, jeśli czekasz, aż rzeczy same się staną i oczekujesz on innych, że to oni zmienią Twoje życie na lepsze – porzuć to złudzenie!

A jeśli chcesz marnować swój czas, to chociaż zrób to dobrze.

Kiedy powiesz sobie dość, czyli o decyzjach, które warto podjąć z myślą o sobie

Sytuacje bez wyjścia nie istnieją. Wszystko jest kwestią podjęcia decyzji. Odważnie i z myślą o sobie.

Może by tak przestać się oszukiwać, wsłuchać w siebie i podjąć decyzję, która należy tylko i wyłącznie do Ciebie?

Jakoś to będzie

Choć czujesz pod skórą, że w Twoim życiu jest coś nie tak, to mimo wszystko każdego dnia oszukujesz się, że jakoś to będzie. Wypierasz swoje myśli, ignorujesz sygnały, które daje Ci Twoje ciało, a wychodząc z domu przyklejasz sztuczny uśmiech, karmiąc się własnymi iluzjami. Raz na jakiś czas doświadczasz przejściowego olśnienia. Postanawiasz więcej czytać, przejść na dietę i zacząć regularnie ćwiczyć. Daje Ci to chwilowy przypływ szczęścia. Dość szybko jednak orientujesz się, że w dalszym ciągu chodzisz podkurwiona, a wieczorem chce Ci się płakać. Dalej nie wiesz o co kaman. To znaczy w sumie się domyślasz, ale nie chcesz powiedzieć tego na głos z obawy, że Twój domek z kart rozsypie się z hukiem.

W końcu postanawiasz wypowiedzieć wojnę swoim myślom. Zaprzeczasz wszystkim niepokojącym głosom. Przestajesz się zwierzać ze swoich problemów znajomym, bo uważasz, że nie mają racji podpowiadając Ci, że stać Cię na więcej, że przestań się oszukiwać, że olej, że pieprz to.

Obklejasz swoją ścianę motywującymi hasłami i zaczynasz prowadzić dziennik wdzięczności. Postanawiasz być miła dla świata, bo przecież dobro powraca. Każdy wkurw blokujesz w sobie biorąc 10 oddechów i tłumacząc sobie, że takie jest życie, że trzeba zaakceptować zaistniałe fakty.

Kiedy powiesz sobie dość?

Jakoś to będzie przestaje działać. Idziesz więc po rozum do głowy i wsłuchując się uważnie w to, co podpowiada Ci intuicja, postanawiasz jej w końcu przyznać rację. Zapala Ci się lampka oczywistości, że nikt za Ciebie żyć nie będzie, a dalsze oszukiwanie siebie nie ma już sensu. Bo przecież życie masz tylko jedno, a Reasonable Level of Happiness kompletnie Ci nie wystarcza. Wygodny pierdzidołek zaczyna uwierać tak bardzo, że w końcu mówisz sobie dość!

A teraz odpowiedz sobie na nurtujące Cię pytania:

Jak długo zamierzasz udawać, że Twój związek Cię satysfakcjonuje?

Jak długo będziesz się łudzić, że on się zmieni?

Jak długo będziesz czekać, aż sprawy SAME się naprawią?

Kiedy w końcu przyznasz, że ta przyjaźń jest toksyczna?

Kiedy odważysz się uwierzyć w to, że stać Cię na więcej?

Kiedy przestaniesz uzależniać swoje poczucie szczęścia od innych i zaczniesz go szukać w sobie?

Jak długo zamierzasz trwać w romansie, który wyniszcza Cię od środka?

Kiedy przestaniesz się zgadzać na wszystko i robić coś wbrew sobie?

Dlaczego tak bardzo lubisz sobie wmawiać, że jakoś to będzie?

