Dear diary... czyli wpis o niczym

gradowa.pl

Siedzę w piątek wieczorem sama w domu z kubkiem gorącej herbaty Teapigs Earl Grey i kotem na kolanach. W tle śpiewa Anna Maria Jopek. Zapaliłam sobie świeczkę z The White Company o zapachu Mulled Wine, która czekała na specjalną okazję. Uznałam jednak, że dziś jest wystarczająco wyjątkowo w swojej nijakości. Chciałabym napisać coś, cokolwiek, jakkolwiek, ale w głowie mam niesamowity chaos nicości.

 

Jestem w takim momencie swojego życia, w którym absolutnie WSZYSTKO jest jedną wielką niewiadomą. Jedyne co jest pewne, to że dziś pójdę spać a rano postanowię się obudzić i wstać z łóżka którąś nogą. Zjeść śniadanie, pójść na siłownię, wziąć prysznic, wypić kawę. Po czym znów zasiądę przed swoim laptopem i znów pojawi się ten paniczny strach i pytanie "co dalej?".

Czeka mnie przeprowadzka, choć jeszcze nie wiem gdzie.

Czeka mnie podjęcie nowej pracy, choć jeszcze nie wiem kiedy i za ile.

Czeka mnie samotność i nie wiem na jak długo.

Boję się. Cieszę się. Smucę się. Boję się. Chcę. Nie chcę. Muszę. Powinnam. Chcę.

Myślę o tym, ile mam lat i czy ma to jakiekolwiek znaczenie. Zastanawiam się, czy minione 3 lata zmarnowałam, czy może coś/kogoś zyskałam. Siebie. Ją. Jego. Mnie.

Zastanawiam się nad tym, jak miłość jest niesprawiedliwa i że swojego serca nie można nastawić jak zegarka. A szkoda.

Myślę o swoich wyborach, zastanawiając się, czy dobrze robię, choć w środku czuję, że to jedyne słuszne wyjście i choć teraz jest ciężko i niepewnie, to w przyszłości podziękuję sobie za swoje decyzje. Albo i nie.

Ja chciałam żeby było dobrze, żeby mnie ktoś przytulił, żeby pogadał, pośmiał się ze mną, żeby wyszedł ze mną na spacer i podzielił tęsknotę za psem. Żeby zrozumiał, że ja lubię książki i poczucie bezpieczeństwa, że właściwie to nic więcej od życia nie chcę, tylko psa, książkę i przyjaciela.

Próbuję przypomnieć sobie kiedy ostatni raz byłam taka na prawdę szczęśliwa i zadowolona. Zdarzyło mi się kilka razy w ciągu ostatnich lat, ale to było ulotne. Generalnie zawsze czułam, że czegoś mi brakuje, że coś jest nie tak, jak być powinno. Czułam jakąś taką pustkę. Wydawało mi się, że coś kiedyś mi umknęło i to COŚ nie pozwala mi już być szczęśliwą. Czym jest szczęście? Jak je zmierzyć? Czy jest nam dane, czy musimy za nim gonić? Czy jest na stałe czy tylko na chwile?

Chciałabym znaleźć swoje miejsce.

Po raz pierwszy czuję, że moim domem nie jest miejsce w swojej fizycznej postaci. Moim miejscem jest osoba. Ta właściwa, ta wybrana, ta pokochana.

Chwilowo jestem bezdomna.

Chwilowo.