Wiesz, co stoi na przeszkodzie do Twojego własnego szczęścia? TY i Twoje nieustanne pieprzenie, że inaczej się nie da, że nie ma innego wyjścia, że jakoś to będzie. ZAWSZE JEST JAKIEŚ WYJŚCIE. Tylko odwagi Ci brak. Ale pomyśl sobie, że życie masz tylko jedno. Możesz je przeżyć czekając, aż SAMO się naprawi i akceptować, że JAKOŚ to będzie. Albo możesz wziąć sprawy w swoje ręce, a zdrowy egoizm uczynić swoim nowym mottem. Poza tym życie to projekt długoterminowy, więc przestań się oszukiwać, że bylejakość Cię zadowala, bo za kilka lat będziesz żałować, że nie podjęłaś tej jednej ważnej decyzji TERAZ.

To nie prawda, że ludzie się nie zmieniają

Zdarza wam się przeglądać stare zdjęcia i z przerażeniem patrzeć jak kiedyś wyglądałyście? Jezuuu jak ja mogłam nosić te spodnie! Czemu Ty kobieto nie wyregulowałaś sobie brwi, a ta grzywka!? Kto taką w ogóle nosił!? Pociesza mnie wtedy uświadomienie sobie faktu, że taka była widocznie wtedy moda lub ja czułam się w takich włosach dobrze. Teraz nieco się zmieniło. Teraz jestem inna. Bo ludzie się zmieniają. Nie tylko ich gusta.

Odkąd piszę bloga dostałam już sporo wiadomości od znajomych z liceum. Także takich, z którymi nie specjalnie się wtedy trzymałam, a po przeczytaniu bloga patrzą na mnie z innej perspektywy. No bo ja już nie jestem tą samą osobą. Gdy wspominam siebie z czasów licealnych widzę dziewczynę, która poszła do nowej szkoły ze złamanym sercem. Dziewczynę, która zawiodła się na swojej przyjaciółce i od nowa musiała zbudować sobie paczkę znajomych. Widzę zagubioną dziewczynę, która nie miała określonego stylu, więc nieudolnie próbowała wpasować się w tłum. Dziewczynę, która skończyła w szkole, którą wybrała jej mama, a w której uczyła jej ciotka, więc mogła być non stop kontrolowana. Wreszcie dziewczynę, która przez zawód miłosny odrzucała wszystkich miłych chłopaków i wiązała się z przeciętniakami, których nie polubiłby teraz nawet jej kot.

Doświadczona przez życie

To co nas kształtuje przez lata to przede wszystkim doświadczenie. Nasze serce musi zostać złamane, abyśmy mogli zrozumieć, czym jest miłość. Musimy zostać zwolnieni z pracy lub odrzuceni w końcowym etapie rekrutacji, by umieć wyznaczyć swoją ścieżkę kariery. Musimy coś spieprzyć tak bardzo, by z czasem przemyśleć swój błąd i nie popełniać podobnego w przyszłości. Musimy uciec gdzieś bardzo daleko, by się odnaleźć się na nowo i próbować wrócić z właściwą wizją swojego życia.

Dojrzałość

Faktem jest, że oprócz doświadczenia, w procesie zmiany niebagatelną rolę odgrywa dojrzałość. Oczywiście dojrzałość wymaga mądrości, bo są osoby, które na zawsze będą przywiązane do schematów zachowań z dzieciństwa/młodości. Niemniej z wiekiem zupełnie inaczej patrzymy na pewne kwestie. Pamiętam jak kiedyś strasznie się wszystkim przejmowałam, wszystko brałam mocno do siebie, a co najgorsze oczekiwałam od każdego spełnienia moich zachcianek. Tupałam potajemnie nóżką, próbując wymusić na innych takie, a nie inne zachowanie. Na odmowę reagowałam fochem, bo uważałam, że wszystko mi się należy. Teraz potrafię juz prowadzić dialog, nie tylko z innymi, ale także z samą sobą.

Rozwój

Z subiektywnego punktu widzenia śmiem twierdzić, że to co pcha ludzi do zmiany, to dążenie do lepszej wersji siebie. Dzieje się to pod wpływem jakiegoś istotnego wydarzenia, efektu ‘aha!’, a nierzadko w wyniku poznania osoby, która nas inspiruje. Uczymy się nowych rzeczy, trenujemy umiejętności miękkie, a zdobyta wiedza dodaje nam pewności siebie i motywuje do pokonywania własnych ograniczeń. Założę się, że jeśli spojrzysz na siebie sprzed 10 lat, zauważysz znaczącą różnicę.

Tylko krowa nie zmienia poglądów

Szeroko pojęte wyznawane wartości mogą pozostać niezmienione (uczciwość, szczerość, troska), ale w pewnych kwestiach uczymy się, że nagięcie ich pozwala nam być bardziej elastycznym w zależności od okoliczności. Załóżmy, że zawsze byłaś wszystkożerna, ale w pewnym momencie odezwała się w Tobie empatia i zostałaś wegetarianką. Załóżmy, że od małego biegałaś do kościoła, ale obserwacja świata oraz wartościowa lektura sprawiły, że teraz jesteś ateistką. Załóżmy, że zawsze chciałaś hucznego ślubu z setką gości, białą limuzyną i fajerwerkami o północy. Teraz marzysz o cichej uroczystości tylko we dwoje, najlepiej z dala od wszystkich, by ten dzień był tylko wasz. Zmieniły się Twoje poglądy, choć wartości w dalszym ciągu wyznajesz te same. To wciąż jest zmiana, która zaszła w Tobie.

Lubię taką siebie

Zmieniłam się i nikt mi nie powie, że jest inaczej. I lubię taką siebie. Jestem świadoma siebie. Wiem nad czym jeszcze muszę popracować, by w pełni czuć się zadowolona. Gdy spojrzę na siebie sprzed 10 lat, to nie chciałabym być tą samą dziewczyną co wtedy. Gdy cofnę się pamięcią o 5 lat, to czasami żal mi tej siebie, która nie wiedziała o sobie nic, a w swoim pogubieniu podejmowała niefortunne decyzje. Zdarza mi się fantazjować, że z wiedzą i doświadczeniem, które mam teraz, cofam się w czasie i próbuję naprawić wydarzenia z przeszości (niczym bohater filmu Efekt Motyla). Jedno jest pewne. Za 10 lat znowu będę inną osobą. Bogatszą o kolejne lekcje z życia, ale mam nadzieję, że w końcu szczęśliwą.

Czy czuję się staro?

Czy czujesz się staro?

Ale co to właściwie znaczy? Że mam świadomość swojego wieku? Że zauważam zmiany na swojej twarzy w postaci nowych zmarszczek? Że poznając nowych ludzi, okazuje się za każdym razem, że to ja jestem najstarsza z nich? Że mówiąc ile mam lat, każdy się dziwi, że nie mam jeszcze męża i dziecka? Czy może to, że zamiast iść na imprezę do klubu wolę spędzić czas w domu lub pójść do kina?

Mój wiek to taki, w którym koleżanki wychodzą za mąż i rodzą dzieci. Ale to też taki, w którym niektóre z nich mają już drugie dziecko. Ty czujesz się jakby w tyle, bo każdy daje sobie prawo do tego, by zadawać Ci to idiotyczne pytanie “a Ty kiedy ślub/dzieci?”. Czasami czuję się w tym wszystkim mądrzejsza, bo omijają mnie nie tylko chrzciny i wesela, ale także rozwody i podziały majątków. To można zaliczyć poniekąd do sukcesów.

Niezmiennie jednak czuję presję OKREŚLENIA SIĘ. Już pomijając związki i macierzyństwo, ale wyznaczenie sobie tzw. ścieżki kariery. Jeśli na studiach powiesz, że nie wiesz jeszcze co będziesz robić, lub chwycisz się pierwszej lepszej pracy, w której Cię zechcą to jest spoko, ale po 30tce to już nie wypada. Bo lepiej być korpo szczurem lub niewolnikiem swojego biznesu, niż “poszukującą” panią swojego czasu.

Wiecie kiedy było mi dobrze? Kiedy czułam się względnie zadowolona i nie myślałam o przyszłości, wciąż patrząc z nadzieją na nadchodzące jutro? Gdy pracowałam jako kelnerka zaraz po przyjeździe do UK. Czułam się przede wszystkim wolna – nie musiałam się przywiązywać do pracy, bo przecież kelnerowanie to nie było jakimś szczytem moich marzeń. Miałam regularny kontakt z ludźmi, którzy na bieżąco dawali mi swój feedback, a zadowolenie klienta było dla mnie ważniejsze niż humory i rozkazy szefowej. Po prostu wrzuciłam na luz i wsłuchiwałam się w siebie.

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=lRZAkms_giQ” width=”300″ height=”200″]

Wiecie kiedy to się schrzaniło? Kiedy olałam siebie i postanowiłam podążać wyznaczoną przez społeczeństwo ścieżką. Bo tak trzeba, wypada, bo lata lecą i coś trzeba ze swoim życiem zrobić. Niewiele się zastanawiając a przede wszystkim nie słuchając siebie, rzuciłam to w cholerę, by wieść stabilne życie.

I co teraz? Jest stabilnie. Nudno.

Nie mówię, że żałuję, że nie jestem wciąż kelnerką. Żałuję tylko, że pewne decyzje podjęłam zbyt pochopnie.

Czy czuję się staro?

Czuję się staro, bo pomimo swojego wieku, ja wciąż nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Czuję się staro, bo choć intuicja mi coś podpowiada, ja boję się jej słuchać. Czuję się staro, bo choć czuję, że czegoś mi w życiu brakuje, ja wybieram wygodę. Czuję się staro, bo wydaje mi się, że w życiu chodzi o to, by nie odczuwać bólu, a tym samym tylko istnieć. Czuję się staro, bo wolę słuchać głosu rozsądku niż serca…

gradowa

Strachy na lachy, czyli jak pokonać swoje lęki i dlaczego jest to fajne

Wiecie skąd biorą się nasze lęki? Z błędnego przekonania, że tylko my się czegoś obawiamy, a dookoła nas są sami kozacy, którym wszystko przychodzi z łatwością. Są wynikiem obsesyjnego myślenia, że ludzie na każdym kroku nas oceniają i obserwują, a potknięcie o własne stopy wytykają palcami, po czym wrzucają na YouTuba, by publicznie wyśmiać. Tak jakby ludzie nie mieli niczego lepszego do roboty, poza zajmowaniem się naszym życiem. A jeśli nawet jest to ich jedyne zajęcie, to ja im serdecznie współczuję, a jednocześnie utwierdzam się w przekonaniu, że zdaniem kogoś takiego nie warto się przejmować.

Czego właściwie się boisz?

Zostałam wychowana w przekonaniu, że ludzi należy się bać, bo ludzie będą mnie oceniać, śmiać się z mojej niewiedzy i wytykać niedoskonałości. “Jak możesz tego nie wiedzieć” słyszane od mamy na każdym kroku spowodowało, że przez połowę swojego życia wolałam siedzieć cicho, nie wychylać się, a już broń boże nie przyznawać się, że czegoś nie rozumiem/nie umiem/nie wiem (niepotrzebne skreślić). Dopiero po jakimś czasie przekonałam się, że nie muszę być chodzącym omnibusem, czasami ja wiem coś, czego nie wiedzą inni, a czasami inni tak samo jak ja, nie rozumieją jakiegoś pojęcia. I nie ma tu powodu do wstydu (no chyba, że nie wiesz, ile księżyców ma Ziemia).

W walce ze swoimi słabościami, połową sukcesu jest uświadomienie sobie swoich lęków. Ja postanowiłam wypisać sobie najważniejsze z nich, skupiając się na tych, które w jakiś sposób oganiczają mój rozwój i blokują przed zmianą. Największą grupę lęków stanowiły te związane z przebywaniem wśród ludzi:
wyjście na spotkanie, na którym nikogo nie znam (bo przecież wszyscy inni NA PEWNO się już znają),
zagadanie do obcej osoby (bo przecież może mnie olać),
wzięcie udziału w jakiś kursach (bo wydaje mi się, że jestem jedyną początkującą osobą i wyjdę na idiotkę),
wystąpienia publiczne/przedstawienie się przed grupą ludzi (gdy wszyscy się na mnie gapią i NA PEWNO oceniają),
spytanie się o coś, czego nie wiem lub nie rozumiem (bo jak możesz tego nie wiedzieć),
proszenie o pomoc (bo jak można czegoś nie umieć zrobić samemu)
i generalnie wszelkie sytuacje związane z czymś nowym i niezbadanym. Dodatkowo mój paniczny lęk budzą wszelkie sytuacje, w których muszę być od kogoś zależna.

Jak ona to robi?

W tym tygodniu zaszalałam na całego, bo byłam AŻ DWA RAZY na spotkaniu, gdzie nie znałam ani jednej osoby! (fanfary!)

  1. W środę wybrałam się na event Charity Drinks & Festive Quiz Night. Trafiłam na to wydarzenie zupełnie przypadkowo i po chwili namysłu kupiłam bilet. Pomyślałam, że dlaczego nie – Fisha nie ma, jest okazja poznać nowych ludzi, ja czuję się dobrze, będzie fun, co mam do stracenia! I wiecie co? Świetnie spędziłam czas. Był quiz z pytaniami i nasza grupa zajęła 3 miejsce, poza tym poznałam pewnego gościa (polaka oczywiście, bo to przecież LONDYN), który dał mi swoją wizytówkę i powiedział, żebym wysłała mu swoje CV, gdybym szukała jakiejś fuchy w sektorze charity. Co więcej, z czego jestem najbardziej dumna, gdy z każdej drużyny jedna osoba miała wyjść na środek, zgłosiłam się na ochotnika! Zadanie polegało na wrzuceniu piłeczki do worka Mikołaja 🙂 Razem ze mną było około 10 osób z innych drużyn. Nie trafiłam. Nie ja jedna. I wiecie co? I nic. Bo to nie o to chodziło. Chodziło o fun i pokonanie swojego lęku przed wyjściem na środek. I zrobiłam to. Niesamowite uczucie. Niby taka pierdoła, a ile satysfakcji. 
  2. Wczoraj z kolei byłam na Śniadaniu Biznesowym dla Kobiet, prowadzonym przez Alute (blogowy portal dla kobiet w UK). Tutaj znów decyzję podjęłam bardzo spontanicznie, na zasadzie dlaczego nie? Kupiłam bilet i w niedzielę z samego rana musiałam ruszyć tyłek aż na Hammersmith, więc jakaś godzina drogi ode mnie. Powiem wam, że przeżywałam to niesamowicie. Ten strach przed wejściem w grupę bab, których nie znam. Ten głupi strach przed tym, jak zostanę odebrana. Jedynym punktem zaczepienia była dla mnie Ania Górecka, bo to właśnie z jej polecenia tam się pojawiłam – tu musiałam pokonać swój lęk przed zagadaniem do obcej osoby. Bo niby “znamy się” już z internetu, ale twarzą w twarz nie miałyśmy okazji. Ale podeszłam, przedstawiłam się i zaczęłyśmy miłą pogawętkę. Najgorszym punktem programu było dla mnie powiedzenie o sobie kilka słów przed całą grupą – taki standard na tego typu spotkaniach, kiedy każdy w kilku zdaniach ma streścić co robi i dlaczego tutaj przyszedł. Gdy nastała moja kolej to przestałam oddychać, a dłonie pokryły się lodem – byłam tak zestresowana, że w zasadzie już sama nie pamiętam o czym mówiłam. Minęło jakieś pół godziny nim doszłam do siebie. Byłam zła na siebie, że z tych nerwów nie wspomniałam, że piszę bloga. Dlatego zaczęłam udzielać się podczas wykładu – gdy jakiś temat był mi bliski, zgłaszałam się i wtrącałam kilka słów od siebie. I wiecie co? To co miałam do powiedzenia było interesujące! Nikt mnie nie wyśmiał, nikt mi nie powiedział, że jestem głupia. Mało tego, prowadząca kilkukrotnie wracała do tego o czym wspomniałam. Moja odwaga została nagrodzona, bo okazało się, że dla najbardziej aktywnych uczestniczek przewidziana jest nagroda w postaci książki i ja ją zgarnęłam! 🙂

Czysty zysk

Pokonywanie lęków przyniosło mi same korzyści:

  • nawiązałam nowe znajomości
  • miło spędziłam czas
  • dobrze się bawiłam
  • przekonałam się, że zgłaszanie się na ochotnika nie jest niczym strasznym
  • przekonałam się, że nie ja jedna mam podobne lęki
  • przekonałam się, że jeśli coś mi się nie uda, to wciąż jestem fajną osobą
  • przekonałam się, że nikt mnie nie ocenia, a nawet jeśli tak jest – nie muszę się tym przejmować
  • przekonałam się, że to co mam do powiedzenia jest interesujące
  • wygrałam fajną nagrodę
  • dałam się poznać
  • nabrałam odwagi na nowe wyzwania
  • mój dzień był pełen wrażeń
  • zakończyłam dzień z poczuciem satysfakcji
  • Fish był ze mnie dumny
  • Ja byłam z siebie dumna
  • wzrosła moja pewność siebie
  • pozytywnie zaskoczyłam samą siebie
  • mam czym inspirować innych (bo moim marzeniem jest być inspiracją)
  • zebrałam kilka fajnych pomysłów na posty

Jak pokonać swoje lęki

Nie dam wam jednej recepty na pokonanie swoich lęków, bo na każdego zadziała coś innego, ale podzielę się z wami moją drogą ku odwadze:

  1. Obejrzałam sobie film Yes man! Nie jest to jakiś wysokich lotów pozycja, ale ważniejsze jest przesłanie – by mówić życiu TAK. Postanowiłam sobie, że za każdym razem, gdy nadarzy mi się jakaś okazja, ktoś zaproponuje wyjście, spotkanie, szkolenie, wyjazd – idę na to! Bo siedząc w domu niewiele ekscytujących rzeczy może mnie spotkać.
    odwaga
  2. Moją nieustającą inspiracją jest Volant, a cytat z jego wpisu powiesiłam sobie nad biurkiem i czytam za każdym razem, gdy czegoś mi się nie chce lub ogarnia mnie lęk przed ludźmi, porażką, sukcesem itp:

    Możesz wybierać siedzenie na dupie w domu, narzekanie, strach przed porażką, czysty konsumpcjonizm, brak uczenia się czegoś nowego i myślenie o sobie źle, bo tak jest łatwiej, ale za pięć lat spojrzysz wstecz i zobaczysz tylko dni, które zlały się w szare pasmo stagnacji. Możesz też wybrać robienie rzeczy, które w przyszłości doprowadzą cię do miejsca, w którym zawsze chciałeś być. Chodzi o słowa wypowiadane w dobrym momencie, o kupienie biletu na samolot, o wysłanie jednego CV więcej, o testowanie tak wielu możliwych opcji, jak tylko to jest możliwe.

  3. Podążam za impulsem – gdy czuję, że coś chcę zrobić, od razu to robię, nim zacznę się zastanawiać nad tym, bo gdy moment minie, moje myśli mnie pogrążają na tyle, że zaczynam za dużo analizować, mój lęk rośnie i w efekcie nie podejmuję działania. Choć nie zawsze mi to wychodzi, mając świadomość jak to działa, staram się kierować zasadą impulsu. (tą teorię zasłyszałam na jednym z wykładów TEDx, ale nie pamiętam już który, więc wam nie podlinkuję;/)
  4. Zawsze sobie myślę, że inni ludzie także mierzą się ze swoimi lękami, być może tymi samymi co ja, a to dodaje mi odwagi, by zrobić pierwszy krok. Jak to mówią: do odważnych świat należy – i sporo w tym prawdy!
  5. Gdy się waham, myślę sobie: co mam właściwie do stracenia? I wiecie co? Rachunek zysków i strat zawsze wychodzi na plus.

Powiem wam, że to nie jest tak, że przeczytacie dwa teksty, obejrzycie jakiś wykład czy film, powiesicie sobie inspirujący cytat nad biurkiem i za jednym pstryknięciem wszystko się zmieni. To musi wyjść od was. Pewnego dnia wstajecie, dajecie sobie z liścia i postanawiacie ŻYĆ a nie tylko ISTNIEĆ. Jeżeli ta chęć zmiany nie obudzi się w WAS, to moje pisanie o tym, jak pokonać lęki, będzie kolejnym motywacyjnym pierdoleniem, o którym zapomnicie nim umyjecie wieczorem zęby. Siedziałam na dupie przykryta kocem komfortu zbyt długo i żal mi straconego czasu, bo choć lepiej późno niż wcale, to jednak mogłabym być teraz w połowie, a nie na początku swojej drogi do lepszego życia. Uczcie się na cudzych błędach 😉

jak się ogarnąć

Gdy ciepły pierdzidołek zaczyna uwierać

Czasami mi odbija i czuję się dobrze, a radość rozpiera mnie od środka! Po prostu wstaję rano i doznaję olśnienia, że mogę być szczęśliwa, jeśli tylko chcę. Bo szczęście zależy to tylko ode mnie!

Nie wiem czy moje samopoczucie jest efektem wysprzątania szafy i pozbycia się 80% niepotrzebnych ciuchów, czy obudzenia się 45 minut przed budzikiem. W psychologi nazywa się to Efektem Aha! Po prostu w jednej chwili, jednego dnia wstajesz i wiesz. I nie zastanawiasz się na tym skąd i dlaczego, bo nie ma to tak na prawdę żadnego znaczenia! Doznajesz olśnienia i chcesz podążać za tym uczuciem, za tą myślą, za tą pozytywną emocją, która prowadzi Cię do radykalnej zmiany w dotychczasowym sposobie myślenia.

Nagle pomyślałam sobie, że jaki jest sens użalania się nad sobą, pielęgnowania zranień z przeszłości i kontemplowania swoich słabości. Mam niezliczone możliwości, by żyć życiem jakiego pragnę, a zamiast z nich korzystać, skupiam się na brakach, które są de facto bardziej wytworem mojej wyobraźni, niż rzeczywistości. Być może jest parę rzeczy, które są dla mnie szczególnie trudne, ale HELOŁ nikt nie powiedział, że życie jest łatwe, usłane różami i pozbawione przeszkód. Co więcej, do tej pory uznawałam te wszystkie motywacyjne teksty jako takie tam gadanie. Dziś nabrało to nowego znaczenia, bo prawdą jest, że:

  • mój największy przeciwnik mieszkał w mojej głowie
  • każdy jest kowalem własnego losu
  • nic się samo nie wydarzy
  • kto nie ryzykuje, ten nie ma

Ponieważ nie chcę, by skończyło się tylko na gadaniu, CHCIAŁABYM od tej pory pielęgnować w sobie pozytywne nawyki, pracowitość i wytrwałość w dążeniu do celu. Nie zakładam, że nie dopadnie mnie nastrój marudno-depresyjny, ale oczyszczenie siebie z gruzu i zrozumienie swoich emocji, jest przecież elementem samorozwoju.

Chcę żyć, a nie tylko istnieć. Chcę żyć szczęśliwie i po swojemu. Chcę żyć jakby jutro miało nie być, bo życie jest na prawdę krótkie, a straconego czasu nikt mi nie zwróci. Chcę żałować, że coś zrobiłam, niż że czegoś nie zrobiłam. Chcę przestać się bać i chcę pokonać swoje lęki. Chcę mieć poczucie, że mam swoje życie pod kontrolą w takim sensie, że dopóki ja nie pozwolę na to, by mnie zranić, obrazić czy po prostu wkurzyć, moje dobre samopoczucie i wysoka motywacja będą moim wyborem.  Chcę częściej mówić TAK niż NIE.

Jakby to powiedział kołcz: Jesteś zwycięzcą! 🙂

Najlepsze jest to, że gdy zaczęłam myśleć o tych wszystkich rzeczach, które zawsze chciałam zrobić lub spróbować, nie pojawiła się ani jedna racjonalna przeszkoda ku temu, by tego nie osiągnąć. Nagle uświadomiłam sobie, że ooo-ooo mogę wszystko! MOGĘ WSZYSTKO! Bo jestem zdrowa, zdolna i wciąż młoda! Co stoi na mojej przeszkodzie!? NIC! Ja byłam swoją własną przeszkodą, ale przekonałam siebie, że mogę wszystko!

1 2